Aga Satława: Everdell – James A. Wilson – (Rebel)
Uwielbiam ładne gry. Wiem, że to mechaniką rozgrywka stoi, ale znacznie przyjemniej zasiada mi się do planszówki, która nie przypomina arkusza kalkulacyjnego. Niestety wiele gier cierpi na syndrom “mózgożerna, więc brzydka”. Everdell jest doskonałym przykładem na to, że rewelacyjna planszówka może wyglądać znakomicie. Co takiego urzeka mnie w planszówce Jamesa A. Wilsona? Przede wszystkim bajkowe, kolorowe grafiki! Każda ilustracja jest jakby wyrwana z przepięknej bajki o mieszkańcach magicznego lasu. Z przyjemnością poznałabym świat uchwycony na kartach przez Andrew Bosley’a. Do tego dochodzą jeszcze ciekawa, oryginalna plansza, klimatyczne meple w kształcie myszek, wiewiórek czy też jeży oraz zasoby, które są tak cudowne, że chce się zdobywać kamyki czy też borówki, choćby po to, żeby móc je sobie poprzekładać w rękach, a także trójwymiarowe drzewo, które również jest oryginalnym dodatkiem (choć nie ma co ukrywać, że jest to element podatny na “problemy techniczne”). Mimo wielu ładnych gier, które miały swoją premierę w roku 2020, dla mnie Everdell pozostaje w tej kategorii niedoścignionym liderem.
Kamari: Smoki – Kevin Kichan Kim (Nasza Księgarnia)
Wśród wielkich, pięknie wydanych gier, które przyciągają wzrok, znajdują się też te mniejsze, na które warto zwrócić uwagę. Oceniając oprawę graficzną doceniam też pomysł, a ten w Smokach jest naprawdę genialny w swej prostocie. Oczywiście na kartach mogłoby się znajdować cokolwiek, bo i tak chodzi o cyferki, ale na szczęście postarano się, aby gra wyglądała ładnie i została dzięki temu zapamiętana. Tytułowe bestie zostały wkomponowane w krajobraz tak, że z przyjemnością się je ogląda, i jedynie szkoda, że nie ma ich więcej. Wprawdzie senna trylogia została zamknięta, ale kto wie, może po sukcesie tych karcianek Marcin Minor nabierze wiatru w żagle i pokaże swój talent w kolejnych tytułach.
Ciuniek: Barrage – Tommaso Battista, Simone Luciani – (Portal)
Wiem, wiem… Everdell i takie tam. Zdziwię się jeśli w tym roku wygra coś innego. Co nie zmienia faktu, że drugi głos oddałem na Barrage. Tak około 60% roboty robi dla mnie okładka, wielkie cewki Tesli i czcionka w stylu art deco. Majestat. A w środku też nie jest źle. To jest gra ładna w taki eurosucharowy sposób: ładna liczbą dużych, kolorowych, drewnianych klocków porozkładanych na planszy w uporządkowany sposób. Jak Terra Mystica, na przykład.
Pingwin: Dwergar – Jan Madejski (GRANNA)
Nie będę ściemniać, że Everdell mi się nie podoba, No podoba mi się jak nie-wiem-co. Ale nie tylko Everdell skradł moje serce. Dwergar jest nie tylko świetną grą pod względem mechanicznym, ale też bardzo ładnie wygląda. Jest kolorowo, czytelnie (no, może z dokładnością do ikonek węgla i stali) i solidnie jeśli chodzi o plansze, planszetki (choć szkoda, że nie są one 3D) oraz karty. I jest z przytupem! – to o znacznikach węgla, stali, złota oraz kamieni szlachetnych. One naprawdę robią wrażenie. A nadto dostajemy to wszystko w pudełku od razu popakowane w kartonowe pudełeczka i gotowe do gry. Kropkę nad i stanowią „wózki”, którymi wydobywamy owe surowce spod ziemi. Oprawa graficzna Dwergara naprawdę zasługuje na uwagę.