Był czas gdy Szymona nie było na świecie, tak samo jak CD nie mówiąc o DVD. W Polsce pojawiały się pierwsze odtwarzacze VHS i Beta. Beta się nie przyjęły – mimo lepszych parametrów – a w miastach zaczęły jak grzyby po deszczu pojawiać się wypożyczalnie filmów i magnetowidów. W tych zamierzchłych czasach królowały filmy akcji – klasy Z – a wśród nich filmy tzw. karate. Wtedy też po raz spotkałem się z tajemniczymi wojownikami Ninja. Każdy z nas, chłopców, jak w starym kawale, chciał być Brucem Lee, a przynajmniej wojownikiem Ninja.
Pewnie zastanawiacie się o co temu Folko chodzi, do czego on zmierza? W sumie do niczego, przypomniały mi się dawne czasy, gdy w ubiegły piątek w naszym klubie pojawił się Al z ogroomną torbą z grami, a wśród nich małym pudełkiem z napisem Ninja versus Ninja. Z wypiekami na twarzy otworzyłem pudełko, a w nim znalazłem…16 figurek wojowników ninja w dwóch kolorach – czarnym i czerwonym. W każdym zestawie oprócz zwykłych rycerzy nocy znajdujemy jednego ninja szarego i jednego mistrza, co nie jest tu istotne.
Gra należy do zbioru pseudo logicznych, a dokładnie logiczno-losowych z większym ukierunkowaniem na ten drugi element. Na prostokątnej planszy podzielonej na trzy obszary: gracza czerwonego, czarnego i teren neutralny pomiędzy nimi, gracze rozstawiają swoich wojowników – oczywiście na swoich obszarach. Starają się wybić – to chyba dobre słowo przy tej tematyce – ninja przeciwnika, lub zdobyć 7 punktów zwycięstwa. Punkty zdobywa się poprzez wyruszanie na misje, czyli w teren przeciwnika. Taka wyprawa niestety nie zawsze się udaje, albo inaczej – udaje się wtedy, gdy wojownik biorący w niej udział wróci szczęśliwie do domu, w ciągu trzech kolejek. Żeby było wszystko jasne, to należy jeszcze wytłumaczyć jak ninja się przemieszczają. Chociaż pochodzą z Japonii, robią to tak samo jak Chińczycy, czy pionki w grze Chińczyk… gracz rzuca dwoma specjalnymi kośćmi o wartości 1-4 – wyglądają jak zwykłe K6 przebite kataną – i przemieszcza w odpowiedni sposób jednego z wojowników o wynik rzutu.
Jak gra sprawuje się w praniu? Trochę lepiej niż Chińczyk ;-) Gracze mają teoretycznie sporo możliwości, mogą powoli przesuwać swoją armię do brzegu terenu neutralnego, mogą robić szybie wypady – by zdobyć punkty, mogą mordować wojowników przeciwnika; ale jak wypadną złe liczby na kościach, to nawet ninja nie ma szans na wygraną. Mimo to polecam grę, mam ją od kilku dni, zagrałem już 5 razy, moje dzieci są zachwycone ślicznymi figurkami. To nic że element losowy może zepsuć zabawę, to nic że pod piękną powłoczką jest słaba mechanika, ważna jest radość i wybijanie ninja przeciwników :D Nie spalić, nie wyrzucić, nie zagrać u kolegi, kupić a potem się zastanawiać co się zrobiło.