Glass Road to nowa propozycja Uwe Rosenberga. I jak to stary dobry Uwe, będziemy mieli do czynienia z zieloną planszą gracza obfitującą we florę, specjalistami spod szyldu „zawżdy takowoż profesyje takowe bywały”, łańcuszkami produkcyjnymi i od czasu Ory et Labory – też produkcyjnymi kółeczkami.
Element edukacyjny w Glass Road ma upamiętnić 700-letnią tradycję wytwarzania szkła w lasach bawarskich. Gracze rozbudowują swoje interesy niszcząc przy okazji przyrodę. No bo trzeba przecież wyciąć trochę drzewek, aby w piecach zawsze ciepło było, a poza tym dziubać, dłubać i przekopywać w celu pozyskiwania zasobów potrzebnych do rozkwitu szklanego biznesu. A wszystko z pomocą 15 speców…
Rozgrywka składa się z czterech etapów budowania. Każdy z graczy dysponuje identyczną jak koledzy talią specjalistów, z których każdy niesie w darze dwie umiejętności. Na początku każdego etapu każdy gracz wybiera pięciu z owych fachmanów i tutaj fajna rzecz – jeśli jako jedyna wybrałam danego specjalistę, mogę skorzystać z obu jego talentów. Jeśli zaś więcej graczy obstawiło tę samą kartę – tylko z jednej. A co fachmani potrafią? Ano potrafią zbierać przydatne surowce, rozbudowywać krajobraz i wznosić budynki. Czyli, akurat nic nowego. Ale ja to lubię :) Do zdolności specjalistów dochodzą zdolności budynków i mamy mix, z którego musimy stworzyć prężny silniczek.
Jak zapowiadają ludzie-stojący-za-tym-tytułem, nie jest to typowy przedstawiciel Rosenberg placement. Wprowadza bowiem większy niż w innych jego grach element losowości generowany przez decyzje graczy (równoczesny wybór kart), przez co nieco większy nacisk został położony na taktyczną elastyczność naszych poczynań.
Gra też ponoć bardzo ładnie chodzi na 2 osobników płci wszelakiej.
Równoczesny wybór kart był już zastosowany w innej grze Rosenberga – Farmeramie