Zooloretto – 15 lat dobrej zabawy Ze starej półki
Ten tekst przeczytasz w 3 minut

Czasem fajnie jest zajrzeć do starych zapasów. Dzisiejszy świat bombarduje nas nowościami na każdym kroku. Co która gra to lepsza. I faktycznie – z punktu widzenia recenzenta – muszę przyznać, że te nowe gry, które pojawiają się na rynku są dobre. W większości są dobre. Ogrywając nowe tytuły świetnie się bawię, rzadko kiedy spotykam się z grą, o której mogę powiedzieć, że testowanie było męczeniem buły. Naprawdę niewiele jest przypadków, kiedy wystawiam ocenę poniżej siódemki (czyli dobry, solidny produkt).

A jednak – dobry start to nie wszystko. Wiele z tych gier, którymi jarałam się przed-po-i-w-trakcie premiery po pół roku, albo po półtora – idzie w zapomnienie. Nie dlatego, że są złe. Dlatego, że przychodzą kolejne, tak samo dobre. Ostają się nieliczne wyjątki, do których wracam mimo napływu nowego dobra. I do takich wyjątków należy Zooloretto (zobacz recenzję Gineta oraz Veridiany)

Swoje pierwsze Zooloretto nabyłam w 2010 roku w REBEL.pl. To był mój pierwszy zakup internetowy. Do spółki z Carcassonne (ale nie o Carcassonne jest ten artykuł). Przegrałam wiele lat w tę grę z moimi dorastającymi dziećmi, rozbudowaliśmy je o wiele dodatków, a nawet wzbogaciliśmy się o Aquaretto. A jednak to właśnie Zooloretto w swojej najbardziej pierwotnej postaci przetrwało próbę czasu. Wciąż mam je na półce. I wciąż mnie bawi.

I w sumie nic dziwnego. W końcu w 2007 roku zdobyła Spiel des Jahres!

Jeśli chcesz – możesz spróbować swoich sił online. Od niedawna Zooloretto jest dostępne na BoardGameArena.com. Nie wszystkie gry, które bawią w realu, będą w równym stopniu (ew. w tym samym zakresie – i tu fajnym przykładem jest Hanabi – ale o tym może innym razem) bawić online. Ale Zooroletto tak – nie ma wiele figurek, nie ma komponentów, które istotnie wpływają na odbiór gry, nie ma też w tej grze gry nad stołem (czyli miejsca na dyskusje, sojusze i zdrady). Ot co musisz zrobić, to podzielić i wybrać. Mechanika „ja dzielę – ty wybierasz„. Może nie do końca w oryginalnej postaci, ale to właśnie wtedy, kiedy dobieram płytkę i muszę ją umieścić na jednym z wózków dokonuję podziału. A potem pałeczka przechodzi na kolejnego gracza, który może sobie wybrać jakiś wózek lub dobrać kolejny kafelek i umieścić go tam, gdzie jego dusza zapragnie a miejsce wolne się znajdzie.

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Zooloretto nie dobiło w/g BoardGameGeek.com do siódemki. Podobną mechanikę ma choćby Kanagawa – a ta siódemkę przekroczyła. Może jest zbyt proste? Ale to też jest zaleta! Masz wypełnić zwierzakami wybiegi w twoim Zoo tak, by przyniosły jak najwięcej punktów zwycięstwa. Tylko tyle. Albo aż tyle – bo czasem te wybory (co wziąć, co zostawić przeciwnikom, czy już teraz brać, czy jeszcze dorzucić jakiś kafelek) wcale nie są trywialne. Do tego mamy jeszcze monety (zdobywamy je dokładnie tak jak zwierzęta) oraz budki z jedzeniem, które same z siebie dają punkty, ale też będąc umieszczone w pobliżu wybiegu pozwalają zapunktować ten wybieg nawet jeśli nie mamy na nim dostatecznej liczby zwierzaków.

Tak czy owak – polecam grę. Fun jest dokładnie taki sam zarówno w realu, jak na BGA. Jeśli nie graliście – spróbujcie. Jeśli graliście – dajcie znać, czy ją lubicie, i czy tak jak u mnie oparła się próbie czasu?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*