Wróciłem z targów Spiel w Essen potwornie zmaltretowany. Oczy mi się kleją (spałem po 5 czy 6 godzin – dzięki ci Panie za przesunięcie godziny!), mam spuchnięty palec od nogi od wielogodzinnych marszów po halach, jest niemiło na ciele. Ale w środku wielka radość, bo znowu warto było, znowu mnóstwo ciekawych ludzi, gier, rozmów, doświadczeń, których może dać tylko pobyt na tych największych na świecie targach gier planszowych. Byłem rok temu, byłem teraz, będa za rok. Na pewno.
Stopniowo będziemy umieszczali teraz najróżniejsze rzuty okiem, recenzje (udało się zdobyć i jeszcze przyjdzie pocztą wiele nowości), wrażenia, filmy, pojawi się odcinek Planszostacji poświęcony ostatniej edycji targów. Mam nadzieję, że wkrótce Wasz głód informacji zostanie zaspokojony i będziecie wiedzieli na co się w pierwszej kolejności nastawiać po Essen 2009, a o czym nawet nie myśleć. Jutro mam nadzieję napiszę coś więcej. Teraz uderzam w kimono.
Ech, jak zobaczyłem nowy wątek to już myślałem, ze coś konkretnego będzie…
Ale cóż, z drugiej strony wyobrażam sobie, że po powrocie z Essen trzeba odespać – tam nie ma sensu spać, nieprawdaż :)
Czekam na liczne relacje, komentarze i opinie!
AŻ 5/6 godzin marnowania czasu na sen? O_o
Pancho jednak jest człowiekiem, nie robotem. Odespać musi ;-)
Jak Salou i Steady zaproponowali ok.2:00 w nocy z piątku na sobotę rozpoczęcie partyjki At the Gates of Loyang, a ja im to wybiłem z głowy to przez chwilę miałem wyrzuty sumienia. Ale jak dzień później zaczętą przed północą partyjkę skończylismy po 4:00 to mi wyrzuty sumienia przeszły. ;-)
Jestem ciekaw, jakie wrażenia z The Adventurers?
lol Potwornie zmaltretowany: „spalem 5-6godz”. Serio się uśmiałem. 5-6 godz to jest full wypas! Zazdroszczę pracy.
Bez urazy Pancho.
Ja tak samo ;) 5-6h to taki standard snu :D