Każdy szanujący się złodziej wie, że dzieła sztuki to intratny biznes. Drogocenne obrazy, biżuteria, muzealne eksponaty warte miliony, tylko czekają by je pochwycić i upłynnić na czarnym rynku. Anonimowi, prywatni kolekcjonerzy są gotowi słono zapłacić. Nic więc dziwnego, że nowo otwierane muzeum zwróciło się o pomoc do eksperta od zabezpieczeń.
Twoim zadaniem jest zaprojektowanie laserowego systemu alarmowego, który nie zakłócając pracy strażników, zabezpieczy każdy wartościowy obiekt. Pomogą w tym wizerunki sal ekspozycyjnych z zaznaczonymi newralgicznymi punktami wymagającymi ochrony oraz przezroczyste nakładki wskazujące możliwości ustawienia promieni laserów.
Gra składa się z 64 zadań o zróżnicowanym poziomie trudności, od kilku łatwych wstępnych, do coraz bardziej skomplikowanych (niech was nie zmyli ocena złożoności gry umieszczona na dole strony, dotyczy ona skomplikowania zasad, a nie samych łamigłówek). Na każdej zagadce podane zostało, które przezroczyste karty z laserami mamy użyć w naszym zadaniu. Im dalej, tym oczywiście robi się bardziej skomplikowanie. Dostajemy do wyboru więcej kart, które trzeba dopasować, a nawet zdarza się, że nie wszystkie wymienione karty laserów są przydatne.
Alarm w Muzeum jest grą kompaktową, małe pudełko sprawia, że jest łatwa do zabrania w długą podróż, czy na nudną imprezę rodzinną ;) Graficznie to nie dzieło sztuki, ale kreskówkowa oprawa jak najbardziej się sprawdza. Jedyny mój zarzut, to nieco przydługie promienie lasera, które momentami nachodzą na pola, których tak naprawdę nie zabezpieczają. Niby bzdura, niby są to minimalne fragmenty, a mój mózg i tak próbuje mi wmówić, że to pole jest chronione, „no bo patrz czerwona linia go dotyka”.
Jednoosobowe gry logiczne kojarzą mi się z grami, w których każdy kolejny element jest zależny od poprzedniego w oparciu o pewne skojarzenia i założenia. Czy to w mechanikach typu przesuń jakiś komponent by dopasować inny, czy dobierz i ułóż elementy w większą całość według jakiś konkretnych zasad. W tym wypadku mi tego zabrakło. Alarm w Muzeum opiera się przede wszystkim na umiejętności obracania w myślach elementów i nakładaniu ich na siebie. Nie jest to moją mocną stroną, więc w moim przypadku rozwiązywanie wielu zagadek – zwłaszcza tych z trudniejszych etapów – polegało na ciągłym obracaniu przezroczystych kwadracików z nadzieją, że może trafię przez przypadek na prawidłowy układ.
Myślę, że Alarm w Muzeum może spodobać się osobom, które lubią przestrzenne łamigłówki. Zwłaszcza, że jest dosyć atrakcyjny cenowo, w porównaniu do wielu innych gier logicznych na rynku. Jeśli zaś chodzi o mnie, to mimo że nie ma tu rywalizacji z innymi graczami, to podczas gry mam podobne odczucia jak przy Trio czy Ubongo. Chętnie więc zagram, przejdę przez wszystkie zadania, ale nie czuję fascynacji i potrzeby rozegrania całej gry na raz (a są gry logiczne, które wzbudzają we mnie taką chęć). Sięgnę po nią w chwilach, w których umysł będzie potrzebował krótkiej przerwy, czy oderwania od nudy. Nie będzie to jednak gra, do której będę wracać po przejściu całości. Nie dlatego, że jest zła, czy nie nadaje się do powtórnej zabawy, tylko dlatego, że nie do końca wpasowuje się w typ gier logicznych, które lubię.
+ sporo zagadek, o zmiennym poziomie trudności
+ zawartość adekwatna do ceny
+ mała i poręczna
Złożoność gry
(2/10):
Oprawa wizualna
(6,5/10):
Ogólna ocena
(7/10):
Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Dobry, solidny produkt. Gra może nie wybitnie oryginalna, ale wciąż zapewnia satysfakcjonującą rozgrywkę. Na pewno warto ją przynajmniej wypróbować. Do ulubionych gier jednak nie będzie należała.