Home | Katalog gier - recenzje, rzuty oka i relacje z rozgrywek | Love to upgrade! | Playmaty w wersji premium – dice traye i maty

Playmaty w wersji premium – dice traye i maty
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Co zrobić, by było nam miękko?

Zaopatrzyć się w Playmatę!

A co zrobić, by było nam miękko i jakoś tak… deluxe?

Zaopatrzyć się w Playmatę premium, rzecz jasna!

Dla wielbicieli rzeczy miękkich, ale i niecodziennych, Playmaty przygotowały coś wyjątkowego. Zanurzamy się dziś w świat widowiskowego neoprenu – oto kolekcja Premium by Playmaty!

O playmatowych pomysłach na „premiumizację” planszowych doznań pisałem stosunkowo niedawno. Teraz czas na premiumizację tej premiumizacji! Bo skoro już mamy zastosowania dla mat i dice trayów, to czemu nie sprawić, by wyglądały one jak nie z tego świata?

Słowo dnia to uszlachetnienia.

Złocenia. Świecące w ciemności elementy. Holograficzna folia.

Czego to teraz nie wymyślą, prawda?

Jak grać, panie premierze?

Prawda jest jednak taka, że rozgrywki planszowe i RPG odbywają się teraz w małych ekosystemach. Nie jesteśmy jeszcze chyba na etapie przebierania się w tematyczne stroje. Ale już wiemy, jak wprawić się w odpowiedni nastrój. Muzyka z melodice.org, odpowiednie oświetlenie, dodatki od firm zewnętrznych, komponenty deluxe, praktyczne i tematyczne organizery, maty, tacki i wieże do kości… Czasy wysypywania komponentów z pudełka i grania bez odpowiedniej oprawy minęły. Gracze mają w tej chwili ogrom możliwości, by wzmacniać doznania z rozgrywki. Ułatwiać i przyspieszać obsługę gry. Poprawić jej organizację, setup i składanie. Sprawić, by doznania sensoryczne były czymś więcej.

Prezentowane tu maty i dice traye to… nadal maty i dice traye. Pełnią dokładnie tę samą funkcję, co ich koledzy i koleżanki bez dopisku „premium”. A jednak… coś się zmienia.

Uszlachetnienia coś zmieniają.

Zmieniają dice tray i matę w WOWtray i WOWmatę. I możecie sobie pod nosem zadawać pytanie, czy ten czynnik WOW to jest właśnie to, czego potrzebujecie na swoim stole. I to jest pytanie odwieczne. Kiedy już czegoś wystarczy? Kiedy coś warto dodać? A kiedy nasze doświadczenie nie zależy od jakiegoś elementu, ale może być przez niego uwznioślone?

Najprościej będzie na to pytanie opowiedzieć anegdotą. A może dwoma.

Przypowieść o Pawle

Mam przyjaciela – nazwijmy go Pawłem, dla uproszczenia. Paweł ma w domu całe mnóstwo gier z różnych gatunków i mnóstwo akcesoriów, ale pośród tych akcesoriów – tylko jedną wieżę do kości.

Drewnianą, nieco fantastyczną w klimacie, z filcowym balkonikiem, na który spadają kości.

Paweł używa tej wieży w każdej grze, w której występują kości.

Czy więc na stole leży Nemesis, czy Wojna o Pierścień, czy Poszły Konie – kostki wypadają z drewnianego obelisku pokrytego pnączami i wyglądającego, jakby mieszkały w nim harpia i przynajmniej ze dwa chowańce. Czasem, przy odpowiedniej koniunkcji sfer, tematyka gry łączy się z wyglądem kościanego gadżetu. Jest to małe święto, które wszyscy obchodzą w ciszy, bez głośnego komentarza. Ale nie zawsze się tak dzieje. Czasem po prostu temat gry i wygląd kości nie licują z dice towerem, ani trochę. Nie ma w tym naturalnie nic złego – wieża po jakimś czasie wtapia się w tło i staje mniej istotna. Wystarczy jednak zawiesić na niej oko, by odkryć rozdźwięk między laserowym karabinem strzelającym na planszy, a pieśnią barda, która ewidentnie rozlega się dokoła naszej wieży.

 

Druga historia jest prostsza.

Miałem ostatnio okazję recenzować prototyp gry osadzonej w klimatach postapokaliptycznych. W grze były kości. W grze nie było na nie tacki. Kostki może i nie były zbyt piękne, bo w końcu prototypowe, ale należała im się sprawiedliwość.

Sięgnąłem po dice tray, który zupełnie przypadkowo miałem pod ręką – i voila! Stargane życiem kości dostały drugie życie, osadzone w odpowiednim kontekście nabrały nowej jakości i zbudowały klimat nie mniej, niż pojemniczki X-Trayz w radioaktywnie pomarańczowym kolorze. To był prosty zabieg, który dopełnił dzieła i uczynił obcowanie z grą czymś ciekawszym i bardziej namacalnym. W zwycięstwie nam to nie pomogło, ale jaka radosna to była przegrana!

Inna kwestia jest taka, że prototypu się pozbyłem, a dice tray został. I teraz czuję, że powinienem szybko zdobyć jakąś grę w klimatach postapo, żeby nie leżał tak bezpłodnie…
… ale to dyskusja na zupełnie inny artykuł.

Gdy rozpęta się ciemność

Dice traye są ładne. Intensywnie kolorowe, przyjemnie grube, złożone czy zrolowane mieszczą się w pudełku z grą czy niewielkiej szufladzie… po prostu cieszą serce i oko gracza.

O ich właściwościach pisałem w poprzednim artykule – wiecie już, że turlanie, kulanie i rzucanie nabiera dzięki nim nowego wymiaru wygody. O dźwiękowej przyjemności nie wspominając, gdy miękki materiał wygłusza wszelkie upadki, odbicia i rykoszety. Teraz, dzięki dodatkowej warstwie farby, dice traye premium świecą w ciemności. To ciekawy bajer, choć zdecydowanie rzadziej dający się zaobserwować – zwykle grywamy przecież w świetle zbyt jasnym, by widzieć ten efekt. Wzornictwo jest jednak nadal na najwyższym poziomie, a wypukłe uszlachetnienie wygląda świetnie niezależnie od odczytu kandeli i lumenów w pomieszczeniu.

Więcej, niż mata

Oprócz tacek na kości, Playmaty oferują również większe maty, przypominające nieco podkładki pod mysz w wersji panoramicznej.

Te maty służyć mogą do rozgrywej w gry karciane, tableau buildery czy wszelkie tytuły, w których gracze mają własną lub współdzieloną przestrzeń, na której operują kartami czy kafelkami. Ekwipunek postaci, rynek kart, przestrzeń do draftu czy po prostu własny kąt do zagospodarowania.

Złote, holograficzne i świecące w ciemności uszlachetnienia występują tu w rozmaitych wersjach, deseniach i klimatach: od Cthulhu, przez fantasy, po egipskie i wilkołacze. Dla entuzjastów maty te mogą stać się tematyczną podkładką pod klawiaturę i mysz czy monitor lub laptopa. Zastosowania ogranicza tylko wyobraźnia.

Dwie jakości

W przypadku Playmat mamy do czynienia z jakością wykonania i jakością rozgrywki.

I obie te jakości kategoryzowałbym jako segment premium. To produkty trwałe, widowiskowe i unikatowe – nie powielają wzorów ani motywów obecnych już na rynku, zawsze interpretując je z charakterystycznym sznytem i polotem.

To z pozoru proste produkty – w istocie: podkładki pod rzeczy. Ale ich strona wizualna i aspekty praktyczne sprawiają, że z matami i trayami po prostu gra się inaczej. Gra przestaje być tylko zawartością pudełka, wychodzi poza to pudełko, rozpełza się widowiskowo po stole, zyskuje nowe terytoria i pozwala się doświadczać z nową intensywnością.

Jeśli podobnie jak ja jesteście gadżeciarzami i lubicie czasem błysnąć nową zdobyczą przed innymi graczami – to linia produktów dla Was.

Jeśli nie chcecie błyskać, ale po prostu lubicie tytuły w konkretnym klimacie, uniwersum czy estetyce – playmaty to sposób, by zagłębić się jeszcze bardziej w to, co kochacie. A to, że to „zagłębianie” przy okazji wygląda całkiem koszernie – to już tylko przyjemny efekt uboczny.

Pełną ofertę mat premium znajdziecie na stronie Playmaty.pl.

Komponenty widoczne na zdjęciach pochodzą z gier Under Our SunNawalli, Solar Sphere, Horror w Arkham, Fleet: The Dice Game oraz Fabled: The Spirit Lands.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*