Home | Felietony | TOP 6 na Essen

TOP 6 na Essen
Ten tekst przeczytasz w 3 minut

spiel_essenMój top 6 będzie nudny jak flaki z olejem, przewidywalny i wtórny. Skoro więc oryginalnością gustu nie dorównam WRSowi, rozpocznę inaczej i powiem, że NIE CZEKAM na Essen. Co gorsza, nie lubię Essen! Tak wiem, bluźnierstwo…

Mój top 6 to po prostu zbieranina kilku tytułów, które w sposób naturalny nasuwają mi się na myśl, gdy pada słowo klucz na „E”. Na pewno nie jest on wynikiem moich skrupulatnych studiów zapowiedzi wydawniczych, przesuwanych dat premier, geeklist różnej maści, czy śledzenia aktualności hot i tych mniej hot. Nie grzebałam na BGG, nie ładowałam coraz to nowych stron, nie wchodziłam do galerii wszystkich napotkanych tytułów, nie klikałam gorączkowo w setki linków i nie przecierałam zmęczonych oczu. Ja tego po prostu nie czytuję, nie interesuje mnie to, nie wciąga. Dziwne? Oto moje cztery powody:

  1. Mnie interesują gry. Czy nowe, czy stare, byle dobre. A czy gra wyjdzie na Essen, czy nie – co za różnica? Jeśli wyjdzie na Essen, to większe prawdopodobieństwo, że będzie z pośpiechu niedorobiona. A nawet najfajniejsza gra w końcu kiedyś wyjdzie, więc mi się aż tak nie spieszy.
  2. Jeśli milion gier wychodzi o jednym czasie, to konia z rzędem temu, kto odsieje ziarno od plew i choć promil tego ogra i ogarnie. Manna z nieba jest okey, o ile da się w całości spożytkować, tymczasem człowiek nie wie, za co się brać, czemu dokładniej przyjrzeć, już nie mówiąc o tym, co ewentualnie kupić.
  3. Wyjazd na Essen to też nie dla mnie. Festiwal gier? Święto? Uchowaj Panie! Od hałasu, zgiełku, jarzeniówek i fajerwerków kolorów migrena murowana. Do tego te zachęcające zewsząd reklamy, pudełka i ślinotok na widok zawartości co drugiego z nich w konfrontacji z pustymi kieszeniami polskiego nauczyciela. Dziękuję, postoję, w domu…
  4. Relacje na żywo to loteria. Części nie da się słuchać, gdyż prezentujący mówią łamaną angielszczyzną lub się denerwują. Drżącymi rękami machają nad planszą, powtarzają się niemiłosiernie i zamiast opowiadać ogólnie to wdają się w szczegóły, które na etapie prezentacji są nieistotne. Ja się denerwuję z nimi i zamiast przyjemności mam poczucie skrępowania.

Jak już wywnętrzniłam się, dlaczego Essen zwisa mi i powiewa, mogę ujawnić, z czego się ucieszę jak już wyjdzie:

1.Amerigo – bo Feld. Koniec kropka.

1. Amerigo – bo Feld. Koniec kropka.

2.Tash-Kalar: Arena of Legends – bo Chvatil. Do tego karciany, asymetryczny pojedynek, a ja takowe wprost uwielbiam! Choć akurat klimat parzystokopytnych mięśniaków i bohaterów o sylwetce odwróconej gruszki średnio mnie kręci.

2. Tash-Kalar: Arena of Legends – bo Chvatil. Do tego karciany, asymetryczny pojedynek, a ja takowe wprost uwielbiam! Choć akurat klimat parzystokopytnych mięśniaków i bohaterów o sylwetce odwróconej gruszki średnio mnie kręci. Ale to Chvatil… (a on nawet gry o kupie robi świetne)

Glass Road

3. Glass Road – bo Rosenberg. A on fajny jest i basta. Gospodarka, rzemieślnicy, mniam

Theseus The Dark Orbit – bo jeśli tak dobre jak Robinson, to biorę w ciemno, tym bardziej, że sf

4. Theseus The Dark Orbit – bo jeśli tak dobre jak Robinson, to biorę w ciemno, tym bardziej, że sf

5.Bremerhaven – bo ekonomia kojarząca się z Le Havre, a tyle mi wystarczy by chcieć w to zagrać. Nawet tytuł brzmi ciężko.

5. Bremerhaven – bo ekonomia kojarząca się z Le Havre, a tyle mi wystarczy by chcieć w to zagrać. Nawet tytuł brzmi ciężko.

6.Prosperity – bo Knizia miewa przebłyski geniuszu, bo super okładka – choć martwi mnie krótki czas gry, mózg nie zdąży mi się rozgrzać.

6. Prosperity – bo Knizia miewa przebłyski geniuszu, bo super okładka – choć martwi mnie krótki czas gry, chyba mózg nie zdąży mi się nawet rozgrzać.

A dlaczego top 6, a nie 5 lub 10? Bo dokładnie sześć gier zwróciło moją uwagę i namyślanie się, którą z nich wywalić poza nawias, aby wpasować się w trend podzielności przez 5 byłoby niepotrzebną stratą czasu. Miłego czekania na Essen! :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*