Home | Katalog gier - recenzje, rzuty oka i relacje z rozgrywek | Ostatnia próba – Detektywistyczny destylat

Ostatnia próba – Detektywistyczny destylat Recenzja
Ten tekst przeczytasz w 3 minut

Na Wspieram.to trwa właśnie zbiórka katowickiej kawiarni Ludiversum zorganizowana w związku z ogólnie panującą obecnie sytuacją, o której wszyscy bardzo dobrze wiemy. Ciężko prowadzić lokal, który oprócz kawy oferuje odwiedzającym planszówki i miejsce do grania, kiedy nie można wpuszczać nikogo do środka. Warto zajrzeć.

Wspierając zbiórkę kwotą co najmniej 15 zł można dostać grę do samodzielnego wydrukowania. Ostatnia próba to karciano-paragrafowa gra detektywistyczna na modłę Sherlocka Holmesa, Detektywa doradczego lub Detektywa, Po Prostu. Ograniczoną liczbą elementów i uproszczeniami rozgrywki przypomina zdecydowanie tę drugą pozycję, ale duch postaci A.C. Doyle’a unosi się nieprzerwanie od lat osiemdziesiątych nad wszystkimi tego typu pozycjami.  

THE GAME IS AFOOT

Fabularnie mamy tu do czynienia z tajemniczą śmiercią w filharmonii, pozornie bez konkretnej przyczyny. Mój mózg działa jednak w taki sposób, że już w momencie pisania tego zdania przestałem się nim interesować. Nie zrozumcie mnie źle: umiejscowienie akcji i sposób jej zawiązania jest całkowicie kompetentny i wystarczający. Ja jednak myślę układankami i zagadkami, a to czy będę rozwiązywał je w klimacie SF, średniowiecza, lat 80. czy we współczesności to dla mnie wtórny problem. Przede wszystkim chciałbym skupić się na tym, jak Ostatnia próba działa jako gra. 

Technicznie rzecz biorąc najbliżej jest tej grze do książkowej paragrafówki. Czytamy wstęp, z którego mamy wyprowadzenie na kilka dostępnych do przeczytania wątków/kart, z których wybieramy jeden, czytamy i zdobywamy mniej lub bardziej istotne informacje oraz kolejne wątki do przeczytania. Technicznie rzecz biorąc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zagrać w Ostatnią próbę w formie standardowej gry paragrafowej, ale wygoda obsługi i wrażenia z prezentacji na stole często zależą od pozornie nieistotnych szczegółów. 

PO SZNURKU DO KŁĘBKA

Dzięki temu, że cała fabuła gry przedstawiona jest na kartach, na stole rośnie coś na kształt drzewka utworzonego z łączących się wątków i postaci. Część kart leży zakryta (wątki o których wiemy, ale jeszcze ich nie zbadaliśmy) a część jawna (te już przeczytane). Wiele gier sugeruje w instrukcji prowadzenie notatek i mapy myśli, ale tutaj wychodzi to bardzo intuicyjnie i naturalnie. Bardzo chętnie zobaczyłbym ten system zastosowany w kolejnych tytułach.

Na grę nałożone jest ograniczenie czasowe. Kart do przeczytania jest 33, ale możemy zobaczyć tylko 24 z nich. Wydaje mi się, że to tylko formalność. Limit daje wystarczająco dużo motywacji do unikania bezmyślnego przeszukiwania wszystkiego jak leci, a z drugiej strony nie obezwładnia i nie frustruje. Jest dobrze. 

“Jest dobrze” mogłoby w ogóle zostać podsumowaniem tego tekstu. Oczywiście każdy kto ma oczy widzi, że na kartach nie ma kolorów i prawie nie ma grafik, ale w rozgrywce to nie przeszkadza. A poza tym, kiedy na festynie przy okazji zbiórki na jakiś szczytny cel kupuję kiełbasę z grilla, nie zamierzam narzekać, że dostaję ją na papierowym talerzyku. Doceniam kreatywność i potwierdzam, że od 15 zł nie zbiedniałem.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*