Jedną z najbardziej zaskakujących rzeczy w mieszczącym się na krakowskich Grzegórzkach klubie Strych jest jego nazwa. Otóż, by się do niego dostać wchodzimy do bramy w socrealistycznym bloku, a potem schodami na sam ich szczyt. Nie wszyscy orientują od razu, że wcale nie są na żadnym poddaszu, schody prowadzą bowiem tylko na drugie piętro, a budynek ma ich parę więcej. Obok „Strychu” mieści się tam jeszcze publiczna biblioteka. Sam zaś Strych to filia Śródmiejskiego Ośrodka Kultury z pracownią komputerową i dużą salą, w której spotykają się różne kółka zainteresowań.
Gry planszowe trafiły na Strych dwiema drogami. Pojawiły się podczas spotkań koła gier strategicznych, które zazwyczaj zajmowało się bitewniakami. Ale silniejszym nurtem było koło… mangi. Lekko znudzeni mangowcy szukali innych rozrywek i znaleźli je w planszówkach.
Jak podaje kronika ośrodka kultury pierwsze spotkanie koła gier planszowych odbyło się we wtorek 2 września 2008. Zanotowano tytuły, w które wówczas grano. „Podróż do wnętrza ziemi”, „Przeklęta kopalnia”, „Ice Flow”, „Ticket to ride” i „Owczy pęd”. To właśnie wtorki były przez lata dniami spotkań na Strychu. Były to pierwsze i na długie lata jedyne miejsce w Krakowie, gdzie organizowano planszówkowe spotkania.
Dziś gra się we poniedziałki i czwartki. Formalnie zaczyna się od 16-tej, ale naprawdę od 17-tej. Wtedy na stole lądują lekkie gry na dobry początek jak Set, Trio, Tik Tak Bum czy King of Tokyo. Pół godziny później pada sakramentalne pytanie „To w co dziś gramy?”. Każdy mówi co przyniósł (dom kultury ma tylko kilka pudełek) i dzielimy się, w co kto zagra. To jedna z fundamentalnych zasad Strychu – nikt nie zostaje na lodzie, dyskusja trwa tak długo, aż wszyscy znajdą przydział im pasujący. To świetne dla nowicjuszy, którzy nie muszą się martwić tym, że nie będą mieć z kim grać – nie na Strychu, tu zawsze jest miejsce.
Rozgrywki trwają do 21:30, co zwykle wystarcza na dwie solidne pozycje lub kilka mniejszych. Sala ma 16 bardzo dobrze oświetlonych, pokrytych suknem stołów, które w miarę potrzeb zestawia się razem. Nie ma jednej dominującej tematyki, są miłośnicy eurogier jak i tych bardziej tematycznych. Grywamy w gry już wydane, ale nie tylko, na jednym stole regularnie testujemy prototypy jednego z naszych kreatywnych kolegów.
Dziś, gdy planszówki są w modzie, Strych przestał być jedynym miejscem grania w Krakowie. Świetna praca Marka Mydla i grupy Cracow Game Initiative zaowocowała pojawieniem się kilku tłumnie obleganych planszówkowych pubów, gdzie grywa także wielu dawnych i obecnych strychowiczów. Strych oddał swój sztandarowy wtorkowy termin, a frekwencja na spotkaniach w nim wyraźnie spadła. Zazwyczaj jest do kilkunastu osób, a bywają i takie grane w kilka. Nikogo to jednak nie martwi, przeciwnie, rozwój plaszówkowej sceny tylko nas cieszy. Strych pozostaje wyspecjalizowanym miejscem dla tych, którzy cenią dobre światło, brak pubowego gwaru i głośnej muzyki, a zamiast piwa zadowolą się napojami i serwowaną przez załogę herbatą.
Zapraszamy!
(podpisy pod zdjęciami: Veridiana)
Ciekawe, kto pamięta, że ten sam klub ten był matecznikiem pierwszych miłośników gier fabularnych w Krakowie? :) Tyle, że to było 20 lat temu…
Zanim mnie zlinczują od razu chciałbym uprzedzić, że nie jestem autorem podpisów pod zdjęciami :)
No tak, zapomniałam dodać tę informację, że podpisy to moja sprawka ;) ale nie ma chyba za co linczować? :O i już dopisałam autorstwo, pardon!