
W zeszłym roku byłem sobie fanem gier planszowych, miałem kilku kumpli, którzy mniej lub bardziej podzielali tę pasję, i z którymi pogrywałem w wolnych chwilach. Niestety, pogrywałem z nimi tylko teoretycznie, bo tak naprawdę to tu spotkanie nie wypaliło, bo kumpel nie dotarł, tam spotkanie nie wypaliło, bo inny kumpel miał grypę… Bywało różnie.Pogrywałem więc z kumplami, ale to pogrywanie tak wyglądało, że częściej kupowałem nowe gry, niż w nie grałem, pogrywałem tylko w teorii, bo w praktyce jak raz na trzy tygodnie udało się spotkać w sensownym, czteroosobowym gronie, to był cud.
Miałem tego dość. Pół szafy gier i nie było z kim grać. Cóż mi po czterech kumplach, z których każdy zarzeka się, że z chęcią zagra, kiedy tydzień w tydzień któryś z nich nawala i summa summarum nie ma jak grać? Postanowiłem działać.
Poszukałem knajpki w centrum Gliwic. Ogłosiłem na forum gry-planszowe.pl, że w każdy poniedziałek grywamy tam w planszówki. I tydzień w tydzień siedziałem tam z grami i czekałem na zagubione dusze. Siedziałem tam z dwójką kumpli, czasem siedziałem z trójką, raz siedziałem zupełnie sam jak palec, ale siedzieć nie przestawałem. Trwałem w postanowieniu i wierze, że tydzień, po tygodniu, w końcu ktoś komuś gdzieś szepnie, ktoś gdzieś usłyszy, ktoś gdzieś dowie się i powoli zacznie graczy przybywać. Minął miesiąc, kolejne tygodnie…
W knajpce pojawiła się Ola. Od tej pory przychodziła tydzień w tydzień, dziesięć razy bardziej rzetelna od moich dotychczasowych kumpli. Ola przyprowadziła koleżankę, a z koleżanką przybył koleżanki facet. Siup, i zrobiło nas się więcej. Innego razu do Kredensu wpadła dwójka dorosłych gości, jak się później okazało byli to Goor i Kornik, a jak przyszli, tak z nami zostali, jak Ola, fanatycznie oddani grom, fanatycznie wpadający do Kredensu raz za razem. Do knajpki zaczęli i zaglądać moi dawni przyjaciele, weterani gier RPG. Nieśmiało, z rezerwą, ale widzieli tłumek graczy, więc i zajrzeli raz i drugi. Był też taki dzień, gdy do knajpki dotarł Maciek, dotarł i też został, tydzień w tydzień zawsze z nami. Ludzie, których nigdy bym nie spotkał, gdybym siedział w domu i grał tylko z czwórką moich kumpli, ludzie, dziś moi przyjaciele, których poznałem dzięki temu, że z uporem maniaka wierzyłem w sens Kredensu. Poznałem ich, bo wybrałem knajpkę i ogłaszałem w internecie, że warto się tam spotkać i pograć. Kiedyś w planszówy grałem z Multidejem i Dagonem. Dziś gram z Multidejem, Dagonem, Andrzejem, Mirkiem, Maćkiem, Olą, Borsem, Mariolą, Dawidem, Patrycją, Sławkiem, Michałem, Lukaszem i wieloma innymi. Tak można realizować swoje pasje.
Od września, momentu, w którym po raz pierwszy przekroczyłem próg Kredensu minęło dziewięć miesięcy. Grupa graczy odwiedzających knajpkę to dziś grono sporo ponad dwudziestu fanów gier. W Gliwicach odbyły się w między czasie dwie edycje konwentu planszówkowego Pionek, a za miesiąc odbędzie się trzecia edycja. Na poprzednią przybyło ponad 60 graczy! Od września w Młodzieżowym Domu Kultury w Gliwicach ruszają trzy niezależne sekcje poświęcone grom planszowym dla młodzieży w różnym wieku, od najmłodszych, po grupę dla licealistów i studentów. W ciągu tych dziewięciu miesięcy udało się osiągnąć bardzo wiele.
Nie zamykajcie się w mieszkaniach z kumplami. Wyjdźcie na miasto, wyjdźcie szukać nowych przyjaciół i znajomych. Bratajcie się. Za każdym rogiem czekają nowi gracze. Rośnijmy w siłę.
Brzmi jak plan podboju świata :). U nas w Toruniu uczyniliśmy podobnie i klubik przeżywa rozkwit. Nawet stronka powstała (http://planszowanie.prv.pl)
tekst bardzo optymistyczny i inspirujący. Trzeba będzie odkurzyć gry z szafy…
Fajny tekst. Słuszną linie macie, Towarzyszu Trzewik :-). Sam jestem wdzięczny tym osobom, które zorganizowały i rozkręciły (w szerokim znaczeniu) klub na Smolnej. Teraz co piątek mogę śmiało iść pograć, bez obawy, że nie znajdę chętnych do gry. Więcej – często trzeba się umówić na daną pozycję, bo chętnych jest aż za dużo.
bardzo dobry tekst :)
takiego trzewika chcemy!
No właśnie widzę, że ja mam potrzebę być raz Dobry Trzewik, a raz Zły Trzewik, a naród nie lubi Złego Trzewika (czemu trudno sie dziwic). I cóż począć :)
bo to trzeba robic na raz, jak pancho. wtedy sie wydaje ze niby zly pancho to nie sa opinie pancha, tylko takie na sile wymyslane na potrzeby felietonu. proponuje wziac dowolnego 'dobry pancho/zly pancho’, wyciac uwagi 'dobrego’, i przeczytac. kto zgadnie jaka by byla reakcja 'widzow’?
zaczynalem jakis czas temu grac w go w kawiarence. po kilku spotkaniach przegonila wlascicielka.
(za malo zamawialismy ;)
a ze kawiarenka i tak byla pusta bo spotykalismy sie wzglednie wczesnie, gdy jeszcze nikogo i tak nie bylo. bylo cicho (no bo nie da sie krzyczec nad gobanem ;) to pikus, nie.
;)
bazik:
jak na moj gust to wyglada tak jakby ten dobry pancho byl na doczepke, czyli teki „na sile wymyslany dla potrzeb felietonu” :)
A moze to zalezy od tekstu?
RAJ: czy zdanie 'wtedy sie wydaje ze niby zly pancho to nie sa opinie pancha, tylko takie na sile wymyslane na potrzeby felietonu.’ nie sugeruje dokładnie tego co mówisz?
nie, poniewaz mi sie nic takiego ine wydaj :)