To miała być szybka i emocjonująca karcianka dla 2 osób od Galakty. Przyjechała tuż przed moim wyjazdem na urlop, więc nie namyślając się długo, wrzuciłam ją do walizki. I było jak znalazł, w sam raz na deszcz (tak, u niektórych padało, mimo że cała Polska skąpana w słońcu). Na gorąco więc, zanim zaczęłam na dobre wypoczywać, spieszę donieść o pierwszych wrażeniach.
Zatem do rzeczy… co w środku? Dwie talie kart, bardzo się różniące, które można będzie niemal dowolnie personalizować niczym CCG za pomocą dodatkowych talii. I papierowa plansza wyznaczająca obszar gry. Jak gramy? Wystawiając naprzemiennie jednostki, czyli karty i sprawdzając, czy ktoś kogoś nie zaciukał. Jak długo? Aż któryś z graczy zdobędzie 4 dowódców lub 20 dowolnych kart przeciwnika.
Wiele można o niej powiedzieć, ale nie to, że jest szybka… Może jak się z nią oswoimy nabierze tempa, ale póki co, zastanawianie się, jaką kartę wystawić zajmuje sporo czasu. To takie karciane szachy, w których zamiast ruszać się figurami, dokładamy swoje jednostki starając się zbić przeciwnika, ale w taki sposób, aby przeciwnik nie zbił potem nas. Czyli klasyczna zabawa w ustawianie jednostek, żeby się nawzajem broniły. Na trochę innych zasadach oczywiście, ale idea zbliżona.
Jest więcej różnic w stosunku do szachów. Choćby olbrzymia losowość w postaci dociągu kart na rękę. Każda strona ma inną armię. Ba, każda karta jest inna! Mamy tu 8 różnych kierunków ataku, a karty mogą uderzać czasem tylko w jednym, często w trzech, ale bywa że i w pięciu czy siedmiu. Atak też bywa zróżnicowany – z siłą od 1 do 5. Często siła w każdym kierunku jest inna. Jednostki mają też różną wartość obrony – zwykle od 2 do 5, ale zdarzają się karty z poziomem 6 i 7 (generałowie). Jest więc nad czym myśleć. Pierwsze wrażenie jest właśnie takie – strategia szachisty. I pewnie dlatego przegrałam moją pierwszą partię z 12 letnią córką. Nie umiem wygrywać w szachy :-). Ale Lords of War mi się podobają, z pewnością jest to gra warta zauważenia, a ogrywanie jej nie będzie należało do przykrych obowiązków. Recenzja już wkrótce. Stay tuned…