Nie jestem fanem suchych logicznych gier, dlatego też nie ciągnęło mnie zbytnio do poznania kolejnych wariacji Kółka i krzyżyka. Nie grałem w Hack Tricka, nie grałem w Pentago, a Gobblety niezbyt przypadły mi do gustu. Ostatnio jednak, dzięki uprzejmości firmy Egmont, miałem okazję poznać Trexo.
Zasady Trexo są jedynie nieznacznie trudniejsze od reguł swojego pierwowzoru. Otóż gramy tutaj kafelkami przypominającymi te z tradycyjnego domino, możemy układać płytki również piętrowo, o ile mają one podparcie w dwóch płytkach leżących niżej, a za zadanie mamy ułożyć pięć symboli w rzędzie lub pod skosem (więcej o zasadach w recenzji Moniki – TUTAJ, i Wojtka – TUTAJ).
O ile strona graficzna nie jest, bo i nie mogła być, szczególnie piękna, to wykonanie samego Trexo jest znakomite. Chodzi tu o głównie płytki, które zrobione są z mocnego, grubego plastiku. Do nich dołożona jest solidna tekturowa plansza oraz jednokartkowa instrukcja. Tradycyjnie ponarzekam tylko na wielkość pudełka, bo gdyby plansza była składana to wydaje mi się, że komponenty mogłyby się zmieścić w opakowaniu wielkości tego od Cinkciarza.
Sama rozgrywka okazała się, wbrew moim obawom, całkiem ciekawa. Jest trochę kombinowania, jak ułożyć kafelki, żeby zablokować lub co najmniej nie pomóc przeciwnikowi, a jednocześnie stworzyć sobie dogodną sytuację do wygranej. Mimo tego w ostatecznym rozrachunku koniec partii wynikał jednak raczej z tego, że jedna strona wykorzystywała gapiostwo drugiej, która, przygotowując własny plan, nie zauważyła korzystnego ułożenia kafelków przeciwnika. Inaczej mówiąc w Trexo bardziej przydawała nam się zdolność szerokiej percepcji niż dobrego planowania.
Trexo wydaje mi się tytułem głównie na 7-10-latków, którzy lubią gry logiczne. Jest nieco trudniejsze od warcabów, ale łatwiejsze do szachów, dlatego może stanowić dobry punkt przejściowy między tymi dwoma klasykami.
Złożoność gry
(1/10):
Oprawa wizualna
(8/10):
Ogólna ocena
(6.5/10):
Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Do tej gry mamy konkretne zarzuty. Może być fajna i dawać satysfakcję, ale… ale jest jakieś zasadnicze „ale”. Ostatecznie warto się jej jednak bliżej przyjrzeć, bo ma dużą szansę spodobać się pewnej grupie odbiorców.