Home | Wydarzenia | Kniziathon na Gratislavii

Kniziathon na Gratislavii
Ten tekst przeczytasz w 2 minut

W ubiegłą sobotę podczas wrocławskiego konwentu planszówkowego Gratislavia odbył się pierwszy w Polsce Kniziathon. Kniziathony czyli Turnieje gier Reinera Knizii rozgrywane są według jednakowych reguł podczas konwentów na całym świecie. We Wrocławiu podczas kilku godzin zmagań ponad 20 uczestników starało się zagrać w jak największą ilość gier dobrego doktora.

Ale oczywiście nie tylko ilość się liczy. W zależności od miejsca zdobytego w danej rozgrywce każdy z uczesników otrzymuje punkty – nawet ostatnia osoba, a im więcej osób uczestniczy w partii tym więcej punktów można zdobyć za czołowe miejsca. Następnie punkty te mnożone są przez współczynnik „ciężkości” danej gry. Współczynniki te wahają się od 1 (np.En Garde) do 4 (np.Eufrat i Tygrys, Amun-Re) i są określone dla ponad 200 gier. To jaki współczynnik dana gra posiada zależy od przeciętnej długości jej trwania – im dłuższa gra tym wyższy współczynnik. Każdy z graczy biorących udział w Kniziathonie może podczas jego trwania grać w dowolne gry, do których znajdzie przeciwników. Można nawet w daną grę zagrać więcej niż jeden raz ale do ostatecznej punktacji liczy się tylko jeden, najwyższy wynik danego gracza uzyskany w tej grze. Ostatecznym zwycięzcą zostaje gracz, który zgromadził w sumie najwięcej punktów (w przypadku remisu ten z remisujących, który zagrał w mniej gier).
W sobotę triumfował Ragozd, który dające mu zwycięstwo punkty zdobył w ostatnich sekundach trwania Kniziathonu. Oprócz drugiego miejsca dużą satysfakcję przyniosło mi pokonanie Mistrza w naszej jedynej wspólnej rozgrywce w E&T. Trzecie miejsce zajął Russ.
Korzystając z okazji bardzo dziękuję Organizatorom (steady i spółka) za stworzenie możliwości wspaniałej zabawy i rywalizacji. A muszę przyznać, że zarówno zabawa jak i rywalizacja były znakomite także dzięki temu, iż reguły Kniziathonu wymuszają walkę o każdą pozycję bo przecież może się okazać, że zdobyte w pocie czoła przedostatnie miejsce w jakiejś drobnej gierce zadecyduje o końcowym sukcesie w całym turnieju. Kapitalne było też wrażenie całkowitego zaangażowania w planszówki – decyzje w co zagrać w następnej kolejności, wyszukiwanie partnerów do rozgrywki, tłumaczenie zasad debiutantom – wszystko na najwyższych obrotach. Swoją drogą ciekawe czy śladem Kniziathonów pojawią się w przyszłości także turnieje gier innych Autorów np.Kramerthony lub Wallacethony?

One comment

  1. Avatar

    Jakiego tam mistrza, farta mialem i tyle. Satysfakcje to maja gracze w Kingdoms gdzie dalem ciala maksymalnie :(
    Partyjka w E&T byla bardzo sympatyczna, zadecydowalo chyba moje (nie)ogranie w ta pozycje – ale podziwianie mst w akcji bylo sama przyjemnoscia :)

Leave a Reply to Ragozd Cancel reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*