Home | Wydarzenia | Pielgrzymka po Śląsku – część 2

Pielgrzymka po Śląsku – część 2
Ten tekst przeczytasz w 4 minut

Poniedziałek, Gliwice

Niedziela wieczór i większa część poniedziałku to przygotowania do mistrzostw – rozwiązane prawie sto problemów, przeanalizowane kilka partii zawodowców. Ogólnie siedzieć tyle godzin bez przerwy męcząc mózgownicę to żadna frajda, to co pozwalało utrzymać motywację to perspektywa nagrody – popołudnia w Kredensie z Trzewikiem i spółką. Tymczasem (jak pewnie widzieliście na forum g-p.pl) 2 godziny przed spotkaniem Trzewik napisał że dziś wyjątkowo odwołuje z braku chętnych – jak się okazało nie zauważył że się zapowiadałem… Nie ukrywam że zrobiło mi się trochę słabo :-) Szczęśliwie udało się skontaktować z Trzewikiem, okazało się że mimo braku Kredensu będzie grał z kolegą w domu, i zostałem zaproszony (dzięki :-) ).

Pierwsze refleksja jak przyszedłem to że planszówek jest naprawdę dużo – kilka gier posiadam, w kilka kolejnych grałem, o jeszcze paru czytałem – a tymczasem z 1/3 zbiorów trzewikowych to gry o których nawet nie wiedziałem że coś takiego istnieje… (kolejna 1/3 to tytuły które przynajmniej kojarzyłem z nazwy, choć też nie znałem).

Zaczęliśmy w oczekiwaniu na kolegę od Hive. Ja miałem już ~10 rozgrywek na koncie, Trzewik właśnie wysłuchał reguł, więc dość spodziewanie wygrałem, mimo drugiego ruchu…

Następne gry prezentował już Trzewik. Na początek japońska obłędnie wydana gierka typu rzuć-i-przesuń-pionka – Warumono2. Nigdy o niej nie słyszałem, Trzewik dostał egzemplarz od japończyków na zeszłorocznym Essen. Wcielamy się w gangsterów którzy muszą uciec samolotem z lotniska, przy czym koniecznie zabierając ze sobą walizkę z pieniędzmi. Aby tego dokonać trzeba dobiec do fałszerza dokumentów (dostać paszport), do kasy biletowej, i na końcu do odprawy przed samolotem. Zawsze gdy w trakcie tego biegania tam i z powrotem mijamy innego gangstera zabieramy od niego jego walizkę, bierzemy naszą, i mieszamy je pod stołem tak żeby nikt nie widział czy ostatecznie je zamieniliśmy miejscami czy nie. Jedna walizka ma forsę, reszta jest pusta. W efekcie dostajemy szybką szaloną grę gdzie cały prawie czas się zmienia sytuacja, jest sporo blefu, sporo liczenia na szczęście na kostce, i mnóstwo śmiechu. Ostatecznie gdy samolot już miał odlatywać udało mi się do niego wskoczyć, choć już nie miałem czasu sprawdzić czy posiadana przeze mnie walizka to ta z kasą. Szczęśliwie była i wygrałem :-)

Kolejna gra o której nigdy wcześniej nie słyszałem – Rheinlaender Reinera Knizii (to się odmienia?). Wysyłamy naszych rycerzy do różnych regionów w krainie przez którą przepływa kręta rzeka, przylegające do siebie regiony z rycerzami tworzą księstwa, władzę w księstwie ma ten kto ma w nim najwięcej rycerzy. Sporo nie spotykanych nigdzie indziej rozwiązań w mechanice, bardzo pomysłowa plansza, wydaje się że całkiem nieźle zbalansowana, gra się w godzinkę, ogólnie przez długi czas byłem pewien że jak tylko będzie okazja to kupię. Na koniec troszkę zacząłem mieć wątpliwości – zawsze gdy tracimy przewagę w księstwie dostajemy „na pocieszenie” tyle punktów ile to księstwo jest warte. Jeśli nowy książę pozwoli nam je odbić z powrotem – on dostanie te punkty. I tak można się wymieniać co 2 kolejki… Niezbyt mi się to podoba, boję się że prowadziło by to na dłuższą metę do niewesołych klimatów, oskarżeń o grę drużynową, etc. Być może panikuję i wszystko się balansuje mimo wszystko, ale na dzień dzisiejszy chciałbym tę grę przetestować jeszcze z raz-dwa zanim miałbym kupować. Ach, nie wspomniałem – również gra bardzo ładnie wydana.

Na koniec było już mało czasu, i zagraliśmy w Verflixxt z rozszerzeniem (Verflixxt nochmal). Sam Verflixxt pokazywał kiedyś Michał Stajszczak w Alibi, i delikatnie mówiąc mnie nie powalił. Rozszerzenie daje możliwość gry 7 i 8ej osobie, i dodaje 3 zmiany w regułach – ptaszka który chodzi jak każdy pionek, ale zawsze punktuje dla tego kto go poruszył, pola które powodują że trzeba oddać następnemu graczowi ostatnio wzięty klocek, i jeszcze coś czego nie użyliśmy więc nie wiem :-). Nie wiem czy to kwestia rozszerzenia, czy byłem bardziej w nastroju na rzucanie kostkami, ale tym razem podobało mi się bardzo, działo się, było bardziej nad czym kombinować, interakcja dużo większa, możliwości jednak też. Musiałbym zagrać w więcej osób żeby wiedzieć czy było fajnie bo mało osób i większa kontrola, czy było fajnie bo rozszerzenie. W każdym razie bardzo chętnie zagram jeszcze.

Na tym skończyliśmy, a ja wróciłem do swoich problemów i analiz :-)

Warumono 2 – Ogólna ocena:

Złożoność gry:

Oprawa wizualna:

Rheinlaender – Ogólna ocena:

Złożoność gry:

Oprawa wizualna:

Veflixxt Nochmal – Ogólna ocena:

Złożoność gry:

Oprawa wizualna:

6 komentarzy

  1. Avatar
    Adam (folko) Kaluza

    Fajnie się to czyta ;)
    Czekam szczególnie na kolejną część ;-)

    Z innej beczki, Michał po pierwszym dniu w Mistrzostwach Polski seniorów w Go ma dwa zwycięstwa na dwa. Trzymajmy za bazika kciuki !!

  2. Avatar

    cii nie zapeszaj :-)
    (na razie nie ma sie czym jeszcze ekscytowac, pierwsze 4 gry maja byc teoretycznie latwiejsze, ostatnie 3 duzo teoretycznie trudniej… co prawda miejsce 6 na 8 juz chyba mam… :-) )

  3. Avatar

    Cały bazik. Przyjść do kogoś w gościnę i nie dać mu wygrać :)

  4. Avatar

    eee tam :-) przegralem w rheinhaendlera – jedyna z tych gier gdzie o wygrane nie decyduje 50 ruchow kostka

  5. Avatar

    Dla kibiców Bazika (do których się zaliczam):

    http://otaczanie.pl/index.php/2006/11/

  6. Avatar

    Bazik wygrał w HIVE, WARUMONO, VERFLIXXTA, a w Rheinlandera przegrał, bo się mój kumpel absurdalnie na niego rzucił i mogłem cichaczem wygrać, co mi się zdarzyło pierwszy raz w życiu w tej grze :)

Leave a Reply to ja_n Cancel reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*