Ostatnio trafiłem na bardzo ciekawy odcinek podcastu Boardgame Babylon, w którym odtworzona jest sesja z jednego z amerykańskich konwentów z 2007 roku na którym Reiner Knizia odpowiada na przeróżne pytania. Bardzo mnie zaskoczył – Reiner zna bardzo dobrze angielski, jest dowcipny i zabawny, ma do siebie olbrzymi dystans, wszystko razem sprawiło że przestał być dla mnie anonimową machiną wypluwającą setki gier rocznie. Okazuje się że to normalny, w dodatku jak się wydaje fajny facet. Na pewno inaczej patrzę teraz na gry z jego nazwiskiem na pudełku.
Nie będę tłumaczył tego wywiadu, duża część tego co tam jest ciekawe to jak mówi, a nie tylko co mówi, to poczucie że naprawdę się słucha żywego normalnego człowieka a nie czyta wywiad z legendą. Wszystkim których nie przeraża słuchanie podcastu po angielsku gorąco polecam: wpis na Boardgame Babylon oraz bezpośrednio .mp3.
Poznaj ludzką twarz Reinera Knizii
Tagged with: Reiner Knizia wywiad
Reiner Knizia z pewnościa świetnie zna angielski, bo przecież jeszcze jako pracownik banku przez wiele lat przebywał w USA, teraz mieszka w Anglii, a książki na temat gier pisze właśnie po angielsku
W USA? Wydawało mi się, że w Anglii właśnie i dlatego tam został, wszyscy jego testerzy to Anglicy no i prawami do niektórych gier zarządza angielska firma Sophisticated Games…
Ale to prawda, że Dobry Doktor, jak go nazywają Amerykanie, jest arcy-sympatycznym gościem :) I naprawdę ma sporo dystansu do siebie.
Knizia pracował w banku w Wielkiej Brytanii.
Polecam też wywiad z Reinerem Knizią w podcaście „Pulp Gamer – Inside Track” nagrany zresztą podczas tej samej wizyty w Stanach:
http://pulpgamer.com/insidetrack/133985/pgit-014-reiner-knizia/
Ale jest to mimo wszystko dziwny- nie umniejszając mu- człowiek.
Był z nim już wywiad w ŚGP.
Człowiek który wstaje codziennie o 4 rano-by robić gry, nie ma rodziny-by robić gry, rzucił ciekawą pracę-by robić gry i…
robi teraz mnóstwo ,,małych” gier, chociaż…
zarobił już pewnie fortunę a inteligencja
pozwalałaby mu robić mniej ale za to lepszych gier- jest trochę dziwny.
Nie zrozumcie mnie źle. Po prostu nie widzę w grach Knizi, nawet w EiT, niczego nadzwyczajnego.
Po prostu dobrze się sprawdzają, co może być też zasługą wielu testów, ale nie są to arcydzieła pokroju TtA.
W dziele Chvantila też uczestniczyli testerzy, ale jednak czuć ten błysk geniuszu. U Knizi tego mi brakuje.
Rzeczywiście artykuł w ŚGP pokazał Knizie jako niezłego ekscentryka. Nie mogę się zgodzić, że jego gry nie są nadzwyczajne… Samuraj, czy Blue Moon City stanowią dla mnie przedstawicielstwo gier szczególnych, wręcz wybitnych…
Fakt, że ostatnio nie zrobił nic ciekawego, ale wiele jego gier jest wręcz genialnych. A porównanie, że TtA jest genialne, a np. EiT nie, jest mocno subiektywne. Znajdziesz wiele opinii osób, które widzą wiele wad TtA (mnie np. strasznie męczyły przestoje w tej grze) i uwielbiają EiT. Obie pozycje są wysoko oceniane, więc trudno powiedzieć, że jedna jest genialna, a druga nie.
Wszystkie opinie są subiektywne;)
Nie wygłaszam tu prawd objawionych.
Obie gry mi się podobają, ale tylko
jedną uważam za arcydzieło.
Jednak nie to było najważniejsze.
Przesłanie było takie że wydaje mi się ze Reiner mógłby zrobić coś o wiele lepszego.
Zniknąć na rok i pojawić się z czymś o czym ludzie nie zapomną przez długie lata.
Takie Monopoly dla eurograczy, gra wznawiana przez kilkadziesiąt lat.
Trochę mnie zaczyna słabić to że robi takie sobie gry i wydaje je masowo bo wyrobił już sobie markę.
Rozumiem mieć pasje, rozumiem też pociąg do pieniędzy, ale mieć obu tych rzeczy tak dużo i skłaniać się raczej ku pieniądzom?
Tego nie rozumiem.
Ja też uważam, że ostatnio z jego formą słabo, albo skupił się już na odcinaniu kuponów. Ale kilka naprawdę świetnych tytułów zrobił.
Może być, że Uroboros połknął własny ogon… Autorzy gier robią gry dla siebie w pewien sposób specyficzne, to znaczy, że charakterystyczne dla tych autorów. Może paleta możliwości Knizii się wyczerpała i raczy nas teraz takimi potworkami jak
Cthulhu Rising. Ale to i tak nie wpływa, znacząco, na jego dorobek…
Przesłuchałem cały ten wywiad i jest on rzeczywiście osobą zabawną, ale nie oszukujmy się – amerykanów łatwo rozśmieszyć, niestety nie padło pytanie, które sam bym zadał: „Od czego zaczynasz proces tworzenia gry, co robisz na początku?”.
W tym wywiadzie powiedział też, że chciał zrobić nową grę, ale prawdopodobnie wydawcy wrzucą to pod Blue Moon City – nie wiem, czy Knizia nie ma w ogóle prawa głosu w kontaktach projektant-wydawca, ale to trochę przykre, że nie zrobił on niczego, co „zasługiwałoby” żeby stać się nową grą.
@lukasz28wozniak:
Padło w wywiadzie pytanie o proces tworzenia gier i Reiner powiedział że nie ma stałej metody. Każdą grę zaczyna projektować inaczej, ponieważ wierzy że ustalona metoda doprowadzi do podobieństwa w efekcie końcowym.
A co do jego prawa głosu – to przecież to ma być nowa gra, tyle że umieszczona w linii Blue Moon. Jeśli porównasz karciankę Blue Moon i planszówkę Blue Moon City to zobaczysz że nie ma między tymi grami innych podobieństw oprócz świata. To po pierwsze. A po drugie – rolą autora jest stworzenie gry. Rolą wydawcy jest jej sprzedaż i promocja. Jeśli autor wtrąca się w kwestie związane ze sprzedażą (a do takich należy linia produktowa w której umieszcza się grę), to tylko przeszkadza. Ja uważam, że jeśli wydawca chce wydać grę o wielbłądach i uważa że Twoja gra o strasznych potworach z zaświatów daje się przerobić na grę o wielbłądach, to nie ma powodu, żebyś z tym polemizował. W jakim celu? Pogorszenia sprzedaży?
@Ja_n zgadzam się, ale czy nie uważasz, ze to jest chodzenie na łatwiznę, dorabiając produkt do znanej marki, zamiast ryzykować wypuszczenie nowej gry. Knizia jako autor Blue Moon City powinien sam wiedzieć, czy warto robić kolejną grę pod tym tytułem, ale on chciał stworzyć nową grę, dlatego dziwi mnie decyzja wydawcy, który jakby uznawał, że Knizia się „wypalił” i nie chce wydawać jego nowych pomysłów.
Myślę, że Knizia jest w dalszym ciągu profesjonalistą i rozumie podział ról między autorem a wydawcą. Raczej nie będzie chodził po innych wydawcach i pytał czy ktoś nie chciałby wydać jego gry w innym settingu niż Blue Moon. A o tym wypaleniu, to zdecydowanie nadinterpretowujesz. Nie ma żadnych przesłanek żeby twierdzić że właśnie to może być przyczyną dla której wydawca chce zmienić tematykę gry (chociaż niższa forma Knizii jest oczywiście zauważalna – sam zwróciłem na to uwagę, ale nie uznawałbym to za pewnik i dowód że Knizia się skończył).
@Ja_n:
Jak zwykle prawda pewnie leży pośrodku – zgadzam się, że wydawca ma dużo do powiedzenia w sprawie gry, ale do pewnego stopnia taka osobistość jak dr Knizia powinna mieć większy wpływ na los swoich gier.
Raczej idzie o to, że wspominając Czech Games Edition, oni stawiają na rozwiązania nowe i powiązują je ostro z tematyką. Knizia mam wrażenie że stara się robić gry uniwersalne, co wyrobiły w nim zapewne właśnie nawyki wydawców do umieszczania gry w takim temacie jaki się dobrze sprzedaje etc. I zapewne między innymi przez to, niektórzy czują aż odrazę do abstrakcyjności gier doktora. Gry doktora świetnie się przenoszą miedzy tematami, pomijając wyjątki[moim zdaniem np. Lotr:Konfrotnacja świetnie oddaje temat], patrząc np. na Blue Moon City widzimy kolorki i cyferki tak na dobrą sprawę, zmiana tematu to chwila roboty. Tym niemniej nie umniejszam tego, że grono(większość) jego tytułów ma świetnie chodzącą mechanikę.
Co do geniuszu Knizii, jego stare gry z pewnością są nie mniej genialne, niż Chvantila (szczególnie, gdy spojrzymy na to, co było wtedy wydawane).
A Kniziia poszedł na zawodostwo, bo już wtedy był ustawiony i bogaty, więc mógł sobie pozwolić na taki eksperyment. Nie pracowałby w banku, gdyby nie umiał robić pieniędzy…
Nie byłoby Chvantila bez jego poprzedników, tak jak nie bylo by wielu gier bez Cosmic Encounter, El Grande itp.