Od dłuższego czasu w relacjach z warszawskich spotkań planszówkowych na Smolnej zwracały moją uwagę opinie na temat prostej i ciekawej karcianki Thor. Gracze twierdzili, że Thor jest banalnie prosty, ale mimo to trzeba ruszyć głową. Ponieważ autorem jest mój ulubiony Reiner Knizia, postanowiłem się zaopatrzyć w tę pozycję. Postanowiłem także być sprytny i kupić tańsze Loco! – to w końcu ta sama gra, a ja szczerze nie cierpię gdy proste logiczno-losowe gierki udają super tematyczne gry fantasy.
Loco! to talia kart w pięciu kolorach z numerkami od 0 do 5 oraz solidne plastikowe żetony w tych samych pięciu kolorach. Po pięć żetonów w każdym kolorze. To wszystko zamknięte w kiepskim pudełku, do którego ta gra w zasadzie się nie mieści – trzeba upychać. Pudełko robi nienajlepsze wrażenie, w każdej chwili grozi samoczynnym otwarciem. Karty za to są przyzwoitej jakości, a żetony są bez dwóch zdań bardzo porządne.
Aby zagrać rozdajemy graczom całą talię kart z wyjątkiem 2-3 (w zależności od liczby graczy) ostatnich kart, które odkładamy zakryte na bok. Żetony sortujemy kolorami i układamy na środku stołu. Każdy z graczy zagrywa wybraną kartę i bierze żeton w dowolnym kolorze (niekoniecznie w kolorze zagranej karty). Rozdanie kończy się gdy na stole wyląduje komplet sześciu kart w jednym z kolorów. Gracz, który wyłożył ostatnią kartę bierze jeszcze żeton i liczymy punkty. Każdy żeton jest wart tyle, ile wynosi cyfra na ostatniej zagranej karcie w jego kolorze. I tyle. Już. Wszystko. Nie na darmo na pudełku napisano, że zasady da się pojąć w 30 sekund.
Rozgrywka mnie nieco rozczarowała. Owszem, gra jest banalnie prosta. Owszem, jest w niej nieco więcej decyzji do podjęcia niż to się wydaje z samych zasad. Ale jednak tylko nieco. Mimo wszystko gra jest wielce losowa. Można próbować coś ugrać, robić jakieś podchody, zbierać żetony w kolorze, w którym mamy mocną kartę z zamiarem zagrania tej karty w decydującym momencie. Można zbierać żetony w kolorze w którym mamy słabe karty i nie zamierzamy wcale ich zagrywać. Ale i tak może się okazać, że nasza zagrana w ostatniej chwili piątka zostanie w jeszcze bardziej ostatniej chwili przykryta przez jedynkę albo nasze przechowywane na ręce zero i jedynka będą musiały być zagrane bo nic innego już nie mamy do zagrania. Zamiary możemy mieć szczytne, a wyjść może jak zwykle. Na szczęście to niespecjalnie irytuje, bo gra jest bardzo szybka.
Tak więc spodziewałem się jednak więcej. Myślałem, że skoro to Knizia, to gra będzie dawała graczom ogromne pole do decyzji, własnych taktyk i strategii, a wynik jest logicznym i nieuniknionym następstwem tego, jak dobrze dopasujemy te decyzje do sytuacji w grze. Tak nie jest. Gra daje ogromne pole itd., ale wynik jest w sumie w (zbyt) znacznej części kwestią przypadku. Albo ja po prostu nie umiem w to grać. Tak też może być. Z gier z tej samej półki zdecydowanie wolę Geschenkt, która wydana jest wręcz luksusowo w porównaniu z Loco! i zapewnia ciekawszą i bardziej emocjonującą zabawę.
Jeszcze wrócę do Thora na koniec. Thor wydany jest pięknie. Ma ekskluzywne pudełko na karty, atrakcyjne (lub nie – to kwestia gustu) i klimatyczne grafiki na kartach, no i bawimy się na całego w składanie ofiar pogańskim bogom (tak, tak, to było ironiczne), a nie w jakieś żetoniki i numerki. Z drugiej strony w Thorze zamiast żetoników zbieramy karty z bogami, co wydaje się stanowczo mniej poręczne. Jest droższy od Loco!, ale nieznacznie. Jakość wydania (o ile zniesiecie zbieranie kart zamiast żetonów) jest za to bardziej satysfakcjonująca.
Podsumowując – spróbować warto. Kupić – trudno powiedzieć. Sami zdecydujcie.
ZdjęciaMilan Spiele (Loco!): EUR 5.60 Milan Spiele (Thor): EUR 8.81 PlayMe (Loco!): EUR 6.93 PlayMe (Thor): EUR 9.69 Thought Hammer (Loco!): $4.87 Funagain (Loco!): $6.95 Funagain (Thor): $15.25 |
Ogólna ocena:
Złożoność gry:
Oprawa wizualna:
W Thorze sa jeszcze dodatkowe karty z tekstem zmieniajace rozgrywke. Niestety w wersji widzianej na Smolnej Lim-Dul mial je po niemiecku wiec gralismy w zubozona wersje – identyczna w takim wypadku z Loco.