Jak wiadomo większość tytułów Friedmanna Friesego zaczyna się na literę „f”. Twoja kolejna produkcja, która ukaże się już niedługo nakładem wydawnictwa Gry Leonardo, nazywa się „Mare Balticum”. To już trzecia gra z pięciu w Twoim dorobku na literę „m”! Przypadek?
Przypadek. Natomiast podobnie jak Friedmann mam tez swoje autorskie dziwactwo ;) (patrz konkurs na końcu tekstu!)
Uczyłeś się łaciny? Wiesz dlaczego pytam – „Mare Balticum” to też Twój kolejny tytuł po „Magnum Sal” (który stworzyłeś wraz Marcinem Krupińskim) w tym języku? Jaki jest odbiór wśród graczy takiego „chwytu językowego”? Masz jakieś opinie spoza Polski?
Uczyć uczyłem się, ale nie pamiętam zbyt wiele. Powód użycia łaciny do tytułu gry jest prosty i stosowany od dawna przez wielu wydawców. Łaciński tytuł jest międzynarodowy. Gdy wydajesz grę niezależną językowo, z instrukcjami w kilku językach tytuł polski czy nawet angielski jest bez sensu. W takiej sytuacji albo wybiera się tytuły abstrakcyjne które dobrze brzmią w każdym języku, bo nic nie znaczą (Dobble, Quirkle) albo nazwy geograficzne które brzmią tak samo w każdym niemal języku (Puerto Rico, Salamanca) albo właśnie łacinę (Carolus Magnus, Mare Nostrum, Alea Iacta Est). Jest mnóstwo takich planszówek. Jeśli chodzi o odbiór tego przez graczy nie spotkałem się z żadną negatywną opinią. Nikt się też tym specjalnie nie zachwyca ;) Myślę że dla gracza tytuł to naprawdę trzeciorzędna kwestia.
Okej, przejdźmy do samej gry. Skąd w ogóle pomysł na grę o połowach ryb w Morzu Bałtyckim? Wędkujesz? Spędzasz wakacje pod żaglami? Jesteś zbieraczem bursztynu?
Wędkuję, choć ostatnio coraz rzadziej bo planszówki, badminton i rower wyparły wędkarstwo na dalsza pozycję. Kiedyś tez żeglowałem. Pomysł wyszedł od bursztynu. Chciałem zrobić grę o tym bałtyckim skarbie. Pierwsze koncepcje to była bardziej złożona gra ekonomiczna o całym bursztynowym szlaku. Jednak rozwinęło się to w bardzo familijną grę o połowach ryb.
Jak układała Ci się współpraca z ilustratorem gry, Piotrem Słabym? Kto wpadł na pomysł „plastelinek”?
Tu muszę szczerze powiedzieć bez cienia przesady, że współpraca z Piotrem to prawdziwa przyjemność. Bardzo kreatywny ilustrator, który jest też jednocześnie komunikatywny i słucha uwag autora i wydawcy. „Plastelinki” były jego autorskim pomysłem do którego musiał nas nawet przekonać, w co pewnie trudno uwierzyć widząc dziś te znakomite finalne grafiki! Wspaniale że mu się udało. To naprawdę nowa jakość w świecie planszówek. Wierzę że Piotr zapoczątkował cały plastelinowy trend tak jak kiedyś Michael Menzel „Filarami Ziemi” rozpoczął modę na pastelowe grafiki z mnóstwem szczegółów na planszy.
Jaka była Twoja reakcja? Nie bałeś się tego „rewolucyjnego” – jak już niektórzy stwierdzają – projektu? Miałeś jakąś inną, swoją wizję, czy też jako projektant po prostu wychodzisz z założenia, że to nie Twoja działka?
W pierwszej chwili pomyślałem: „Jeju ale to dziwaczne”. Potem doszedłem do wniosku że to może być świetny tzw. „selling point”, czyli coś, co wyróżni tę grę z – nomen omen – morza innych tytułów ;) Może się bardzo podobać, innym bardzo nie podobać, ale na pewno nikt nie przejdzie obok tej grafiki obojętnie. Gdy zobaczyłem pierwsze próbki grafik byłem już całkiem spokojny o odbiór. To oczywiście nie moja działka, ale zawsze staram się mieć jakiś wpływ na wygląd gry i współpracuję w tym zakresie z wydawcą i ilustratorem.
Czym Twoim zdaniem „Mare Balticum”, oprócz rewelacyjnej grafiki i lekkiego tematu, może zdobyć uznanie potencjalnych odbiorców?
„Mare Balticum” miało z założenia być bardzo prostą, familijną grą, przy której dobrze bawić się będą już sześciolatkowie. Dlatego od samego początku starałem się unikać niepotrzebnych komplikacji zasad. Reguły są bardzo proste i do wytłumaczenia w pięć minut a cała partia naprawdę zajmuje pół godziny, nawet w pełnym, pięcioosobowym składzie.
Jednocześnie dusza gracza i nieocenieni testerzy z „Monsoon Group” sprawili, że równie dobrze jak grą familijną „Mare Balticum” może tez być chwilerem dla dojrzałych graczy. W grze mamy dwa proste moduły, które wzbogacają rozgrywkę o więcej interakcji i pozwalają na różnorodne strategie. Tak naprawdę każda grupa, która zna choć kilka nowoczesnych gier powinna od razu grać z obydwoma modułami. Wersja podstawowa jest zdecydowanie przeznaczona do gry z dzieciakami.
Jakie są atuty gry ocenią już sami gracze. Ja i testerzy doceniliśmy w niej płynną i intuicyjna rozgrywkę, która fajnie oddaje temat gry. Mamy flotylle kutrów o określonej ładowności, kilka gatunków ryb i różne porty z różnym zapotrzebowaniem na ryby. Gracz ma sporo wyborów, ale raczej prostych, przez co w grze nie ma przestojów.
Planszowy serial „M jak Miłuński” zdaje się zdobywać coraz większe grono fanów (również za granicą). Jakie są Twoje dalsze plany – czy dużo jeszcze prototypów czeka na wydanie?
Staram się konsekwentnie pracować nad nowymi tytułami. W tym momencie dwie moje gry są już na wstępnym etapie przygotowania do wydania. Pierwsza z nich powinna się ukazać tej jesieni, druga już w 2012 roku. Pracuje też nad nowymi projektami, ale o nich na razie nic konkretnego nie mogę powiedzieć. Może tyle, że pomyślałem też o graczach którzy grają głównie w dwuosobowym gronie i że próbuję zmierzyć się z nowymi gatunkami – grą logiczną i bardziej amerykańskim niż eurogrowym podejściem do projektowania.
Wybierasz się do Essen promować swoją najnowszą grę?
Planuję się wybrać.
Pytanie na koniec – czy możesz zapewnić czytelników, że w czasie testów nie ucierpiały żadne ryby?
Wypiliśmy z testerami morze kawy i innych napojów, ale ryby nie ucierpiały w najmniejszym stopniu. Słowo autora!
Dziękuję serdecznie za rozmowę. Życzę Ci dalszych udanych projektów!
Dziękuję!
Z Filipem Miłuńskim rozmawiał Witold Janik. c.d.n ;)
KONKURS: Pierwszy czytelnik GF, który w komentarzu pod powyższym tekstem umieści prawidłową odpowiedź na pytanie „jakie autorskie dziwactwo posiada Filip Miłuński?” otrzyma egzemplarz gry „Mare Balticum” z podpisem Autora. Konkurs nie dotyczy członków Monsoon Group oraz redakcji serwisu GamesFanatic
Niesprawiedliwe ;p
Tycjan – trzeba dać szansę innym ;)
dziwactwa są w zasadzie dwa:
– fioletowe kolory w grze
– nazwy gier na „M”
udało się?
konkretnie to fioletowe piony
:|
No i proszę.. zajęłam się odzyskiwaniem hasła i się spóźniłam… :(
MoniQ gdzie mieszkasz? to może kiedyś zagramy razem ;)
A może Filip ma jakieś inne dziwactwa i to nie była dobra odpowiedź :D
nie wnikam, osobiste tematy bywają delikatne :P
hmm gry w „polskim” klimacie ?
wszystkie jak na razie w jakimś stopniu dotyczą naszego kraju.
ja bym powiedzial, ze to AUTORSKIE 'dziwactwo’to zasada lancucha :>
„Purple – My color! I can tell you that it is one of my little freaky designer’s whims – all of my games have to have purple pieces for one player”
Czyli chyba już możemy gratulować madeuszowi.
no to gratulacje ;)
jeszcze tylko przydała by się przewidywana cena ;)
Oczywiście jako pierwszy poprawną odpowiedź podał madeusz – gratulujemy!
Proszę bardzo o kontakt na mojego maila: witold_janik@o2.pl .