Na Minerały czekam już od dawna. Właściwie w momencie, gdy w internecie pojawiły się pierwsze zdjęcia gry, wiedziałam, że będę musiała w nią zagrać. To była miłość od pierwszego wejrzenia – kupiła mnie oprawa graficzna. Minimalizm, elegancja, piękna kolorystyka. Tak czułam, że to coś dla mnie. Okazja do zagrania pojawiła się dopiero niedawno podczas Planszówek w Spodku. Myślę, że jest to dobry moment, żeby podzielić się z Wami wrażeniami. Po pierwsze dlatego, że trochę czasu już minęło od wydarzenia, a ja wciąż mam ochotę w tę grę zagrać, a więc nie było to tylko chwilowe zauroczenie :). A po drugie dlatego, że jakieś dwa tygodnie temu rozpoczęła się przedsprzedaż gry, więc może pomogę rozwiać wątpliwości, czy warto się tą pozycją zainteresować. A zatem do rzeczy.
Minerały to prosta gra logiczna. Prosta nie znaczy, że trywialna. Jeśli miałabym ją do czegoś porównać, jeśli chodzi o ciężkość, to pewnie jesteśmy w okolicach Axio lub Geniusza. Same zasady bardzo łatwe do przyswojenia, ale trzeba pogłówkować nad swoimi ruchami. Mechanicznie przypomina trochę grę Hej, to moja ryba! I niech Was nie zmylą te porównania do innych tytułów. To wcale nie oznacza, że Minerały są odgrzewanym kotletem. Co prawda przywodzą na myśl inne gry, mechanika nie jest może odkryciem roku, ale całość jest na tyle atrakcyjna, że z niecierpliwością czekam na kolejną partię.
Tak pokrótce, o co chodzi… A więc naszym zadaniem jest zbieranie tytułowych minerałów, za które otrzymujemy punkty. Poruszamy się po planszy za pomocą pionka-przyssawki. Ruch zawsze odbywa się w liniach prostych, a to, o ile pól się poruszymy, zależy od koloru minerału, który właśnie opuszczamy. Każdy kolor ma też przypisaną wartość punktową – wiadomo – najczęściej występujące kolory są mniej warte, a te rzadsze – więcej.
Zatem, wykonując swój ruch, musimy wziąć pod uwagę kilka spraw – ile dostaniemy punktów za dany minerał, jaki będziemy chcieli wziąć następny i ile pól potrzeba, aby do niego dotrzeć. A to jeszcze nie wszystko. Nasze minerały możemy również łączyć w większe związki, aby wymieniać je na karty. Owe związki są nieco bardziej wartościowe niż minerały w pojedynkę, więc naprawdę warto to robić.
Sytuacja na planszy zmienia się bardzo dynamicznie, zwłaszcza w pełnym, 4-osobowym składzie, więc raczej nie układamy tu długofalowych strategii, ale szukamy najlepszych rozwiązań możliwych w danym momencie. Możemy również używać narzędzi, które wprowadzają bardzo sympatyczny „zamęt”. To znaczy co nieco odwracają sytuację. Np. pozwalają skręcać w trakcie swojego ruchu albo wylosować dodatkowy minerał z worka i dołożyć go w wybranym miejscu. Sprytnie wykorzystane potrafią wyprowadzić nas na prostą, nawet gdy zapędzimy się w „kozi róg”.
Nie będę się tutaj rozpisywać nad zawiłościami mechanicznymi. Mam szczerą nadzieję, że będzie Wam dane przeczytać jeszcze recenzję na łamach GF. Najważniejsze, co chciałam Wam przekazać, to że gra prezentuje się naprawdę dobrze, zarówno mechanicznie, jak i graficznie. Jeśli chodzi o moje osobiste preferencje, to będzie to dla mnie jedna z lepszych prostych gier logicznych, w jakie grałam. Chyba nie zdetronizuje mojego ulubionego Azula lub sytuującej się tuż za nim Sagrady, ale pewnie uplasuje się gdzieś tuż za nimi. A na koniec kilka zdjęć z pojedynku z moim mężem. P.S. Wygrałam :).