Ostatnio natrafiłem na dość ciekawy wariant Zaginionych Miast. Nie miałem jeszcze okazji go sprawdzić, ale w najbliższym czasie to nadrobię. Osoby, które miały z nim do czynienia wypowiadają się o nim bardzo pozytywnie. Pojawiło się trochę więcej strategii i gra nie ma już takie pasjansowego charakteru. Wiedząc, że Zaginione Miasta cieszą się w Polsce dużą popularnością postanowiłem je poniżej zamieścić. Warto dodać, że za jego stworzenie odpowiedzialny jest sam autor gry – Reiner Knizia.
Wymagania:
– potrzebne są dwie sztuki gry Zaginione Miasta
Przygotowanie do gry:
– dwaj gracze siedzący naprzeciw siebie są partnerami i grają po jednej stronie planszy.
– z jednego zestawu bierzemy wszystkie karty. Z drugiego tylko karty o wartości 2, 3 i 4. Razem powinniśmy mieć talie złożoną z 75 kart.
Rozgrywka:
Odbywa się jak podczas dwuosobowej rozgrywki z wyjątkiem poniższych rozszerzeń:
-kiedy dodajesz karty do ekspedycji ich wartości muszą się zwiększać. Dwie karty tej samej wartości nie mogą zostać położone na tej samej ekspedycji.
-zamiast wykonania normalnej tury (zagranie i wzięcie karty) gracz może wybrać ze swojej ręki dwie karty i zakryte przekazać swojemu partnerowi. Ale nie może tego zrobić jeżeli liczba kart po tej czynności będzie wynosiła mniej niż 6. Zabronione jest też, aby partnerzy się między sobą komunikowali.
I to wszystko.
Autor sugeruje dwie konwencje, jakie warto stosować. Sporo zabawy przysporzy też tworzenie własnych.
-jeżeli twój partner doda kartę do ekspedycji, zagraj od razu kartę następną w kolejności dla tego koloru (o ile masz ją na ręce), np. po 2 zagraj 3 itd. Jeżeli nie zagrasz twój partner wie, że nie masz takiej karty i wie, że dysponuje luką, czyli, że po 2 może zagrać 4. Czym gracze więcej czekają tym sugerują sobie, że jest większa luka między danymi wartościami kart.
-użyj możliwości przekazywania kart, aby powiedzieć swojemu partnerowi, że masz jeden (lub dwa) mocne kolory. Przekaż karty o niskiej wartości, aby zasugerować, że możesz ten kolor wspierać dużą ilością kart. Przekaż karty o wysokich nominałach jeżeli to są jedyne twoje karty w tym kolorze.
To co Pancho, przynosimy Zaginione Miasta na spotkanie klubowe zeby przetestowac ten wariancik?
Oczywiście. Przynieś swoją, ja będę miał swoją.
Tyle jest dobrych gier dla 4-ech graczy, a Wy chcecie grać w to coś? :-)…
Popularność tej gry (o ile rzeczywiście jest duża) jest dla mnie zagadką…
Pozdrawiam
Szymon
Ja się piszę na testy!
[zart]ja sie nie pisze, toto nie ma osobnego wpisu w bgg, nie bedzie gdzie oceny wystawic[/zart]
Mnie tam popularność Zaginionych Miast specjalnie nie dziwi. Gra prosta do bólu, a jednocześnie mająca to coś, że chce się grać. Duża tu rola wyczucia czasu – momentu w którym wyłożyć/pozbyć się danej karty (licząć, że los będzie dla mnie łaskawy). Specyfiką Zaginonych Miast jest chyba przerost formy nad treścią – te wielgachne karty i plansza, której mogłoby nie być. No ale czego się nie robi, żeby wypełnić pudełko i zwiększyć cenę.
Ogólnie rzecz biorąc wydaje mi się, że najlepiej się sprzedają (przynajmniej w Polsce) gry prostsze. Na bardziej złożone chyba trudniej znaleźć graczy (pomijając kluby planszówkomaniaków)>