Home | Wydarzenia | Spotkanie w Agresorze (Politechnika)

Spotkanie w Agresorze (Politechnika)
Ten tekst przeczytasz w 4 minut

Nie ma co mówić – cudowna nazwa na klub planszówkowy. Wiem, że od samego początku wrogo reagowali na nią bazik i Ja_n, co wywoływało scysje na forum z organizatorem miejsca spotkań – Trutu. Dla mnie temat na początku nie miał żadnego znaczenia, ani mnie sprawa nazwy nie grzała ani nie ziębiła. Do czasu.Niestety ostatnio dwa razy zaproponowałem nowym osobom w planszówkach wybranie się na Politechnikę i nieopacznie wymieniłem nazwę klubu, co oczywiście spowodowało wybuch śmiechu, a koniec końcem potencjalni gracze nie poczuli chęci do pojawienia się w… Agresorze. Z tego co słyszałem nazwa jest wymuszona przez umowę z uczelnią (jakieś powiązania z klubem z przeszłości) co jednak nie umniejsza durnowatości tej nazwie. Jednym słowem trzeba pamiętać, aby mówić o piątkowych spotkaniach nowym, że odbywają się na Politechnice, a kwestię nazwy pod żadnym pozorem nie poruszać.

Pal licho nazwę, samo miejsce sprawdza się dobrze i krótko o grach, przy których udało mi się pobawić.

Blue Moon

Najpierw był właśnie Blue Moon. Dopiero na skutek popularności tej karcianki jej autor Reiner Knizia pokusił się o zrobienie wersji planszowej pod znanym wszystkim tytułem Blue Moon City. Zresztą wydanym na naszym rynku dzięki wydawnictwu Galakta.

Czym się charakteryzuje Blue Moon bez City w nazwie?

  • jest dwuosobowy
  • karty są ślicznie zilustrowane; klimat fantasy, przedstawiony ze smakiem i pomysłem
  • jest karcianką pseudokolekcjonerską. Z jednej strony podstawka wystarczy w zupełności do grania. Z drugiej strony trudno się powstrzymać żeby nie dokupić dodatkowych talii.

Mechanika opiera się na prostym rozgrywaniu szeregu bitew, w wyniku, których przesuwamy plastikowe figurki smoków albo w swoją stronę (wygraliśmy pojedynek) lub w stronę przeciwnika (przegraliśmy). Są trzy smoki i przesunięcie wszystkich na swoją stronę powoduje, że odnieśliśmy zwycięstwo w całej rozgrywce. Zasady są dość typowe dla karcianek kolekcjonerskich, wystawiamy postacie, wspieramy kartami dopalaczami i budujemy różne zaskakujące dla przeciwnika combosy. Zaletą przede wszystkim jest to, że przy potencjalnie dużej gamie możliwości mamy bardzo proste zasady, a całość trwa około 20 minut.Dla osób, które w przeszłości sporo czasu spędziły przy karciankach kolecjonerskich i przerzuciły się na nowoczesne karcianki/planszówki Blue Moon może być ciekawym kompromisem. Kto chciałby sprawdzić rozgrywkę bez zakupywania samej gry warto zapoznać się z wersją elektroniczną, w której jest rozgrywka ze sztuczną inteligencją oraz dostępne są wszystkie talie.

Mech Wars

Mech Wars to już druga karcianka młodego polskiego twórcy Mateusza Pitulskiego. Powstała przy współpracy z Wojciechem Wiśniewskim, właścicielem wydawnictwa Pole Position. Już od dłuższego czasu czekaliśmy na jakiś polski tytuł na warszawskich spotkaniach, bo choć w ostatnim czasie są one w ofensywie, to z powodu bardzo niskich walorów związanych z grywalnością, zbalansowaniem i ciekawą mechaniką rzadko okazują się czymś w co można zagrać więcej niż jeden raz. Tym samym mało kto je u nas kupuje.

Jak jest z Mech Wars? Rozgrywka polega na zbieraniu zestawów robotów, albo o różnych symbolach czy nazwach albo wprost przeciwnie duplikowaniu ich (zależy od strategii). Zdobyte mechy umieszczamy odpowiednio na swojej planszy, aby np. punktować roboty z tej samej serii w pionie lub poziomie. Od czasu do czasu możemy też zagrać kartę specjalną, zwiększając sobie bonusy lub psując coś innym graczom (to moment interakcji w grze). Nie ma tu specjalnie wyszukanej mechaniki i pola do decyzji, ale na swój sposób wszystko to funkcjonuje.

Pierwsze co muszę przyznać to, że gra nie jest nudna. Po moich utarczkach z niektórymi grami jak Na Sygnale, Gildia czy Pola Naftowe było to novum. Udało mi się wciągnąć w rozgrywkę i partia poszła dość sprawnie. Pewnie po części była to też kwestia tego, że cała gra zajmuje 30 minut… ale nie, byłbym niesprawiedliwy – nie czułem znużenia. Wszystko się kręciło w miarę sprawnie.

Niestety mam trochę łyżeczki dźiegciu do tej beczki miodu… a w sumie całą chochlę. Przede wszystkim mam na myśli oprawę wizualną i nie chodzi tu bynajmniej o styl przedstawienia mechów, bo to wcale źle nie wygląda. Problem jest z czytelnością elementów. W Mech Wars złamano wszelkie możliwe zasady projektowania elementów do gry. Po pierwsze zrobienie tego rodzaju kolorystyki w grze, która polega na zbieraniu zestawów to szczyt złośliwości. Podobnie źle jest z opisami na kartach. Co prawda te najważniejsze opisujące zastosowanie karty na szczęście da się odczytać, najgorzej jednak jest z tymi, które mają nadać klimat – są kompletnie rozmazane. Bardzo słabym pomysłem też jest umieszczenie informacji o modyfikatorach do mechów (+1 i -1) na polu planszy, na którym kładzie się mecha. Tym samym natychmiast zakrywa się tą informację i co chwila trzeba podnosić kartę, zamiast po prostu umieścić napisy +1 i -1 obok.

Niestety jest też sporo innych niedociągnięć. Wykorzystywane wciąż karty z modyfikatorami do mechów mogą się skończyć… no i jest problem. Trzeba szukać jakiś zamienników. Karty specjalne rzadko są wykorzystywane, nie śpieszymy się z ich wykorzystaniem bo nie czujemy takiej potrzeby albo nie możemy spełnić wymagań ich zagrania. Jedna z kart specjalnych jest bardzo mocna, znacznie mocniejsza niż reszta i łamie zasady dobrego zbalansowania rozgrywki. Co więcej nie można bez niej grać w 4 graczy, bo jeden z graczy będzie poszkodowany. Losowość też jest niemała, dużo zależy od tego jakie mechy podejdą w naszej turze. Cóż… wiele brakuje, żeby nazwać Mech Wars w pełni zakończonym produktem.

Mech Wars w polskich produkcjach odwilży nie przyniósł. Jest to kolejna gra przeznaczona dla bardzo młodego i niedoświadczonego gracza (np. gimnazjalisty). I choć nie jest to pozycja tragiczna to też nie chodzi o to, żeby wartościować gry słabe, a taki Mech Wars niestety jest. Szczególnie w kwestii czytelności element

4 komentarze

  1. Avatar

    Fajne zdjęcia :-) A moje grr, to obowiązkowy punkt spotkania. W końcu to Agresor. /geko

  2. Avatar

    ja raczej bym napisal nie 'wartosciowac’ tylko 'dowartosciowywac’

    jesli chodzi o Hamsterrolle to zastanawiam sie czy w pewnych przypadkach rozgrywka nie bedzie ciagnac sie w nieskonczonosc ( szczegolnie w trybie 2 druzyn) – gdy nikt nie bedzie w stanie 'wyczyscic sie’ z klockow

  3. Avatar

    Komentujac podpis do jednego ze zdjec zaprzeczam jakobym sie sprzedal. Moja dzielna postawa jest raczj dowodem, iz opinie, ktore wyglaszam sa wynikiem ciezkiej walki z testowanymi pozycjami. A Mateusza milo bylo poznac…

  4. Avatar
    Mateusz "JAskier" Pitulski

    Hehe i nawzajem :). Mam nadzieje, że bliżej wakacji uda się ponownie spotkać i służej pograć wspólnie.

Leave a Reply to jax Cancel reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*