Sumo – weekendowe przemyślenia
Ten tekst przeczytasz w 3 minut

Kilka lat temu zrezygnowaliśmy z kablówki. Niestety 99% tego co było serwowane, nie nadawało się do oglądania… a płacić trzeba było za wszystko. Były jednak programy, które lubiłem bardziej… dokumentalne: przyrodnicze, naukowe, historyczne… i Eurosport. Ten ostatni dlatego, że mogłem oglądać coś niepokazywanego w normalnej tv min Sumo. Ci co znają mnie nie tylko z netu, wiedzą że posturę mam bliższą krasnoludom niż olbrzymim japońskim wojownikom. Mimo to, a może dlatego ;-) bardzo podobały mi się walki tych „potworów”. Szybkość, niesamowita elastyczność – co przy ich gabarytach wydaje się wręcz niemożliwe, zaskakuje. Z czasem nazwiska mistrzów były dla mnie dużo bliższe, niż np. piłkarzy… prawda jest taka, że nigdy nie byłem fanem piłki kopanej :-D

Pewnie się zastanawiacie co ma to wspólnego z planszówkami. Prawie nic… oprócz tego, że w czwartek wszedłem na bgg i zobaczyłem takie zdjęcie:

Giganci na dojo. Automatycznie w głowie pojawił mi się pomysł na grę… niestety po bliższym zapoznaniu się z linkiem do którego wskazywało zdjęcie, okazało się… że mój pomysł został już wydany ;-) Nic to – pomyślałem- muszę ją wypróbować. Zacząłem poszukiwania… na razie bezowocne, prawdopodobnie grę będę musiał ściągnąć z USA, a na chwilę obecną zadowolić się samoróbką.
Offtopicowo dla tematu, napiszę tylko że nie lubię samoróbek. Źle mi się w nie gra, nawet najlepiej wykonane nie sprawiają mi takiej radości jak gry normalnie wydane… no ale jak nie ma oryginału, a spróbować musiałem więc… zabrałem wczoraj Sumo do klubu.

Pierwsze dwie partie były takie sobie, coś nie pasowało, niedomówienia w instrukcji, pomyłka w rozgrywce… fajne, ale nie specjalnie. Na szczęście znalazł się jeden kumpel chętny do dalszego próbowania. Zmieniłem kolejność zagrywania kart… i gra ruszyła. Kolejne trzy partie okazały się wyśmienite.
Na czym polega gra? Mechanika jest banalna. Okrągła plansza przedstawia dojo, na nim 19 pól po których poruszają się wojownicy. Jak się przemieszczają, zależy od kart które zagrywamy. Każdy z graczy ma dokładnie ten sam zestaw 12 kart (mam wersję udostępnioną na bgg, w oryginalnej każdy ma po 10), wśród nich karty obrony i ataku. Losujemy 3 i zagrywamy po jednej – zakrytej. Odkrywamy je równocześnie, najpierw wykonywane są akcje obrony, następnie ataku… poszczególne karty mają różne liczby, jeśli zagrane są dwie karty ataku (obrony), to najpierw wykonujemy karty o niższym nominale. Po ruchu dobieramy karty do trzech. Oczywiście gra polega na wyrzuceniu przeciwnika z dojo.

Gra jest bardzo dynamiczna. Sytuacja na planszy zmienia diametralnie. Ataki, uniki, zmiany kierunków… W zasadach gry proponowane jest by przy wykładanej karcie podawać nazwę techniki na głos. W naturze sprawdza się to rewelacyjnie. Siedzieliśmy na przeciw siebie i już nie mówiliśmy, ale wykrzykiwaliśmy nazwy. Yori-Kiri! Tsuppari! Okuri-dashi!
W Sumo gra się około 20 minut… tak mi się wydaje, bo dokładnie nie mierzyłem. Czym lepiej znamy grę, tym lepsza zabawa. Jak to z karciankami bywa, Sumo jest losowe. Czy mocno wpływa na wynik? Trudno mi ocenić po 5 rozgrywkach… wiem jedno, gra zagości na moim stole jeszcze nie raz. Spróbujcie!

6 komentarzy

  1. Avatar

    Ja od siebie tylko dodam, że dokładnie to samo (pierwsze) zdjęcie na BGG wczoraj mnie zaintrygowało i poczytałem sobie o Sumo :)

  2. Avatar

    Przydalby sie link do gry (dla leniwych :P).

  3. Avatar
    Adam (folko) Kaluza

    Hmm na samym dole jest link.
    Sumo na bgg… klikasz i masz…

  4. Avatar

    O jeeee – ja jednak slepy jestem :)

    Zwracam honor folko :)

  5. Avatar

    Zawodnicy w sumo wylatuja z MATY a nie z dojo. DOJO to miejsce ćwiczeń, sala ćwiczeń a nie okrąg w którym sie walczy :-)

  6. Avatar
    Adam (folko) Kaluza

    No tak :-) Masz rację Anonimie ;-)

Leave a Reply to AvantaR Cancel reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*