22 i 23 listopada Międzynarodowe Targi Poznańskie po raz kolejny zorganizowały święto gier wszelakich, czyli Poznań Game Arena. Komputerowe, konsolowe, strategiczno-bitewne, w takim gronie nie mogło zabraknąć gier planszowych. Oprócz klubu go i szachów ;) planszówki prezentowane były również na stanowiskach różnych sklepów i serwisów internetowych – m.in. Bard, CUBE, Q-workshop, Wilczek czy Poltergeist.
U Barda, gdzie gry reklamowali członkowie poznańskiej Gramajdy, królowały planszówki z wydawnictwa Egmont (Zlot Czarownic, Niagara, Manila, Polowanie na Robale, Pędzące Żółwiki czy robiący niewątpliwą furorę Owczy Pęd w wersji wielkoformatowej), Albi (nieśmiertelny Carcassonne i wydawnicze świeżynki, czyli Wikingowie i Galaxy Trucker) oraz Fantasy Flight Games (Starcraft, World of Warcraft: The Adventure Game, Ingenious). Cube i Q-workshop przygotowały prezentacje i turnieje w Duel Masters, Flames of War i Munchkin PL. Przygotowano też kilkanaście stołów dla gier bitewnych. Niektórych od gier nie mogły odciągnąć tradycyjne już na PGA skąpo odziane hostessy i nawet w niedziele gdy na całych targach ruch zrobił się mniejszy, wszystkie gry cieszyły się dużym powodzeniem.
Subiektywnie
Praca polegająca na zarażaniu innych planszówkową pasją to najlepsze, co można sobie wymarzyć :) Mi w udziale przypadło tłumaczenie Zlotu Czarownic (mam za sobą kilkanaście partii, grę bardzo lubię) oraz Owczego Pędu, którego do czwartku, kiedy po raz pierwszy przeczytałam instrukcję, nie znałam wcale :P Większość planszówkowego sukcesu odniesionego podczas tych targów wynikła moim zdaniem z dwóch faktów – lokalizacji stanowiska Barda naprzeciwko wejścia na targi oraz planszy do Owczego Pędu wyglądającej tak:
Każdy przechodzący wprost musiał się zapytać o co w tym chodzi (po ok. 30 tłumaczeniu zasad przestałam liczyć, a to była dopiero połowa soboty…) A jak już się zapytał, tak wsiąkał – jak skończył Owczy Pęd, siadał do Niagary, jak nie miał czasu – szybka partia w Pędzące Żółwie, może coś na dłużej? – spróbujcie Starcrafta, chcecie jeszcze? – koniecznie zagrajcie w Carcassonne! Pracy mieliśmy mnóstwo :) Przyciągało wszystkich – od babć z wnuczkami, przez licealistów, studentów, małżeństwa z dziećmi i bez, po poważnych biznesmenów w garniturach. Niektórzy tarzali się ze mną i Cyrylem po gigantycznej, kartonowej łące, inni prowadzili zaciekłe boje przy stolikach. Wraz z zainteresowaniem ludzi, cieszyliśmy się też sporym zainteresowaniem mediów – udzieliłam 5-6 wywiadów, oczy czasem łzawiły od fleszów.
Dla części osób było to pierwsze spotkanie ze światem nowoczesnych planszówek. Jakie było ich zdziwienie gdy odkrywali kolejne kolorowe plansze, kolejne zasady, tak różne przecież od znanych im z monopoly czy z chińczyka. Radość z rozegranej gry, niestety zbyt często musiałam przygaszać odpowiedzią na pytanie o koszty. Zagrać – świetna sprawa, ale większość nie wyda ponad 100 zł z marszu na nowo poznaną grę. Ludzie nie mogli pogodzić się z wartością rynkową pięciu drewnianych żółwi, planszy i stosu kart :( Te osoby jak i wszystkich innych chętnych zapraszaliśmy na gramajdowe planszówkowe poniedziałki. Spora część z soboty, przychodziła pograć ponownie drugiego dnia, łamała się i do domu wracała już bez oszczędności :)
Jak pisałam, praca najlepsza, jaką można sobie wymarzyć. Co z tego, że w niedziele wieczorem miałam chrypkę a kręgosłup dokucza do dziś, jeśli spotkany kolega ze sklepu skarży się, że trwający od poniedziałku najazd planszówkowych neofitów totalnie wyczyścił im półki z niektórych gier :)
Za zdjęcia serdecznie dziękuję Przemkowi (woj_settlers)
Brawo Kasiu! Gratuluję udanego występu w telewizji. Tylko dlaczego nie powiedziałaś „30 – sekundowej litanii draco”: „gry planszowe bawią, uczą..;)))?
Kasia doszła do wniosku, że zamiast mówić 30 sekund, to lepiej 30 minut w autorskim programie „Z Wiewiórką wśród gier” :)
No taki program to byłoby coś. Ja bym oglądał na pewno.
Dzięki! Coś na kształt litanii było, ale wybrali fragment o panach w garniturach nie wiem czemu – moze mialam kiepski czas? ;)
hmmm…. to pisalam ja, wiewiórka :P
Chcialem tylko zauwazyc, ze nic dziwnego, ze telewizja przyleciala i skapo ubrane hostessy nie odciagaly ludzi, skoro Wiewiorka tarzała się z graczmi i Cyrylem na łące. ;-)