Niezależne Stowarzyszenie Studentów Uniwersytetu im.Adama Mickiewicza w Poznaniu postanowiło zorganizować planszówkowy turniej. Organizatorzy wytyczyli sobie szczytne cele: popularyzację gier planszowych, rozwijających logiczne myślenie i zręczność, upowszechnianie – alternatywnych wobec Internetu – form spędzania wolnego czasu, integrację środowiska studenckiego, stworzenie możliwości odkrycia nowych zainteresowań i umiejętności, zmianę negatywnych postaw wobec tego typu rozrywek oraz inicjację długofalowego procesu przemiany w zakresie wykorzystywania wolnego czasu. Wymyślili też chwytliwą nazwę turnieju: viaGRA! Niestety, zupełnie nie odrobili zadania domowego polegającego na zdobyciu jakiejkolwiek wiedzy na temat nownoczesnych planszówek. Chcąc walczyć z powszechną i niesprawiedliwą oceną gier planszowych organizatorzy wybierając do rozgrywek Jengę, Chińczyka i Warcaby udowodnili, że ich wiedza na temat planszówek jest równie błędnie stereotypowa. A wystarczyło przecież przez kilka chwil poszukać informacji w Internecie (nawet jeśi chce się upowszechniać alternatywne wobec Internetu formy spędzania wolnego czasu nie warto rezygnować z niesionych przezeń korzyści). Takie poszukiwania zaoszczędziłyby również organizatorom podawania nieprawdziwej informacji , że ich inicjatywa jest jedyną tego typu w Poznaniu skierowaną do studentów. Przy okazji planszówkowicze z poznańskiej Gramajdy na pewno przyczyniliby się do znacznej poprawy wizerunku, celowości i jakości organizowanego turnieju.
Złośliwie zauważę, że sponsorowanie przez Monopoly turnieju Chińczyka może być znakomitym argumentem przeciwko temu pierwszemu podczas dyskusji o popularyzowaniu nowoczesnych planszówek. Zastanawiam się czy organizowanie turnieju Chińczyka w celu rozwijania logicznego myślenia (bo przecież nie zręczności) u studentów nie wskazuje na inne niż podane do publicznej wiadomości cele organizatorów. Na przykład skorzystanie z jakichś unijnych dofinansowań lub wykonanie zadania umożliwiającego uzyskanie zaliczenia. A Wy jak myślicie?
Bardzo duży błąd, że nie zgłosili się do nikogo z Gramajdy i najwidoczniej wyszła.
bardzo stronniczy ten felieton. 'ich inicjatywa jest jedyną tego typu w Poznaniu skierowaną do studentów’ <- na plakacie tego nie widac. pozatym jest to faktycznie jedyna incjatywa zorganizowanego grania w chinczyka. zamiast narzekac, ze ktos cos organizuje tak jak umie, moze lepiej isc tam i pokazac inne gry samemu… pozatym jest tez jenga uwielbiana przez osoby postronne i warcaby, ktore trywialne nie sa.
…żenada (nie wiem dlaczego tego nie wpisałem).
fajnie, że komuś chciało się coś zorganizować. niefajnie, że taki dobór tytułów ugruntuje wśród ludzi pogląd, że planszówki to chińczyk i warcaby… bardzo niefajnie.
@xyz – o „jedynej incicjatywie tego typu” oraz o celach można poczytać na stronie organizatorów: http://www.studenckawiosna.org/
A felietony zwykle prezentują subiektywny (co nie koniecznie oznacza stronniczy) punkt widzenia. ;-)
Ekh…Takie trendy…
Jezeli dla kogos brak Chinczyka bylby argumentem za tym zeby jednak nie jechac w ten weekend na Gratislavie … postaramy sie go zorganizowac na czas ;)
Kurde. Znowu ten planszówkowy szowinizm.
Czy wszyscy czytają poezję, chodzą do teatru i słuchają klasyków wiedeńskich?
Nie! Tylko nieliczni tak robią.
Reszta czyta program tv, chodzi do pracy i słucha żony.
Może ta inicjatywa to jest ,,mały koszmarek planszomaniaka” ale zarzuty Mst są
sporo na wyrost.
Myślę że niepotrzebnie napisano na plakacie o chińczyku i warcabach, ale przede wszystkim dlatego że wszyscy te gry znają i nikogo to nie zaciekawi.
Napisanie Jenga i Osadnicy też było by średnie, bo z kolei tego ,,nikt” nie zna.
Najlepiej by było zrobić turniej w planszowego Conana, Dooma, Starcrafta,
Star Warsa, Lord of the Ringa itd. a jeszcze lepiej Baywatcha, Playboya, Piłę i czego tam jeszcze Bozia (i FFG) nam nie dała.
Tyle że ci studenci przechlali te olbrzymie środki, które im Unia przesłała, więc już im tylko starczyło na warcaby…
(które i tak zamierzają podwędzić z domu;)
Pomysł dobry, ale gołymi rękami piramid nie zbudowano. Dostępnych świetnych narzędzi są setki, wystarczy się rozejrzeć.
Program TV mogę czytać. Żony też mogę słuchać. Ale chodzić do teatru zamiast do pracy – to by było coś :-p
Geko: niektórym to się zdarza: aktorzy, reżyserzy itp. ;P
… i krytycy teatralni :twisted:
Grając w chińczyka dostaniesz się na szczyty! :)
Nie dojrzałem czy wśród sponsorów jest ambasada Chin …
Sandman: ale to jest ich praca, więc się wyklucza. Z wpisu DM wynika jasno, że chodzi o chodzenie do teatru, zamiast do pracy.
A swoją drogą, ciekaw jestem co by powiedzieli klasycy wiedeńscy w kwesti „co dziś jemy na obiad” ;-p
Sznycel po woedeńsku?
Tego się obawiałem. Dlatego wolę słuchać żony, nie klasyków :-p
geko: A może chodzi o bezrobotnego, bezdomnego, który mieszka w gmachu teatru…
Sprawa zaiste zadziwiająca, zwłaszcza, że udział bierze Wydział Matematyki i Informatyki. Spotykałem ludzi stamtąd na kilku konferencjach, te krakowskie okraszane były wieczorkiem gier planszowych z moich zapasów, na poznańskie coś brałem, więc kilkanaście osób powinno być „uświadomionych planszówkowo” przynajmniej na poziomie Wysokiego Napięcia, Fasolek, Osadników, Munchkina, Fury of Dracula, czy Gry o Tron. Wspominali, że muszą coś takiego u siebie zorganizować, ale chińczyka bym się nie spodziwał…
Jenga, Chińczyk, Warcaby. Rozumiem turniej w warcaby z tej trójki. Reszta to chyba jakaś biesiada Wydziału Matematyki i Informatyki.
Może po prostu będzie tłusta libacja i szkoda innych gier zalewać paliwem wysokooktanowym… Wtedy i w chińczyka dobrze się gra z home rulesami typu: rzucisz dublet – pijesz dwa szybkie.
A Jenga na takich imprezach jest jedyna – tylko w późniejszej fazie zabawy są kłopoty z odbudową wieży :)
Może i część imprezy ma miejsce na Wydz. Mat-Inf, jednak kiedy coś sobie organizują takie NZSy lub ZSPy, to przynajmniej u mnie zwykli, niezrzeszeni studenci wiele o tym nie wiedzą, chyba, że mają jakiegoś działacza wśród bliskich znajomych.