Horse Fever – Żądło na planszy?
Ten tekst przeczytasz w 4 minut

Hazard to zło. Wykorzystywanie biednych zwierząt ku uciesze zmanierowanych bogaczy to kryminał. Dlatego wielu graczy z przyjemnością powitało grę o wyścigach konnych – zwłaszcza, że tym razem nie wcielamy się w dżokeja, konia ani nawet w pana z pistoletem (startowym), ale w cynicznego hazardzistę, który nie przebierając w środkach stara się wypchać kieszenie forsą z wygranych. A jak każdy wie – stawia się tylko na pewniaki.

Na szczęście(?) w planszowej wersji wyścigów o pewniakach nie ma mowy – co najwyżej możemy w pewien (jednoznacznie niemoralny) sposób probować wpływać na startujące konie starając się poprawić szanse naszego kandydata. Poprawić, bo koniec końców i tak każdy z nich będzie musiał się zmierzyć z kapryśną kostką i kartami. Ale po kolei.

Najpierw losujemy postać determinując początkowy zasób gotówki i ewentualną zdolność specjalną (raczej nic o dużym znaczeniu, aczkolwiek warto o niej pamiętać). Następnie losowo ustawiamy startowe notowania bukmacherów wpływając na prawdopodobną szybkość każdego konia i wypłatę przy zwycięstwie („lepsze” konie mniej wypłacają, ale mają zwykle łatwiej podczas wyścigu) i możemy przygotowywać się pierwszej gonitwy.

W czasie gonitwy (autor Antonio Izzo)

Mamy 2 akcje. Możemy je przeznaczyć na wzięcie pożyczki (którą trzeba spłacić na końcu gry pod groźbą dyskwalifikacji), kupno stadniny (właściwie tylko na początku, bo są błyskawicznie rozdrapywane), kupno kart konia (wielorazowe, ale z limitem jedna karta – jeden koń), misji (będą punktowały na koniec gry), asystenta (bonus, który działa przez całą grę) lub specjalnej akcji (jednorazowe, działające tylko na najbliższy wyścig). Następnie zagrywamy w jawny sposób karty konia na zawodników ze swoich stadnin (stąd tak ważne jest posiadanie chociaż jednej) i obstawiamy. Zagrywamy niejawnie karty specjalne na dowolne konie i obstawiamy drugi raz. Odkrywamy wszystkie karty i przeprowadzamy wyścig. Wypłacamy wygrane, w zależności od wyników modyfikujemy notowania bukmacherów i zaczynamy od początku. Po przeprowadzeniu określonej liczby wyścigów(uzależnionej od liczby graczy) do zdobytych podczas gry punktów dodajemy te za misje i posiadaną gotówkę i wyłaniamy zwycięzcę.

Nie wchodząc przesadnie w szczegóły na pewno warto wspomnieć o dwóch mechanizmach. Obstawianie jest dosyć standardowe. Dwie opcje do wyboru: koń zajmie pierwsze miejsce (3 punkty zwycięstwa i kasa zgodna z notowaniami bukmacherów) lub będzie w pierwszej trójce(1 punkt zwycięstwa i wygrana 2:1). Stawka – dowolna, ale nie mniejsza niż stukrotność naszych punktów (czyli gdy mamy 10 punktów minimum to 1000), co jest bardzo dobrym rozwiązaniem wykluczającym bezpieczne i kunktatorskie zakłady w późniejszej fazie gry. Sam wyścig to szereg kombinacji karta+kostka. Kolejno: odkrywamy kartę wyścigu pokazującą punkty ruchu każdego konia w zależności od jego notowań (zwykle te „lepsze” mają ich więcej), ruszamy pionkami i wreszcie rzucamy kostką dodając ewentualnie jedno pole wylosowanym zawodnikom. Zwykle po 3-5 takich cyklach konie wpadają na metę i wypłacamy wygrane.

Ostatnią rzeczą „mechaniczną”, o której wspomnę to karty. Zarówno wielorazowe karty koni, jak i jednorazowe karty specjalne w wydatny sposób moga wpłynąć na gonitwę- zarówno w pozytywny, jak i negatywny sposób. Mogą ułatwić start (przesuwając pionek od razu o kilka pól), uniemożliwić sprint (korzystanie z kostki), zwiększyć wygraną, dodać kopa na linii mety, poprawić notowania u bukmacherów itp. Ponieważ część z nich zagrywa się niejawnie, dopiero przed samym startem (a więc już po zakładach) poznajemy pełny obraz sytuacji. Stąd niezwykle istotne jest obserwowanie konkurentów. Na jakie konie stawiają, na jakie zagrywają karty, jakie stadniny mają itd…

Karty z milionem ikonek (autor Kwang Il Kim)

Najważniejsza kwestia – czy to dobra gra? Tak, ale z kilkoma zastrzeżeniami. Rozgrywka ma dobre tempo (o ile nie utkniemy przy tozgryzaniu ikonek), a reguły to ciekawy miks losowości, podpatrywania i przewidywania zagrań rywali i umiejętnego korzystania z akcji i kart. Miks o tyle dobrze wyważony, że w żadnym momencie nie miałem wrażenia, że mój wynik kształtowany jest przez los.

Co mi się nie podobało? Mała ilość kart – po 2-3 wyścigach już wszystkie widzieliśmy i przemieliliśmy i właściwie całość staje się dosyć mechaniczna. Stadniny – musimy je mieć, bo nie dość że dają możliwość zagrywania kart koni, to jeszcze w przypadku dobrego wyniku naszego zawodnika dostajemy dodatkową kasę i punkt zwycięstwa. Efekt jest taki, że trzeba je jak najszybciej brać (dodatkowo niektóre postacie mają już jakieś na starcie), więc pierwsza tura to wyścig po karty, a później ta opcja zupełnie znika. Bez sensu. Bardzo męczy ogrom ikonek – zwłaszcza w pierwszej partii tłumaczenie zdolności kart trwa zdecydowanie zbyt długo, na czym cierpi jakość zabawy. I na koniec może nie tyle wada, co specyfika tej gry – już na kilka gonitw przed końcem gry można przestać się liczyć w grze o zwycięstwo. Niby tak powinno być – jak dobrze obstawiasz to wygrywasz. Ale jak obstawiasz nieźle, a mimo to widzisz, że już zabraknie czasu na nadrobienie punktów to napięcie opada i gra się trochę na siłę. Być może nie jest to duży problem – może przy doświadczonym gronie wyniki są bardziej zbliżone i walka trwa do końca. W naszej rozgrywce o zwycięstwo walczyło praktycznie dwóch graczy, a reszta od pewnego momentu zaledwie statystowała.

Osoby poszukujące tytułu łączącego hazardowe emocje z możliwością podkładania świń i lekkim sterowaniem losem mogą się skusić w ciemno. Pozostali powinni przynajmniej spróbować – na pewno jest to nietuzinkowa pozycja, którą warto poznać nawet jeśli do tej pory gry hazardowe kojarzyliśmy z imprezowymi i głupawymi karciankami. Nie wiem jak długo Horse Fever będzie bawiła – wydaje mi się, że dzięki odpowiedniej dozie losowości i różnym zdolnościom postaci, w gronie 4-5 osobowym może z powodzeniem wielokrotnie lądować na stole – zwłaszcza, jeśli dzięki znajomości ikonek rozgrywka zamknie się w 90 minutach. Ja na pewno jeszcze chętnie spróbuję oskubać współgraczy z kasy, ale do swojej kolekcji tej gry nie dodam…

Jak grałem: 5-osobowa partia, w większości nowicjusze, około 2,5 godziny, wariant pełny, nie wygrałem.

9 komentarzy

  1. Avatar

    Wiem, że właśnie do sprzedaży trafia druga edycja Horse Fever – nie wiesz Szymonie czy są w niej jakieś mechaniczne zmiany?

    No i jest wersja na iPada ale bez AI, lekko zabugowana no i dość droga :/

  2. Don Simon

    Nie mam pojęcia. Ja chyba nawet grałem w druga edycję, ale to musi potwierdzić właściciel gry (Tytus)

  3. clown

    Don Simon nie wspomniał jeszcze o dołączonej do gry płycie z muzyką, moim zdaniem całkiem miłą dla ucha :)
    I niestety minus dla ikonek oraz powiązanych z nimi niejasnościach w instrukcji – miałem z tego powodu otwartą wojnę z jednym z graczy :)

  4. melee

    graliśmy w drugą edycję

  5. MichalStajszczak

    Gier o wyścigach konnych jest mnóstwo. Odpowiednia lista na bgg wymienia ich blisko 200, a nie ma niej np. kilku wydanych w Polsce.

  6. Don Simon

    Ja grałem w Chwili, więc muzyka była dostarczana przez lokal.

  7. Jax

    To chyba nie don_simon pisze. 3 ostatnie rzuty okiem bardzo łaskawe :>

  8. Don Simon

    Co Ja biedny poradzę, że wszystkie tytuły ostatnio przynajmniej poprawne? Ale na pocieszenie powiem, że żadnego nie zamierzam kupić :)

    No i liczę na jakieś bardziej krwiozercze komentarze…

  9. Avatar

    Ale denna recenzja, blee ;-) A na serio to znowu dobra. Don Simon dobrze pisze i też wolę jego wersję pozytwno-neutralną niż marudną ;-)

Leave a Reply to MichalStajszczak Cancel reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*