Heaven & Ale to gra spółki autorskiej (Schmidt & Kiesling). Temat klasztoru warzącego piwo już nieraz pojawiał się w planszówkach, stąd pewne obawy o świeżość podejścia do zagadnienia. Dodatkowo dość uciążliwe przygotowanie rozgrywki powiększało niepokój o jakość gry.
Na szczęście szybko wszystkie strachy znikają jak jesienna mgła w listopadowym słońcu.
Zgodnie z nowomodnymi trendami, dla tych co to „tl;dr” – gra jest świetna!
Na głównej planszy (niepokojąco kojarzącej się z Monopoly) rozmieszczone są żetony zasobów niezbędnych do warzenia bursztynowego napoju bogów: drewno, drożdże, jęczmień, chmiel i woda oraz cztery typy mnichów. Do tego żetony aktywowania (surowców i mnichów) i dwa pola pozwalające na zdobycie beczek symbolizujących wysoką jakość naszego trunku (a de facto dających PZ).
W zależności od liczby graczy wykonamy od 3 do 6 okrążeń, przy czym nowe kółeczko zaczynamy, gdy wszyscy ukończą poprzednie i uzupełnimy żetony na głównej planszy. Co ważne, nie ma problemu z wejściem na pole z pionkiem innego gracza. Nie wolno natomiast podejmować akcji pustej, czyli takiej, która nam nic nie daje a ew. odbiera szansę innym.
Plansza gracza podzielona jest na dwie strefy: ciemną (tańszą, dającą okazje do zarobienia dukatów) oraz jasną (dwakroć droższą, pozwalającą awansować znaczniki surowców). Do tego są miejsca na szopy, które stawiamy, jeśli zapełnimy pola dookoła. Szopa, w zależności od paru warunków, pozwala na ponowne aktywowanie żetonów pól i mnichów.
I zaczyna się! Kupić na jasną czy ciemną stronę? Aktywować już czy jeszcze trochę dokupić pól? Pchać do przodu piwowara (specjalny pionek określający końcowe przeliczniki surowców) czy skupić się na wysokiej produkcji? Gonić do przodu po cenne żetony czy zostać z tyłu i wyzbierać jak leci, to co zostało?
Mnóstwo ciekawych decyzji w pewnej pośredniej interakcji z innymi graczami!
Najfajniejsza jest przy tym końcowa punktacja. Pozycja piwowara określa wartość punktową najsłabiej rozwiniętej produkcji naszych zasobów. Przykładowo 4 PZ za poziom 6 wytwarzania drożdży da nam 24 pkty. Ale! przed punktacją możemy podciągnąć najsłabsze znaczniki kosztem tych wysoko ulokowanych. I tu istotny jest przelicznik (drugi parametr wskazywany przez piwowara). Dość rzec, że wskaźnik punktów zwycięstwa nie rośnie tak dynamicznie jak przelicznik, stąd łatwiej o sytuację, gdy mnożymy przez 3 PZ, ale za to poziom mamy powyżej 10. Co daje oczywiście znacznie więcej punktów. Jednak trzeba podkreślić, że pracujemy na to przede wszystkim w czasie rozgrywki, zagospodarowując jasną stronę naszej klasztornej ziemi.
Do tych punktów dodajemy jeszcze premie za beczki (warte 4/2 albo po zdobyciu premii 5/3 za duże/małe żetony) i widać kto wygrał.
Bardzo przyjemna jest krótka kołdra finansowa (jeśli o nią odpowiednio nie zadbamy) i świadomość, że sama kasa niewiele daje, jeśli nie zainwestujemy w jasną stronę naszej planszy.
W czasie rozgrywki musimy dobrze rozplanować zdobycie(!) i użycie żetonów aktywacji. Każdy rodzaj zasobów oraz typ mnicha możemy w ten sposób pobudzić do działania tylko jeden raz! Do tego także raz możemy aktywować żetony zasobów o wybranej wartości (najchętniej najżyźniejsze piąteczki). Niby warto czekać aż się uzbiera, ale za pary (oznaczonych na planszy) zrealizowanych aktywacji możemy wykorzystać dostępne premie. Pomocą są szopy oraz minisi. Jednak trzeba dobrze to zaplanować i liczyć, że inni nie podbiorą nam cennych żetonów. Premie za pary – zastrzyk finansów albo podciągnięcie najsłabszego surowca są bardzo atrakcyjne.
Zagrałem partyjkę i od razu następną. Tak przyjemne i satysfakcjonujące okazało się Heaven & Ale. Warto poświęcić temu tytułowi więcej uwagi!