Gdy kilka lat temu na nowo wezbrała we mnie pasja do planszowania zaczytywałem się na forum o wyjątkowych spotkaniach pod kryptonimem Pionek. Życzliwość, serdeczność i pozytywna energia aż tryskała z tych wątków. Trudno było się oprzeć i we wrześniu 2009 zapadła decyzja – jedziemy na Pionka! Jedziemy, czyli ja i moje Skarby. Skarby, Córka i Syn, ledwo w nastoletni wiek wkraczały… Ale mimo pewnej takiej nieśmiałości, w pełnym zaufaniu do Ojca, zdecydowały się na wyjazd.
Pionek, w tamtym czasie, nie był dla każdego… ostatnie piętro gliwickiego MDK-u to mimo wszystko wyzwanie! Ale przecież nie dla tych, co kilkaset kilometrów przejechali, aby poznać nowości. Nowych ludzi, nowe gry, nowe towarzystwo.
Pierwsze co nas zadziwiło, i do dziś w tym pozytywnym zadziwieniu jesteśmy, to życzliwość buchająca z sali pełnej ludzi i planszówek. Od pierwszych kroków nasza, zagubiona jeszcze nieco, trójka spotkała się z serdecznym zainteresowaniem. Na wejściu, gdzie dostaliśmy nasze pionkowe identyfikatory (dzięki czemu nikt nie miał problemu, by do kogo zagadać – oczywiście po imieniu). Poprzez wypożyczalnię, pełną kolorowych pudeł i coraz to nowych pytań: w co chcecie zagrać? Aż po sale (bo w MDK-u sal kilka było), na których co i rusz ktoś pytał czy pomóc nam w rozpoczęciu rozgrywki w wybrane gry. Od tego czasu regularnie w niemal wszystkich edycjach uczestniczyłem, a w wielu ponownie ze Skarbami.
Minęło już od tego mojego pierwszego Pionka i sześć lat, i naście kolejnych Pionków (bo były i po cztery w roku). Skarby mi dorosły, a i ja nieco się mocniej zaangażowałem w planszówki.
Ale przecież ta rodzinna, ciepła, przyjacielska, serdeczna atmosfera wciąż jest. Teraz podgrzewana gorącymi powitaniami starych znajomych, którzy mimo tych długich międzypionkowych oczekiwań jakby dopiero co powiedzieli Do zobaczenia! Pionek to miejsce, gdzie najpierw się uśmiechasz, potem odczytujesz imię z plakietki (albo wygrzebujesz z pamięci), rozkładacie wspólnie grę (nową czy znaną – nieważne) i możecie się sycić poczuciem planszówkowej wspólnoty. Czasem jako ten przewodnik, co nieco zagubionym nowym przybyszom (jak ja i moje Skarby kilka lat temu). Innym razem ze znajomymi, których do tej pory poprzez internetowe fora czy blogi mogłeś poznać. Ale przecież także z tymi najtęskniej wypatrywanymi starymi znajomymi.
Bo przez niemal 10 lat wokół Pionka wytworzyła się wyjątkowa społeczność. Ludzi, dla których nowoczesne gry planszowe są pasją (dziś czasem także sposobem na życie). Pasją, która odwdzięcza się nie tylko nadzwyczajnymi emocjami podczas rozgrywania tysięcy tytułów gier. A przede wszystkim pasją dającą okazję poznania wyjątkowych, przemiłych ludzi. Ludzi, z którymi zwyczajnie chce się być. I to niekoniecznie (choć pewnie najprzyjemniej) przy planszy. Z Pionków wraca się do domu z nowymi, prawdziwymi (nie wirtualnymi) kolegami i przyjaciółmi.
Przyjedź, zaczerpnij z tej wyjątkowej atmosfery!