Sporą pulę planszówek dla dzieci stanową gry zręcznościowe. Nie tylko te, w których trzeba złapać totem albo zabrać kartę ze stołu. Nieraz trzeba coś zbudować albo wręcz rozwalić. Wyciągnąć patyczek albo dołożyć jajko. Różnych ciekawych gier na rynku coraz więcej. Make’n’Break jest jedną z nich. Uczymy się budować z klocków i robimy to na czas.
Zasady są banalnie proste. Losujemy kartę z układem drewienek, a następnie – korzystając z 10 dostarczonych klocków tego samego kształtu, lecz różnej barwy – próbujemy stworzyć wskazaną na niej budowlę. Oczywiście w górę – to zabawa 3D. Albo raczej 2D – ale w pionie, nie w poziomie. Chodzi o to, żeby zbudować prawidłowo – odpowiednio ocenić kształt i układ kolorów – i żeby przy okazji klocki nam się nie posypały. A trzeba przyznać, że niektóre karty są prawdziwymi wyzwaniami :).
Do klocków dołączony jest „odmierzacz czasu”. Oryginalne zasady mówią, że należy rzucić kostką, a następnie ustawić timer na 1, 2 lub 3 (w zależności od wyniku) – tyle będziemy mieć czasu na ułożenie naszego zadania. Jeśli uda nam się to zrobić przed czasem, mamy prawo pociągnąć następną kartę. I tak do momentu, aż skończy nam się czas. Zwykle (przy 3, czyli 50 sekundach) uda się ułożyć 3, 4, czasem 5 wzorów. Wszystko zależy od stopnia trudności – a ten jest dość zróżnicowany.
Karty z układami zostały dobrze pomyślane. Są oznaczone (oprócz cyferki ze stopniem trudności) kolorami. Niebieski – łatwiejszy, czerwony – trudniejszy. Trójka czerwona to zdecydowanie trudniejsze wyzwanie niż trójka niebieska. A punktów daje tyle samo: 3. Dzięki temu można dostosować grę do wieku i zaawansowania graczy. Np. w rozgrywce z młodszymi dziećmi, podzielić talię na dwa stosy – łatwiejszy i trudniejszy – i w ten sposób dać im swoisty handicap.
Natomiast zupełnie nie mam pojęcia, po co jest tutaj kostka. Chyba tylko po to, żeby wprowadzić jeszcze więcej – i tak już obecnej – losowości. No bo jakbyście się czuli, wyrzucając za każdym razem jedynkę (masz na układanie kombinacji tylko 30 sekund), podczas gdy Twój sąsiad – 3 (50 sekund). Bez sensu. Kostka jest zbędna. Za to ustawiając na czasomierzu z premedytacją 1, 2 albo 3, można dodatkowo dawać fory młodszym lub mniej wprawnym graczom. O wiele lepsze rozwiązanie niż klepsydra.
Te najtrudniejsze karty stanowią niejednokrotnie wyzwanie również dla dorosłych – nie da się tak po prostu ułożyć klocków jeden na drugim, bo w trakcie budowania zmienia się punkt ciężkości. Trzeba w paru miejscach przytrzymać, żeby dołożyć jakiś klocek, który z kolei przytrzyma to, co za chwilę musimy puścić. Te karty są najciekawsze. Szkoda, że jest ich tak mało.
Czy nam się podobało? Dorośli radochy z tego raczej mieć nie będą. Ale dzieci bawią się dobrze i w klimatach rodzinnych, czyli mieszanych, też źle nie jest. Im młodsze dziecko, tym większa przyjemność budowania. Choć oficjalnie gra jest dla wieku 8+, to młodsze dzieci z powodzeniem powinny dać sobie radę. Moje (lat 12) potraktowały to bardziej jako ciekawostkę, przerywnik, ale też dobrze się bawiły. Tyle, że krótko. Na dłuższą metę Jenga i Mistakos okazały się ciekawsze. Choćby z tego powodu, że istnieje swoista interakcja (każdy po kolei dokłada/usuwa elementy), podczas gdy w Make’n’Break każdy rozgrywa swoją kolejkę od początku do końca.
Podsumowując – jest to całkiem niezła gra dla dzieci, rozwijająca zdolności manualne. Ale tych młodszych dzieci.
Złożoność gry
(1/10):
Oprawa wizualna
(7/10):
Ogólna ocena
(6.5/10):
Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Do tej gry mamy konkretne zarzuty. Może być fajna i dawać satysfakcję, ale… ale jest jakieś zasadnicze „ale”. Ostatecznie warto się jej jednak bliżej przyjrzeć, bo ma dużą szansę spodobać się pewnej grupie odbiorców.
Make’n’break to nie tylko jedna gra, a raczej rodzina gier, bo są wersje uproszczone mini i midi, jest „cyrkowa” wersja dla najmłodszych, ale jest też Make’n’break Extreme, w której buduje się nie z prostych klocków, tylko z figur pentomina