Powoli zamieniamy się w miesięcznik, i pewnie niestety do końca wakacji może to tak ciągle wyglądać. Tak więc w odcinku czerwcowym zapraszamy do posłuchania o dwóch nowych grach: Automobile i Dominion: Intrigue. Na koniec rozmawiamy o rosnących cenach gier, i TOP 5 najtańszych gier.
Dobry odcinek!
Skomentuję tylko kwestię cen planszówek, choć będzie to głos raczej „niedzielnego” klienta sklepów z grami.
Moim zdaniem, różne czynniki, które podbiły ceny planszówek w Polsce, odbiją się mocną czkawką na rynku. Gry planszowe już wcześniej były drogie. Gdy otwieram pudełko lekkiej karcianki, zazwyczaj myślę: czemu to coś nie kosztuje 20 złotych? W przypadku ładnej gry z planszą i drewnianymi kosteczkami, to gdybym nie znał „realiów planszówkowych” i zobaczył taką grę po raz pierwszy, to zapytany o cenę strzeliłbym: 60 PLN. Oczywiście, są koszty praw autorskich, licencji, dystrybucji itd., ale niemniej, ceny przykro zaskakują.
Spotkałem się z argumentacją, całkiem rozsądną, wspomnianą zresztą w Planszostacji przez Mst, porównującą cenę dobrej planszówki do biletów do kina: „Jest nas paczka znajomych, np. 5 osób, pewnego wieczora zamiast iść na film składamy się i kupujemy grę.” W przypadku niektórych starszych gier to zadziała (cenowo), ale gdy chcemy kupić jakąś nowość (Small World, Steam, Age of Conan), jest już gorzej.
Dla niedzielnego gracza, przede wszystkim liczy się spotkanie w dobrym towarzystwie. Planszówka będzie dodatkiem, choć w wielu przypadkach będzie bardzo ciekawym dodatkiem. Żeby chwyciła, kluczowe będą ciekawa tematyka i replayability. O ile o to pierwsze nie jest tak trudno, to w drugim przypadku zazwyczaj jest już trochę gorzej. Jaki jest sens wydawania 150 PLN żeby zagrać 3 razy?
Są gry bardzo dobre, które wciągają na długo i dana grupa znajomych (nie geeków) może w nie grać wiele wieczorów. Są to jednak tytuły nieliczne. Jeżeli mam kilka dobrych gier, czemu mam kupować następne? Gdy czytam opinie o nowej (lub starej, ale nie tak spopularyzowanej) grze, w stylu: „ciekawa kooperacyjna, licytacyjna, kolejowa, typu worker placement, pick up and deliver, udany przedstawiciel gatunku, dobrze zbalansowana, warto spróbować”, to nic, ale to nic nie zachęca mnie to wydania grubej kasy na wielkie pudło, które zapewni mi „przyzwoitą” zabawę na kilka wieczorów.
Za 5 złotych mogę się złożyć ze znajomymi na salę gimnastyczną i zagrać w siatkówkę, na 10 PLN iść na basen, do muzeum. Wyjście na rower (jeżeli go mam) nie kosztuje nic, chyba że przebiję dętkę.
Gdy byłem młodszym szczawiem, w liceum i potem na studiach, grałem namiętnie w RPG. Dalej gram, choć już raczej od święta (OT: Trzewiku, monastyrowa koncepcja na Stronhold bardzo raduje moje stare serducho!), ale to nie jest tutaj specjalnie istotne. W liceum, mieliśmy ze znajomymi wrażenie, że podręcznik do RPG to droga rzecz. Ale gdy już złożyło się na tę książkę, to pięć osób mogło grać rok lub dwa lata. Cała reszta to były nasze pomysły: wymyślanie postaci, historii, scenariuszy.
Z planszówkami się tak nie da. Na palcach jednej ręki mogę policzyć gry planszowe lub karciane, w które zagrałem więcej niż 50 razy. I chyba nie jestem wyjątkiem.
Nie ma co ukrywać – kryzys planszówek nie ominął. Może po prostu częściej będziemy odświeżać stare tytuły, grać w większych grupach w klubach, wymieniać się grami. Kryzys uderzył w portfele, może poprawią się więzi społeczne. Będzie, jak pisał Bauman, jak za starych czasów: trawnik skosi nam sąsiad a nie wynajęta firma, a my mu naprawimy kran w łazience.
Pozdrowienia, VS.
PS. Co do Top 5: zgadzam się z Bazikiem. Dwie talie kart do brydża (10 PLN?) i 20 lat frajdy.
Widzę, że wraca temat 'zamkniętej kolekcji gier’ i 'gracz kolekcjoner/nie-kolekcjoner’ :) Ja tam się nie będę zamykał w kilku ulubionych tytulach i nie kupował nowych (bo niby nie ma powodu). Równie dobrze mógłbym nie kupować/oglądać nowych filmów, czytać nowych książek, słuchać nowych piosenek, no bo przecież ma 'kilka moich ulubionych’, w które grałem (przepraszam widziałem/słyszałem) 'ponad 50 razy’ i sprawiają mi mnóstwo przyjemności, po co więc wydawać kasę na nowe? :>>
A talie do brydża za 10 zl mogą dać frajdę na kilkadziesiąt lat. Tak samo jak tanie szachy. Albo warcaby. Albo tryktrak. Niektórzy grają tylko w jedno przez cale życie i dobrze im z tym. Każdy robi co chce. Gorzej jak komuś nie odpowiada jedna rzecz robiona przez kilkadziesiąt lat. W każdym razie niech sobie grają w to swoje cacko, swoejgo Świętgeo Graala. Powodzenia… I niech sobie patrzą z niesmakiem/lekceważeniem na innych planszówkowców (tak jak swego czasu goiści w warszawkim OKO czy teraz scrabbliści w Smoczym Gniedzie – są tak zadufani w swojej 'świętej grze’, że jedyna na czym im zależy to absolutna cisza i uciszanie innych. Zero rozmów, interakcji towarzyskiej, no bo trzeba trenować, być prosem, grać na turniejach, trzeba czcić przedmiot swojej religii, kultu…). I couldn’t care less :D
Hola, proszę mnie nie wciskać w cudze buty. Pisałem o wysokich cenach, częstszym graniu w klubach w starsze gry, wymienianiu się tytułami, które się opatrzyły. Nie łączę z tym ani niesmaku, ani lekceważenia, ani uciszania innych, wręcz przeciwnie.
Nowe gry będziemy kupować nadal. Ale chyba z większym namysłem: jak często w to pogram? kiedy? z kim? czy to na pewnie aby nie zwykły hype? chwyci w mojej grupie czy nie?
@ceny gier – Rynek planszówek w Polsce nadal rośnie. Prawdziwym sygnałem, że coś jest nie tak, byłoby zamknięcie kilku sklepów internetowych. Sporo osób będzie mniej kupować, ale maniacy pozostaną przy swoich przyzwyczajeniach. Może powinniśmy bardziej skupić się teraz na testowaniu własnych pomysłów, aby w 2010 było co kupić w sklepach z planszówkami?
Bardzo fajny odcinek, szczególnie dobór gier przypadł mi do gustu.
W kwestii Automobile, moim zdaniem instrukcja jest czytelna i na pewno bardziej jednoznaczna niż do Brassa:)
Wydaje mi się, że płytki popytu wpływają trochę na niepowtarzalność każdej partii. Zwłaszcza, że im mniej garczy czyli interakcji i nieprzewidzianych konflików, tym większe znaczenie ma informacja na płytce.
Jeśli chodzi o ceny gier to ich wzrost na pewno wpłynął na moje zakupy. Z mojej listy wypadła część pozycji, a weszły tam inne równie dobre gry, które są tańsze. W rezultacie nie wydałem więcej pieniędzy, ani nie kupiłem mniejszej liczby tytułów.
Zgadzam się z Natanielem, że wyższe ceny gier promują polskie produkcje. Kupiłem ostatnio Witchcrafta z którego jestem bardzo zadowolony, ale pewnie przegapiłbym go gdyby ceny nie poszły w górę.
Automobile w 3 graczy zagaliśmy ok. 2 godzin na Politechnice. Nie jest wcale tak długo jak gadali w odcinku. Warto spróbować.
Co do powtarzalności – żałuję, że modele samochodów nie zostały podzielone na powiedzmy 4 zestawy wykładane losowo na planszę. Powiedzmy trzy pierwsze modele są wydrukowane na stałe, a kolejne – to już zależy od losu. Najpierw talia A, potem talia B itd, żeby nie było absurdów że jakiś super nowoczesny wóz jest dostępny na początku. Pewnie można takie usprawnienie samemu sobie zrobić – wydrukować karty z samochodami i układać je na planszy losowo. To zapewni niepowtarzalność rozgrywek. Teraz rzeczywiście można by zbudować do tej gry teorię debiutów, przynajmniej na pełną pierwszą kolejkę.
dyskusja o Automobile nieco chaotyczna
natomiast o Intrigue – wzorowa, ladnie wszystko przedstawione, uporzadkowana, logiczna, nie zbaczajaca na manowce dyskusja, ideal
Grałem na 4h spotkanie, zasad nauczyłem się z instrukcji.
Instrukcja jest ok, zasady zrozumiałem.(w porównaniu do Brassa genialna)
Czas gry – w 3 osoby zmieściliśmy się spokojnie w 2h (chyba nawet wliczajac tłumaczenie)
Co do powtarzalności… to jest gra optymalizacyjna, to nie jest gra z dużą ilością niespodzianek. Jest pewnie parę sztuczek taktycznych, ale tu nie chodzi o robienie ciekawych rzeczy, chodzi o sprzedaż z jak największym zyskiem, a warunki nie wydają mi się aż tak stabilne.
Co do losowości to IMO jednak jest duża, przy trzech osobach czasami jest rynek na 15 sztuk a czasami na 6, czyli średnio 9.5 ale średnia może się mieć nijak do konkretnej sytuacji, trzeba zarządzać ryzykiem. (siepu chciał sprzedać luksusowy samochód, wypadł jedyny psujący kafelek – 2, zamiast 100 zysku jest 100 + straty w plecy) Trochę się amortyzuje przy losowaniu 2 kafelków i rozdziale na mniejszy i większy, ale los lubi robić zabawne rzeczy.
[Brass PBM – w obu fazach udały się tylko minimalne 2 wysyłki za granicę… szansa 2:11 dra razy czyli 3,3%]
Co do cen i Dixit. Wydaje mi się że artystka mogła za szatę graficzną trochę dostać, gdzie trochę jest więcej niż autorzy gry… Porównywanie do zaginionych miast jest nie dobre, z prostego powodu. W Zaginionych Miastach nie ma n rysunków tylko kilka sprytnie pociętych i przerobionych.
I jeszcze jedno, ile kosztuje Automobile? 40Euro?? Czy Wallace dostaje więcej niż Jean-Louis Roubira? Myślę że niewiele więcej, a wygląd obu gier jest spory… nie chodzi mi o mechanikę, tylko Automobile – potworek i Dixit księżniczka ;-)
Błąd w grze te ewidentnie mój błąd, instrukcja jest czytelna – problem wynikł z błędnego zinterpretowania jednego z przykładów. U nas cały problem się wziął z braku czasu, instrukcja czytana 5 minut przed grą i tyle :) Zresztą czy ja wiem czy błąd, raczej wariant „hardcore”
Nie słuchałem jeszcze odcinka, ale dla mnie ciągle powtarzany argument KINO vs PLANSZÓWKA jest dziwny? :|
Po pierwsze to tak jakby porównywać mikrofalę z pralką – patrz – mikrofala – 200 zł i możesz jeść i żyć cały czas oszczędzać na gazie, w dodatku na czasie :) a bez pralki przeżyjesz – co tam brudne ciuchy :)
Poza tym bilet dla czterech osób kosztuje max 56zł :| więc za jedną planszówkę mamy dwa, w porywach 3 wyjścia do kina [jescze często ludzie chodzą dwójkami do kina więc mają kino raz na tydzień za tę samą cenę] a gry jak napisał victor są też po 200zł :)
W dodatku – zapytajcie miłośników planszówek ile wydają miesięcznie na gry? co pytałem to koło 200zł miesięcznie. weźmy kinomaniaka który w miesiącu w każdy weekend, czy w dzień powszedni pójdzie raz – 56zł za osobę.
A jak już porównujemy to czemu nie do DVD?! Ha! Przecież wypożyczenie DVD kosztuje koło 5-10zł Wtedy jak się złożą 4 osoby – po 2.50 – to jest rozrywka na kryzys!!! Przy dzisiejszych systemach kina domowego wrażenia są kapitalne, prawie jak w kinie. W dodatku można ze znajomymi siedzieć, też gadać, komentować etc.
Nie ma sensu porównywanie kupna planszówek do kina.
Tym bardziej, że kino nie zastąpi np rozgrywki w scrabble , a gra nie zastąpi dobrego filmu – zupełnie inne rzeczy . I wyobrażam sobie sytuację sklepu który przed kinem jest i chłop z niego krzyczy do ludzi w kasie kinowej: hejj hejjj kupcie planszówkę za 140zł (albo nawet tańszą za 80) będziecie mogli grać we czwórkę przez 4 weekendy! a optem sprzedacie za 80% cenyyyyyyyy! To ludzie z kasy najwyżej KUPIĄ GRĘ ALE DO KINA też będą chcieli iść. I zagrają np po kinie, bo nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś mowi z tej kolejki kasowej: „ej dobry pomysł zainwestuję trochę więcej, ale będę miał grę z którą będę mógł chodzić już za darmo do znajomych i się rozrywał będę.
No chyba , że kogoś nie interesuje kino – co też można przecież zrozumieć. Wtedy dla niego argument z kinem będzie taki jak dla golfisty: chłopie zamiast grać w golfa na polu idź do kina! Za 24 zł z kumplem spędzicie super wieczór! Zaoszczędzisz! Ów golfista powiedziałby pewnie – panie, ale ja chcę w golfa ;)
Wypożyczanie DVD można porównać do wypożyczenia gry. Wypożyczając planszówkę w kilka osób można zrzucić się po kilka złotych i grać przez tydzień co wieczór. ;-)
Ostatnio byłem z dziećmi na Piorunie 3D… byliśmy całą rodziną, i wyjście kosztowało nas 88 zł + koszty przejazdu (w Wodzisławiu nie ma kina gdzie wyświetlaliby 3D) + picie – dzieci niestety tak do siebie mają że muszą coś się napić… w sumie spokojnie 100 zł.
Żeby było jasne, dla mnie to też nie do końca argument, tylko chodzi o fakty. Inna sprawa, to fakt że ludzi nie stać na kino i nie stać na planszówki… szczególnie te powyżej 50 zł :(
Według mnie w stosunku do tego co otrzymujemy Dixit powinien kosztować 60 zł, wydany jest na poziomie Zaginionych Miast, a to, że komuś się bardziej albo mniej podobają w nim ilustracje nie ma nic do rzeczy. Nie wierzę, żeby udział kosztu opłacenia ilustratora w koszcie jednego egzemplarza gry przekroczył 1 euro.
@Lucf – Argument z kinem uważam za bardzo dobry. I planszówki i kino są jakimś tam produktem konsumpcyjnym na spędzenie czasu wolnego. Oczywiście jedno nie zastąpi drugiego, ale dobrze pokazuje, że w porównaniu do alternatywnych form spędzania czasu planszówki nadal są jedną z tańszych opcji. Nie wiem jak w innych miastach ale w Warszawie bilet do kina kosztuje ~30 zł. Jeśli mamy czterosobową rodzinę taka przyjemność kosztuje nas 120 zł (nie licząc popcornu ;) Pomimo obecnie wzrastających cen planszówek nadal można za to kupić dobrą grę.
@bart8111 – to świetna wiadomość. Jeśli rzeczywiście uważasz, że taka gra jak Dixit powinna kosztować 60 zł, to przygotuj może jakieś twarde argumenty (w postaci biznes planu), skieruj swe kroki do banku, weź parę groszy pożyczki, wymyśl taki hit jak Dixit i wydaj go za 60 zł sztuka. Będziesz bogaczem, bo gra sprzeda się na pniu, a my będziemy mieli świetne i tanie gry.
To się nazywa wolny rynek – uważasz że wydawcy partaczą robotę bo nie umieją wydać gry za sensowną cenę – zastąp ich i wypchnij z rynku. Dla wszystkich będzie lepiej.
Fajny odcinek – ale z jednym zdaniem się nie zgodzę: jedna z kart z intrygi jest ewidentnie mocniejsza od jej odpowiednika z podstawki, a na dokładkę dwa razy tańsza:
Courtyard: koszt 2: daje +3 karty, i jeszcze możliwość odłożenia dobrej karty na szczyt decku (jeśli np. nie da się skorzystać z karty akcji, a nie ma się kart zwiększających liczbę akcji)
Kuźnia: koszt 4: daje +3 karty
chyba, że Courtyard w Intrydze wygląda inaczej niż na zrzucie w recenzji Pancha.
Coutryard jest rzeczywiscie swietny i tani, o wiele lepszy niż Kuźnia. Nie jest jednak przegięty – w zasadzie nie opłaca się mieć więcej niż 1-2 w decku.
Przegięty nie jest – tylko zupełnie nie w duchu filozofii, o której mówiliście – lepsze karty, ale też droższe.
Domyślam się, że przyczyną może być to, że karty ogólnie są lepsze w Intrydze, bo dają możliwości wyboru – gdyby jednak nie było tańszych kart – takich za dwa miedziaczki – to nie dałoby sie grać intrygą samodzielnie, a również mieszanie kart z podstawką burzyłoby balans – zbyt wiele kart byłoby za 4,5 i 6 – co w efekcie psułoby działanie różnych kombosów. Potrzebna była również w intrydze karta z funkcją +3 karty.
Efekt tego jest jednak taki – jak sądzę – że jeśli po pomieszaniu intrygi z podstawką wylosujemy jednocześnie i courtyard i kuźnię, to nikt kuźni nie kupi – i to trzeba chyba uznać za defekt – ew. mniejsze zło. Widocznie nie wyszło Wam (redaktorom Planszostacji) to jeszcze w
praniu – bo twierdziliście,że żadna z kart nie łamie reguły lepsza niż w podstawce = droższa niż w podstawce.
Wytłumaczcie mi tylko jedną rzecz. Czy się mylę, czy powinno być, że np. gra jest przeznaczona DLA 3 do 5 graczy. Zauważyłem, że często Pancho i Maras z planszolandii mówią np. „gra przeznaczona jest od 3 do 5 graczy”? Czemu zjadacie „dla”?
Ja wiem, że Dixit to ach i och, ale właśnie wszedłem sobie na Allegro. Kategoria Dla Dzieci › Zabawki, wyszukiwane słowo „karty”. I co dostajemy? Tradycyjne, piotruś, kolekcjonerskie, malowane, ze zdjęciami, badziewne, laminowane i inne cuda na kiju. Ceny? Nawet jednocyfrowe. Jakieś Hannah Montana, Ben 10, Duelmasters w przeliczeniu na jedną kartę sugerują, że w zestawie Dixita artystka zgarnia jakieś 109,99 zł z sugerowanej ceny. Wiem, że są jeszcze inne czynniki, o których nie mam pojęcia, ale klient nie musi mieć o nich pojęcia, za to ma pojęcie ile musi wyjąć z portfela. A stosunek towaru do ceny staje się coraz bardziej bajkowy/oniryczny.
O grafikach w MtG nawet się nie wypowiem, a cena to w bosterze ~1 zł/karta.
Ech, nawet lewomyślny komentarz się dodać nie chce.
Nie wiem czemu tak się upieracie z tą ceną?
Przecież nikt Wam nie każe tego kupować.
Spójrzcie na te wszystkie bzdurne usługi smsowe. Jakieś obrazeczki, muzyczki, horoskopy i inne pierduły typu rentgeny i wyskakujące monety. Kasują za to od 1-10zł netto. Na jakiej to podstawie ktoś ocenia że wyskakujące z komórki 2 zeta jest 3 razy więcej warte niż uśmiechnięta ,,landryna”?
Ano na podstawie tego że landrynę ściągnie statystyczny i uśmiechnięty dominusmaris, a rentgena ściągną tylko zboczeńcy.
Bo kto normalny ogląda czyjeś kości?
(BTW. Wie ktoś jak to działa?)
Te wszystkie gierki o których piszesz, poza MtG mają know-how wart gołej baby na komórce. MtG ma z kolei jej ,,nakład”.
Tylko z tego wynika ich niska cena.
Dixit jest grą typu edukacyjnego.
Ma wartość nie tylko artystyczną, ale także wychowawczą. Nakład był pewnie spory, ale nie była to jeszcze taka masówka by móc drukować naprawdę tanio-dziesiątki tysiecy.
Spójrzcie na gry dla głuchoniemych na PC. Byle jaka gierka kosztuje więcej niż komputerowy Wiedźmin.
Ktoś powie że Wiedźmin ma nakład 1 mln.
Ok. Ale trzeba było wyłożyć 12 mln $, żeby go stworzyć. A ile może kosztować stworzenie gry logopedycznej, która wyświetla głoski, daje czas na wymowę i wreszcie sama je ,,wymawia”?
12 tys.$? Ilu potrzeba programistów? 3-5?
A na sztuce zarabia się pewnie więcej niż na sztuce Wiedźmina. Takie są prawa rynku.
Kropka.
Rafał – ależ zapraszam, kup sobie 20 pudełek Piotrusia i graj. Wyjdzie Ci taniej, a bawić się będziesz pewnie 20 razy lepiej niż przy jednym pudełku Piotrusia, więc zapewnie lepiej niż przy Dixicie. Nikt nikogo nie zmusza.
Oj, jasne, że nie zmusza, toż każdy sam decyduje na co swoje pieniądze wydaje (podatki przemilczmy). Chciałbym jednak, aby ludzi oczekujących nieco niższych cen nie traktować jak innowierców i pasożytów, którzy najchętniej wyssaliby ostatnią kroplę krwi z wydawców i autorów.
Za 20 pudełek Piotrusia podziękuję, bo bawiłem się przy nim dobrze, ale dawno temu. Za to MtG to rozrywka, która starczyła mi na bite cztery lata liceum. Jak to przeliczyć na wyjścia do kina? No i słuszne jest chwalenie brydża, bo już na serio nie pamiętam, ile lat temu zostały kupione talie eksploatowane do dziś.
Jak zwykle super odcinek ale …. może lepiej w TOP5 podawać tylko gry dostępne na polskim rynku. Bo tak naprawdę co słuchaczom po tym że dowiedzą się o Waszych fajnych zakupach w Niemczech :P – takie tytuły moim zdaniem można wspomnieć w „poczekalni”.
Co do ceny Dixita to stwierdzę tylko że w każdym produkcie płacimy także za pomysł więc ta gra w cenie 130 zł jest jak najbardziej na odpowiedniej półce.
Aba – wspominanie o grach niedostępnych na polskim rynku może w efekcie prowadzić do ich udostępnienia. Nie powinniśmy się ograniczać do „jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma”. Możemy spowodować, że dystrybutorzy sprowadzą gry, które chcemy – w końcu z tego żyją.
Idę ściągać.
P.S.
super pomysł na Top 5, i temat o rosnących cenach, sam o tym wielokrotnie mówiłem na łamach GF, że za drogie, ciekaw jestem opinii redakcji :)
Dobry odcinek!
Skomentuję tylko kwestię cen planszówek, choć będzie to głos raczej „niedzielnego” klienta sklepów z grami.
Moim zdaniem, różne czynniki, które podbiły ceny planszówek w Polsce, odbiją się mocną czkawką na rynku. Gry planszowe już wcześniej były drogie. Gdy otwieram pudełko lekkiej karcianki, zazwyczaj myślę: czemu to coś nie kosztuje 20 złotych? W przypadku ładnej gry z planszą i drewnianymi kosteczkami, to gdybym nie znał „realiów planszówkowych” i zobaczył taką grę po raz pierwszy, to zapytany o cenę strzeliłbym: 60 PLN. Oczywiście, są koszty praw autorskich, licencji, dystrybucji itd., ale niemniej, ceny przykro zaskakują.
Spotkałem się z argumentacją, całkiem rozsądną, wspomnianą zresztą w Planszostacji przez Mst, porównującą cenę dobrej planszówki do biletów do kina: „Jest nas paczka znajomych, np. 5 osób, pewnego wieczora zamiast iść na film składamy się i kupujemy grę.” W przypadku niektórych starszych gier to zadziała (cenowo), ale gdy chcemy kupić jakąś nowość (Small World, Steam, Age of Conan), jest już gorzej.
Dla niedzielnego gracza, przede wszystkim liczy się spotkanie w dobrym towarzystwie. Planszówka będzie dodatkiem, choć w wielu przypadkach będzie bardzo ciekawym dodatkiem. Żeby chwyciła, kluczowe będą ciekawa tematyka i replayability. O ile o to pierwsze nie jest tak trudno, to w drugim przypadku zazwyczaj jest już trochę gorzej. Jaki jest sens wydawania 150 PLN żeby zagrać 3 razy?
Są gry bardzo dobre, które wciągają na długo i dana grupa znajomych (nie geeków) może w nie grać wiele wieczorów. Są to jednak tytuły nieliczne. Jeżeli mam kilka dobrych gier, czemu mam kupować następne? Gdy czytam opinie o nowej (lub starej, ale nie tak spopularyzowanej) grze, w stylu: „ciekawa kooperacyjna, licytacyjna, kolejowa, typu worker placement, pick up and deliver, udany przedstawiciel gatunku, dobrze zbalansowana, warto spróbować”, to nic, ale to nic nie zachęca mnie to wydania grubej kasy na wielkie pudło, które zapewni mi „przyzwoitą” zabawę na kilka wieczorów.
Za 5 złotych mogę się złożyć ze znajomymi na salę gimnastyczną i zagrać w siatkówkę, na 10 PLN iść na basen, do muzeum. Wyjście na rower (jeżeli go mam) nie kosztuje nic, chyba że przebiję dętkę.
Gdy byłem młodszym szczawiem, w liceum i potem na studiach, grałem namiętnie w RPG. Dalej gram, choć już raczej od święta (OT: Trzewiku, monastyrowa koncepcja na Stronhold bardzo raduje moje stare serducho!), ale to nie jest tutaj specjalnie istotne. W liceum, mieliśmy ze znajomymi wrażenie, że podręcznik do RPG to droga rzecz. Ale gdy już złożyło się na tę książkę, to pięć osób mogło grać rok lub dwa lata. Cała reszta to były nasze pomysły: wymyślanie postaci, historii, scenariuszy.
Z planszówkami się tak nie da. Na palcach jednej ręki mogę policzyć gry planszowe lub karciane, w które zagrałem więcej niż 50 razy. I chyba nie jestem wyjątkiem.
Nie ma co ukrywać – kryzys planszówek nie ominął. Może po prostu częściej będziemy odświeżać stare tytuły, grać w większych grupach w klubach, wymieniać się grami. Kryzys uderzył w portfele, może poprawią się więzi społeczne. Będzie, jak pisał Bauman, jak za starych czasów: trawnik skosi nam sąsiad a nie wynajęta firma, a my mu naprawimy kran w łazience.
Pozdrowienia, VS.
PS. Co do Top 5: zgadzam się z Bazikiem. Dwie talie kart do brydża (10 PLN?) i 20 lat frajdy.
Widzę, że wraca temat 'zamkniętej kolekcji gier’ i 'gracz kolekcjoner/nie-kolekcjoner’ :) Ja tam się nie będę zamykał w kilku ulubionych tytulach i nie kupował nowych (bo niby nie ma powodu). Równie dobrze mógłbym nie kupować/oglądać nowych filmów, czytać nowych książek, słuchać nowych piosenek, no bo przecież ma 'kilka moich ulubionych’, w które grałem (przepraszam widziałem/słyszałem) 'ponad 50 razy’ i sprawiają mi mnóstwo przyjemności, po co więc wydawać kasę na nowe? :>>
A talie do brydża za 10 zl mogą dać frajdę na kilkadziesiąt lat. Tak samo jak tanie szachy. Albo warcaby. Albo tryktrak. Niektórzy grają tylko w jedno przez cale życie i dobrze im z tym. Każdy robi co chce. Gorzej jak komuś nie odpowiada jedna rzecz robiona przez kilkadziesiąt lat. W każdym razie niech sobie grają w to swoje cacko, swoejgo Świętgeo Graala. Powodzenia… I niech sobie patrzą z niesmakiem/lekceważeniem na innych planszówkowców (tak jak swego czasu goiści w warszawkim OKO czy teraz scrabbliści w Smoczym Gniedzie – są tak zadufani w swojej 'świętej grze’, że jedyna na czym im zależy to absolutna cisza i uciszanie innych. Zero rozmów, interakcji towarzyskiej, no bo trzeba trenować, być prosem, grać na turniejach, trzeba czcić przedmiot swojej religii, kultu…). I couldn’t care less :D
Hola, proszę mnie nie wciskać w cudze buty. Pisałem o wysokich cenach, częstszym graniu w klubach w starsze gry, wymienianiu się tytułami, które się opatrzyły. Nie łączę z tym ani niesmaku, ani lekceważenia, ani uciszania innych, wręcz przeciwnie.
Nowe gry będziemy kupować nadal. Ale chyba z większym namysłem: jak często w to pogram? kiedy? z kim? czy to na pewnie aby nie zwykły hype? chwyci w mojej grupie czy nie?
Takie tam truizmy.
Victor,
Do Ciebie odnosił się raczej pierwszy akapit ;-)
@Automobile – 3 godziny? Przeraża.
@ceny gier – Rynek planszówek w Polsce nadal rośnie. Prawdziwym sygnałem, że coś jest nie tak, byłoby zamknięcie kilku sklepów internetowych. Sporo osób będzie mniej kupować, ale maniacy pozostaną przy swoich przyzwyczajeniach. Może powinniśmy bardziej skupić się teraz na testowaniu własnych pomysłów, aby w 2010 było co kupić w sklepach z planszówkami?
Bardzo fajny odcinek, szczególnie dobór gier przypadł mi do gustu.
W kwestii Automobile, moim zdaniem instrukcja jest czytelna i na pewno bardziej jednoznaczna niż do Brassa:)
Wydaje mi się, że płytki popytu wpływają trochę na niepowtarzalność każdej partii. Zwłaszcza, że im mniej garczy czyli interakcji i nieprzewidzianych konflików, tym większe znaczenie ma informacja na płytce.
Jeśli chodzi o ceny gier to ich wzrost na pewno wpłynął na moje zakupy. Z mojej listy wypadła część pozycji, a weszły tam inne równie dobre gry, które są tańsze. W rezultacie nie wydałem więcej pieniędzy, ani nie kupiłem mniejszej liczby tytułów.
Zgadzam się z Natanielem, że wyższe ceny gier promują polskie produkcje. Kupiłem ostatnio Witchcrafta z którego jestem bardzo zadowolony, ale pewnie przegapiłbym go gdyby ceny nie poszły w górę.
Automobile w 3 graczy zagaliśmy ok. 2 godzin na Politechnice. Nie jest wcale tak długo jak gadali w odcinku. Warto spróbować.
Co do powtarzalności – żałuję, że modele samochodów nie zostały podzielone na powiedzmy 4 zestawy wykładane losowo na planszę. Powiedzmy trzy pierwsze modele są wydrukowane na stałe, a kolejne – to już zależy od losu. Najpierw talia A, potem talia B itd, żeby nie było absurdów że jakiś super nowoczesny wóz jest dostępny na początku. Pewnie można takie usprawnienie samemu sobie zrobić – wydrukować karty z samochodami i układać je na planszy losowo. To zapewni niepowtarzalność rozgrywek. Teraz rzeczywiście można by zbudować do tej gry teorię debiutów, przynajmniej na pełną pierwszą kolejkę.
dyskusja o Automobile nieco chaotyczna
natomiast o Intrigue – wzorowa, ladnie wszystko przedstawione, uporzadkowana, logiczna, nie zbaczajaca na manowce dyskusja, ideal
Co do Automobile
Grałem na 4h spotkanie, zasad nauczyłem się z instrukcji.
Instrukcja jest ok, zasady zrozumiałem.(w porównaniu do Brassa genialna)
Czas gry – w 3 osoby zmieściliśmy się spokojnie w 2h (chyba nawet wliczajac tłumaczenie)
Co do powtarzalności… to jest gra optymalizacyjna, to nie jest gra z dużą ilością niespodzianek. Jest pewnie parę sztuczek taktycznych, ale tu nie chodzi o robienie ciekawych rzeczy, chodzi o sprzedaż z jak największym zyskiem, a warunki nie wydają mi się aż tak stabilne.
Co do losowości to IMO jednak jest duża, przy trzech osobach czasami jest rynek na 15 sztuk a czasami na 6, czyli średnio 9.5 ale średnia może się mieć nijak do konkretnej sytuacji, trzeba zarządzać ryzykiem. (siepu chciał sprzedać luksusowy samochód, wypadł jedyny psujący kafelek – 2, zamiast 100 zysku jest 100 + straty w plecy) Trochę się amortyzuje przy losowaniu 2 kafelków i rozdziale na mniejszy i większy, ale los lubi robić zabawne rzeczy.
[Brass PBM – w obu fazach udały się tylko minimalne 2 wysyłki za granicę… szansa 2:11 dra razy czyli 3,3%]
Co do cen i Dixit. Wydaje mi się że artystka mogła za szatę graficzną trochę dostać, gdzie trochę jest więcej niż autorzy gry… Porównywanie do zaginionych miast jest nie dobre, z prostego powodu. W Zaginionych Miastach nie ma n rysunków tylko kilka sprytnie pociętych i przerobionych.
I jeszcze jedno, ile kosztuje Automobile? 40Euro?? Czy Wallace dostaje więcej niż Jean-Louis Roubira? Myślę że niewiele więcej, a wygląd obu gier jest spory… nie chodzi mi o mechanikę, tylko Automobile – potworek i Dixit księżniczka ;-)
Błąd w grze te ewidentnie mój błąd, instrukcja jest czytelna – problem wynikł z błędnego zinterpretowania jednego z przykładów. U nas cały problem się wziął z braku czasu, instrukcja czytana 5 minut przed grą i tyle :) Zresztą czy ja wiem czy błąd, raczej wariant „hardcore”
tak gwoli ścisłości to chyba w żadnym sklepie Dixit nie kosztuje 130zł. Cena sugerowana do 119,99zł.
Nie słuchałem jeszcze odcinka, ale dla mnie ciągle powtarzany argument KINO vs PLANSZÓWKA jest dziwny? :|
Po pierwsze to tak jakby porównywać mikrofalę z pralką – patrz – mikrofala – 200 zł i możesz jeść i żyć cały czas oszczędzać na gazie, w dodatku na czasie :) a bez pralki przeżyjesz – co tam brudne ciuchy :)
Poza tym bilet dla czterech osób kosztuje max 56zł :| więc za jedną planszówkę mamy dwa, w porywach 3 wyjścia do kina [jescze często ludzie chodzą dwójkami do kina więc mają kino raz na tydzień za tę samą cenę] a gry jak napisał victor są też po 200zł :)
W dodatku – zapytajcie miłośników planszówek ile wydają miesięcznie na gry? co pytałem to koło 200zł miesięcznie. weźmy kinomaniaka który w miesiącu w każdy weekend, czy w dzień powszedni pójdzie raz – 56zł za osobę.
A jak już porównujemy to czemu nie do DVD?! Ha! Przecież wypożyczenie DVD kosztuje koło 5-10zł Wtedy jak się złożą 4 osoby – po 2.50 – to jest rozrywka na kryzys!!! Przy dzisiejszych systemach kina domowego wrażenia są kapitalne, prawie jak w kinie. W dodatku można ze znajomymi siedzieć, też gadać, komentować etc.
Nie ma sensu porównywanie kupna planszówek do kina.
Tym bardziej, że kino nie zastąpi np rozgrywki w scrabble , a gra nie zastąpi dobrego filmu – zupełnie inne rzeczy . I wyobrażam sobie sytuację sklepu który przed kinem jest i chłop z niego krzyczy do ludzi w kasie kinowej: hejj hejjj kupcie planszówkę za 140zł (albo nawet tańszą za 80) będziecie mogli grać we czwórkę przez 4 weekendy! a optem sprzedacie za 80% cenyyyyyyyy! To ludzie z kasy najwyżej KUPIĄ GRĘ ALE DO KINA też będą chcieli iść. I zagrają np po kinie, bo nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś mowi z tej kolejki kasowej: „ej dobry pomysł zainwestuję trochę więcej, ale będę miał grę z którą będę mógł chodzić już za darmo do znajomych i się rozrywał będę.
No chyba , że kogoś nie interesuje kino – co też można przecież zrozumieć. Wtedy dla niego argument z kinem będzie taki jak dla golfisty: chłopie zamiast grać w golfa na polu idź do kina! Za 24 zł z kumplem spędzicie super wieczór! Zaoszczędzisz! Ów golfista powiedziałby pewnie – panie, ale ja chcę w golfa ;)
Wypożyczanie DVD można porównać do wypożyczenia gry. Wypożyczając planszówkę w kilka osób można zrzucić się po kilka złotych i grać przez tydzień co wieczór. ;-)
Ostatnio byłem z dziećmi na Piorunie 3D… byliśmy całą rodziną, i wyjście kosztowało nas 88 zł + koszty przejazdu (w Wodzisławiu nie ma kina gdzie wyświetlaliby 3D) + picie – dzieci niestety tak do siebie mają że muszą coś się napić… w sumie spokojnie 100 zł.
Żeby było jasne, dla mnie to też nie do końca argument, tylko chodzi o fakty. Inna sprawa, to fakt że ludzi nie stać na kino i nie stać na planszówki… szczególnie te powyżej 50 zł :(
Według mnie w stosunku do tego co otrzymujemy Dixit powinien kosztować 60 zł, wydany jest na poziomie Zaginionych Miast, a to, że komuś się bardziej albo mniej podobają w nim ilustracje nie ma nic do rzeczy. Nie wierzę, żeby udział kosztu opłacenia ilustratora w koszcie jednego egzemplarza gry przekroczył 1 euro.
@Lucf – Argument z kinem uważam za bardzo dobry. I planszówki i kino są jakimś tam produktem konsumpcyjnym na spędzenie czasu wolnego. Oczywiście jedno nie zastąpi drugiego, ale dobrze pokazuje, że w porównaniu do alternatywnych form spędzania czasu planszówki nadal są jedną z tańszych opcji. Nie wiem jak w innych miastach ale w Warszawie bilet do kina kosztuje ~30 zł. Jeśli mamy czterosobową rodzinę taka przyjemność kosztuje nas 120 zł (nie licząc popcornu ;) Pomimo obecnie wzrastających cen planszówek nadal można za to kupić dobrą grę.
@bart8111 – to świetna wiadomość. Jeśli rzeczywiście uważasz, że taka gra jak Dixit powinna kosztować 60 zł, to przygotuj może jakieś twarde argumenty (w postaci biznes planu), skieruj swe kroki do banku, weź parę groszy pożyczki, wymyśl taki hit jak Dixit i wydaj go za 60 zł sztuka. Będziesz bogaczem, bo gra sprzeda się na pniu, a my będziemy mieli świetne i tanie gry.
To się nazywa wolny rynek – uważasz że wydawcy partaczą robotę bo nie umieją wydać gry za sensowną cenę – zastąp ich i wypchnij z rynku. Dla wszystkich będzie lepiej.
Fajny odcinek – ale z jednym zdaniem się nie zgodzę: jedna z kart z intrygi jest ewidentnie mocniejsza od jej odpowiednika z podstawki, a na dokładkę dwa razy tańsza:
Courtyard: koszt 2: daje +3 karty, i jeszcze możliwość odłożenia dobrej karty na szczyt decku (jeśli np. nie da się skorzystać z karty akcji, a nie ma się kart zwiększających liczbę akcji)
Kuźnia: koszt 4: daje +3 karty
chyba, że Courtyard w Intrydze wygląda inaczej niż na zrzucie w recenzji Pancha.
Coutryard jest rzeczywiscie swietny i tani, o wiele lepszy niż Kuźnia. Nie jest jednak przegięty – w zasadzie nie opłaca się mieć więcej niż 1-2 w decku.
Przegięty nie jest – tylko zupełnie nie w duchu filozofii, o której mówiliście – lepsze karty, ale też droższe.
Domyślam się, że przyczyną może być to, że karty ogólnie są lepsze w Intrydze, bo dają możliwości wyboru – gdyby jednak nie było tańszych kart – takich za dwa miedziaczki – to nie dałoby sie grać intrygą samodzielnie, a również mieszanie kart z podstawką burzyłoby balans – zbyt wiele kart byłoby za 4,5 i 6 – co w efekcie psułoby działanie różnych kombosów. Potrzebna była również w intrydze karta z funkcją +3 karty.
Efekt tego jest jednak taki – jak sądzę – że jeśli po pomieszaniu intrygi z podstawką wylosujemy jednocześnie i courtyard i kuźnię, to nikt kuźni nie kupi – i to trzeba chyba uznać za defekt – ew. mniejsze zło. Widocznie nie wyszło Wam (redaktorom Planszostacji) to jeszcze w
praniu – bo twierdziliście,że żadna z kart nie łamie reguły lepsza niż w podstawce = droższa niż w podstawce.
Dobry odcinek.
Wytłumaczcie mi tylko jedną rzecz. Czy się mylę, czy powinno być, że np. gra jest przeznaczona DLA 3 do 5 graczy. Zauważyłem, że często Pancho i Maras z planszolandii mówią np. „gra przeznaczona jest od 3 do 5 graczy”? Czemu zjadacie „dla”?
Ja wiem, że Dixit to ach i och, ale właśnie wszedłem sobie na Allegro. Kategoria Dla Dzieci › Zabawki, wyszukiwane słowo „karty”. I co dostajemy? Tradycyjne, piotruś, kolekcjonerskie, malowane, ze zdjęciami, badziewne, laminowane i inne cuda na kiju. Ceny? Nawet jednocyfrowe. Jakieś Hannah Montana, Ben 10, Duelmasters w przeliczeniu na jedną kartę sugerują, że w zestawie Dixita artystka zgarnia jakieś 109,99 zł z sugerowanej ceny. Wiem, że są jeszcze inne czynniki, o których nie mam pojęcia, ale klient nie musi mieć o nich pojęcia, za to ma pojęcie ile musi wyjąć z portfela. A stosunek towaru do ceny staje się coraz bardziej bajkowy/oniryczny.
O grafikach w MtG nawet się nie wypowiem, a cena to w bosterze ~1 zł/karta.
Ech, nawet lewomyślny komentarz się dodać nie chce.
Nie wiem czemu tak się upieracie z tą ceną?
Przecież nikt Wam nie każe tego kupować.
Spójrzcie na te wszystkie bzdurne usługi smsowe. Jakieś obrazeczki, muzyczki, horoskopy i inne pierduły typu rentgeny i wyskakujące monety. Kasują za to od 1-10zł netto. Na jakiej to podstawie ktoś ocenia że wyskakujące z komórki 2 zeta jest 3 razy więcej warte niż uśmiechnięta ,,landryna”?
Ano na podstawie tego że landrynę ściągnie statystyczny i uśmiechnięty dominusmaris, a rentgena ściągną tylko zboczeńcy.
Bo kto normalny ogląda czyjeś kości?
(BTW. Wie ktoś jak to działa?)
Te wszystkie gierki o których piszesz, poza MtG mają know-how wart gołej baby na komórce. MtG ma z kolei jej ,,nakład”.
Tylko z tego wynika ich niska cena.
Dixit jest grą typu edukacyjnego.
Ma wartość nie tylko artystyczną, ale także wychowawczą. Nakład był pewnie spory, ale nie była to jeszcze taka masówka by móc drukować naprawdę tanio-dziesiątki tysiecy.
Spójrzcie na gry dla głuchoniemych na PC. Byle jaka gierka kosztuje więcej niż komputerowy Wiedźmin.
Ktoś powie że Wiedźmin ma nakład 1 mln.
Ok. Ale trzeba było wyłożyć 12 mln $, żeby go stworzyć. A ile może kosztować stworzenie gry logopedycznej, która wyświetla głoski, daje czas na wymowę i wreszcie sama je ,,wymawia”?
12 tys.$? Ilu potrzeba programistów? 3-5?
A na sztuce zarabia się pewnie więcej niż na sztuce Wiedźmina. Takie są prawa rynku.
Kropka.
Rozrywka eksluzywna wiąże się z cenami akcesoriów adekwatnymi do jej elitarności :)
Aspirujesz? płać :)
Rafał – ależ zapraszam, kup sobie 20 pudełek Piotrusia i graj. Wyjdzie Ci taniej, a bawić się będziesz pewnie 20 razy lepiej niż przy jednym pudełku Piotrusia, więc zapewnie lepiej niż przy Dixicie. Nikt nikogo nie zmusza.
Oj, jasne, że nie zmusza, toż każdy sam decyduje na co swoje pieniądze wydaje (podatki przemilczmy). Chciałbym jednak, aby ludzi oczekujących nieco niższych cen nie traktować jak innowierców i pasożytów, którzy najchętniej wyssaliby ostatnią kroplę krwi z wydawców i autorów.
Za 20 pudełek Piotrusia podziękuję, bo bawiłem się przy nim dobrze, ale dawno temu. Za to MtG to rozrywka, która starczyła mi na bite cztery lata liceum. Jak to przeliczyć na wyjścia do kina? No i słuszne jest chwalenie brydża, bo już na serio nie pamiętam, ile lat temu zostały kupione talie eksploatowane do dziś.
Jak zwykle super odcinek ale …. może lepiej w TOP5 podawać tylko gry dostępne na polskim rynku. Bo tak naprawdę co słuchaczom po tym że dowiedzą się o Waszych fajnych zakupach w Niemczech :P – takie tytuły moim zdaniem można wspomnieć w „poczekalni”.
Co do ceny Dixita to stwierdzę tylko że w każdym produkcie płacimy także za pomysł więc ta gra w cenie 130 zł jest jak najbardziej na odpowiedniej półce.
Aba – wspominanie o grach niedostępnych na polskim rynku może w efekcie prowadzić do ich udostępnienia. Nie powinniśmy się ograniczać do „jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma”. Możemy spowodować, że dystrybutorzy sprowadzą gry, które chcemy – w końcu z tego żyją.