Verdant – doniczki pełne miłości [Współpraca reklamowa z Alderac Entertainment Group] Wydawca nie ma wpływu na treść recenzji
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Czy jeden fikus wystarczy na tym oknie?

A gdyby tak postawić obok amaryllisa? Oooo, i skrzydłokwiat do tego?

Tylko… czy skrzydłokwiat lubi stać w takim słońcu? I czy to mi pasuje do tapety? Jakie dobrać doniczki? I gdzie ja tutaj postawię kanapę… gdzie fotel… i gdzie kota?!

Urządzanie domu to temat trudny. Dyskusyjny, kontrowersyjny, najczęściej okupiony ogromnym wysiłkiem mentalnym i fizycznym. Ile razy trzeba przesuwać szafę, zanim znajdzie się dla niej idealne miejsce? Ile ciężkich donic trzeba przetaszczyć przez całe mieszkanie, zanim nabierze ono odpowiedniego wigoru i spełnione zostaną wszystkie reguły feng-shui?

Verdant – wydane w Polsce jako Doniczki (dzięki wybornym gustom Lucky Duck Games) to symulator takiego właśnie pokojowego aranżowania przestrzeni. Nie trzeba się pocić ani zakładać roboczego dresu – ale zdecydowanie warto zadbać o nawodnienie. Mózgi będą tu pracować na wysokich obrotach!

Trylogia w dwóch częściach

Calico, Kaskadia Doniczki to święta i świetna trylogia gier połączonych nie tylko wydawcą (Flatout Games), ale i dość unikatowym zestawem cech. Spróbujmy je podsumować:

  • przystępność zasad
  • ładność
  • wciągająca mechanika przestrzenno-kombinacyjna
  • głębia strategii
  • optymalny czas rozgrywki
  • fauno-florowata tematyka

Wszystkie te gry łatwo wrzucić na stół, łatwo wytłumaczyć i co najważniejsze: łatwo przekonać do nich nowych graczy i nie-graczy. Gry wyglądają ślicznie: intensywne, żywe palety kolorów, soczysty druk, żetony, planszetki i karty, które nie wiadomo, czy kłaść na stole, czy oglądać z bliska. Wszystkie tytuły mają prostą strukturę rundy – weź coś i połóż w swojej części stołu – i podobnie opierają się o przestrzenną układankę dyktowaną przez zmienny zestaw reguł. Mimo tej prostoty, gry oferują dużą losowość na wejściu (dobierane ze stosu karty i żetony losowane z worka), rozmaite drogi do zwycięstwa, które przyjemnie jest testować. Każdą z nich dobrze ogarnięta ekipa ogra w 45 minut lub godzinę – i nie spocznie na jednej partii.

Trafiono tutaj w jakiś sweet spot jakości wydania, stopnia skomplikowania, głębii strategicznej i ceny detalicznej. Ktoś najwyraźniej sprzedał duszę diabłu – ale zrobił to w najlepszym możliwym celu.

Z całej trójki nienawidzę tylko Calico, za klaustrofobicznie wręcz duszący mnie przebieg partii. I choć Verdant również ma ograniczoną przestrzeń (karty rozkładamy w siatce o wymiarach 3 x 5), to brak zewnętrznej ramki czy innej granicy sprawia, że duszę się jakby mniej. Poza tym rośliny generują tyle tlenu, że nie sposób się tu dusić.

Studium w zieleni

A więc urządzamy dom. Wcielamy się w rolę entuzjasty roślin i designu, a układając karty pokoi i roślin będziemy tworzyć „plan” wymarzonej przestrzeni. Pełnej sukulentów, roślin zielonych oraz wszelakich elementów dekoracyjnych: w tym mebli i zwierząt.

Karty wykładamy na przemian – dwie rośliny ani dwa pokoje nigdy nie mogą stykać się bokami. Z otwartego rynku kart dobieramy zawsze parę żeton + jedna z kart nad lub pod nim (okazjonalnie możemy wydać żetony kciuków, by połączyć elementy z innych kolumn), po czym układamy w swoim kącie stołu. Dobieramy żetony zieloności, rozpatrujemy efekt żetonu przedmiotu i tura przechodzi do gracza obok.

Głównym celem – a zarazem świetnym źródłem dużych punktów – jest tworzenie idealnych warunków do wzrostu roślin. Każda z nich ma swoje wymagania – słoneczka w różnych stadiach zaćmienia, widoczne u góry karty. Każdy pokój oferuje inne warunki oświetlenia, w zależności od tego, na której jego ścianie umieścimy roślinę. Spasowanie ich ze sobą daje nam żetony zieloności (ang. verdancy tokens), układane na roślinie – po zebraniu wymaganej (w prawym górnym rogu karty) ich liczby roślina uważa się za wyhodowaną w pełni. Sygnalizujemy to dobierając doniczkę (dobierając najbardziej wartościową z dostępnej puli) – na koniec otrzymamy punkty wskazane na karcie.

Przestrzeń zagospodarowana

Drugi poziom tych rozważań to pasowność rośliny do pokoju. Pokoje koloru fuksji lubią się z sukulentami, błękitne zaś wolą pnącza. Łączenie ich tak, by wokół pokoju znajdowały się rośliny we właściwym kolorze, daje nam punkty. Gdy do pokoju dopasować jeszcze żeton przedmiotu – punkty są podwajane.

Rośliny i pokoje – to były podstawy. Idźmy dalej.

Zestaw pięciu różnych pokoi lub pięciu różnych typów roślin – punkty. Kolekcja różnych typów przedmiotów w pokojach – punkty. Doniczki za ukończone rośliny – punkty. Pozostałe na niedokończonych roślinach znaczniki zieloności – punkty.

Idźmy jeszcze o krok dalej – zacznijmy prawdziwe akrobacje.

W zaawansowanym trybie gry występują trzy karty celów: pokoju, roślin i przedmiotów.

Każdy rząd zawierający wyłącznie jeden typ roślin – punkty. Każdy rząd z niepowtarzającymi się rodzajami pokojów – punkty. Minimum trzy karty danego typu pokoju w Twoim domu – punkty. Każda roślina z idealnie dopasowanymi warunkami oświetlenia – punkty.

Gdzie nie spojrzeć – punkty do zdobycia.

Czego nie położyć na stole – zdobywamy punkty z jednego źródła, rezygnując z innego.

Absolutny ocean decyzji.

Kocham to.

Miłość wyrażona w doniczkach

Kaskadia i Doniczki dzielą podobny genotyp: urzekających tematycznie, cieszących oko, głębokich strategicznie gier, w które chce się grać wciąż i wciąż.

Jednak to Doniczki mają ze wspomnianej wcześniej trylogii największą głębię. Są też chyba najbardziej złożone z całej trójki – choć wg BGG są dokładnie pośrodku (ciężkość 2.05/5.00). Jest to nieodparcie rodzinny tytuł pod względem progu wejścia, ale rozkosze z niego płynące sięgają daleko, daleko poza horyzont dotychczas opublikowanych gier rodzinnych.

Słowo klucz to dla mnie „warstwy”.

Liczba warstw i ruchomych elementów domagających się rozważenia w każdym ruchu – tu kryje się prawdziwy geniusz DoniczekZestawy kolorów, przedmiotów, dopasowanie sąsiednich kart i umieszczanych na nich żetonów, obserwowanie ruchów przeciwników i zmian na rynku kart, dobieranie dla siebie i dobieranie na złość przeciwnikom, rozważne dysponowanie żetonami podlewającymi i nawożącymi nasze rośliny… Wow, po prostu wow. Nie ma tu praktycznie żadnych prostych decyzji, a im dalej w las, tym węższy jest zbiór potencjalnie interesujących nas kart i żetonów.

Jedna doniczka, cztery doniczki…

Verdant oferuje wariant podstawowy i zaawansowany (z trzema kartami celów), wariant rodzinny, tryb solo, a nawet serię osiągnięć, które odnotować możemy w instrukcji. To naprawdę dużo „gry w grze”, jak na tak sensownych rozmiarów pudełko.

Można pewnie podnieść argument, że jest to gra dość samotna, choć rozgrywana w grupie (1 do 5 graczy). Owszem, każdy gracz skrobie własną rzepkę, a interakcja ogranicza się do podbierania sobie kart z rynku. ALE. Zmienność rynku pomiędzy ruchami kolejnych graczy, odkładanie żetonów kciuków na niewybrane w kolumnie karty (kciuki stanowią walutę, wydawaną na drobne, poboczne akcje jak podlewanie roślin czy wymiana kart na targu) i dyskretne podglądanie, których kart szuka sąsiad – to dodaje grze intensywnego smaku. I brak bezpośredniej interakcji nie jest tu absolutnie problemem.

Verdant/Doniczki to dla mnie perfekcyjne zwieńczenie trylogii wyjątkowych gier (*nie mam informacji, czy kolejne gry są w planach – w razie czego zaktualizuję ten tekst!). Piękne wydanie, przystępność i szybkość rozgrywki, mnogość taktyk do przetestowania… mam tu wszystko, czego potrzebuję. Moje serce biło szybciej do Verdant od czasu, gdy po raz pierwszy zobaczyłem karty z rysunkami roślin, wyglądających jakby żywcem zostały wyjęte z podręczników do botaniki. To bicie zostało w pełni usprawiedliwione i mogę z dumą powiedzieć, że Doniczki Kaskadia zajmują wysokie i absolutnie niezbywalne miejsce w mojej kolekcji. Te gry to definicja planszowej rozrywki – czysta zabawa na długie godziny, dla mniej i bardziej zaawansowanych graczy.

Życzę Wam, by Doniczki szybko trafiły na Wasz stół lub Wasz parapet, a Wasze zaangażowanie w rozgrywkę wynagrodziły pięknymi, zielonymi liśćmi. Dumnie prężącymi się w słońcu lub półcieniu i promieniejącymi czystą, roślinną miłością.

 

 

Gra dla 1 do 5 graczy w wieku od 10 lat
Potrzeba ok. 40 minut na rozgrywkę

 

Zalety:
+ intensywnie kolorowe, ślicznie ilustrowane wydanie
+ prostota i elegancja zasad, przy jednoczesnym bogactwie strategii
+ wciąga tak samo nowicjuszy, jak i zaprawionych graczy

 

Wady:
– brak niektórych z moich ulubionych roślin



Grę Verdant kupisz w sklepie


 

Dziękujemy firmie Alderac Entertainment Group za przekazanie gry do recenzji.


 

Złożoność gry (4/10):

Oprawa wizualna (7.5/10):

Ogólna ocena (9.5/10):

Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Gra tak dobra, że chce się ją polecać, zachwycać nią i głosić jej zalety. Jedna z najlepszych w swojej kategorii, której wstyd nie znać. Może mieć niewielkie wady, ale nic, co by realnie wpływało negatywnie na jej odbiór.

Przydatne linki:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*