Kroniki Stołowe 8/2024
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Agnieszka Rzeczyca

The Thing: Gra planszowa

The Thing: Gra planszowaUwielbiam gry na większą liczbę osób! A jeśli przy okazji dzielimy się jeszcze na drużyny z ukrytymi tożsamościami to o rany! Jedną z takich produkcji jest The Thing: Gra planszowa, która fabularnie i mechanicznie odnosi się do kultowego filmu grozy – The Thing. I to właśnie oddanie klimatu filmu stanowi duży plus tego tytułu. Mamy ludzi, których celem jest opuszczenie bazy, a także obcego, który zaraża innych oraz sabotuje nasze działania. Jeśli ktoś zna film i go lubi, to koniecznie powinien sprawdzić wersję planszową. Chociaż dobrze wspominam czas spędzony przy rozgrywkach w The Thing i odpowiada mi dedukcja, którą gra oferuje, to wciąż mam uczucie, że czegoś mi w tym wszystkim brakuje. Większych emocji? Zaangażowania? The Thing jest jedną z tych gier, gdzie im więcej ludzi, tym lepiej. Więcej niepewności, możliwości zarażenia kogoś, czujnego obserwowania co robią inni i jak kombinują. Gra jest podatna na homerules oraz dodawanie jakiegoś wariantu, bo odczucia graczy z balansu mogą być bardzo różne…
The Thing: gra planszowa

Obecność

ObecnośćNie wychodząc z tematu gier na wiele osób, z motywem obcego i asymilowania ludzi, chętnie polecę Obecność. To asymetryczna gra karciana, w której jeden z graczy wciela się w Obcego, którego zadaniem będzie schwytanie Rozbitków, ukrywających się na różnych lokacjach planety zwanej Artemią. Lokacje są symbolizowane przez karty miejsc. Wszystkie dostępne lokacje są wyłożone na stole, a każdy z Rozbitków ma na ręku kilka z tych kart, które zagrywa w tajemnicy. Co rundę Rozbitkowie udają się do wybranych lokacji, aby wykonać określoną akcję, Obcy zaś co rundę poluje na Rozbitków, blokując niektóre miejsca żetonami. Każde schwytanie rozbitka oznacza postęp na torze asymilacji (i przybliża Obcego do zwycięstwa). Mądre zarządzanie ręką, korzystanie z kart przetrwania i umiejętność przechytrzenia Obcego to klucz do zwycięstwa Rozbitków. Gra ma proste zasady, które stają się zrozumiałe już po 1 rundzie. Gra jest również bardzo dynamiczna i na każdym swoim etapie angażuje wszystkich graczy, co jest niewątpliwie jej atutem! Z uwagi na to, że zagrane przez Rozbitków karty miejsc zostają na stole, aż do momentu ich zebrania za pomocą określonych możliwości, Obcy posiada całkiem spore pole do dedukcji w zakresie tego, które miejsca zablokować za pomocą kart pościgu i na których lokacjach prawdopodobieństwo schwytania chociaż jednej osoby jest największe. Małe pudełko, a dużo zabawy!
Obecność rozgrywka

StegegetS Moomin

StegegetS MoominRozgrywka w grę o muminkach jest kusząca już z samego tylko tematu! W StegegetS Moomin wcielamy się w jednego z wielu dostępnych bohaterów bajki, którym przemierzamy Dolinę Muminków, odwiedzając różne postacie, zbierając dżemiki i inne przetwory, a wszystko po to, by uzbierać ich więcej niż pozostali (i bardziej różnorodne). Gdy wyrzucimy określoną sekwencję wyników na kościach możemy zebrać profit zapewniany przez odwiedzaną postać i ją zakolorować, co oznacza, że kolejni gracze tej korzyści już nie pobiorą. Mechanicznie gra to kolorowanka z rzucaniem kośćmi i kilkoma dozwolonymi przerzutami. Niestety. Bo gra prezentuje się pięknie, jest pełna postaci, które znamy z bajek i które wywołują poczucie sentymentu do czasów dzieciństwa, a jednak nawet moce specjalne wybranego bohatera nie dodają grze jakiejś szczególnej głębi. Bardzo dużo losowości, a przy większej liczbie osób niestety gra promuje graczy rozpoczynających. Niemniej to tytuł na zalewie 30 minut, więc z założenia bardzo lekka produkcja. Na pewno sprawdzi się przy rozgrywkach z dziećmi. Gra wkrótce zostanie wydana również w języku polskim dzięki wydawnictwu Galakta. Przedsprzedaż ruszyła!

StegegetS Moomin rozgrywka

Bonsai

BonsaiBonsai to gra strukturalna, w której zarządzamy kafelkami, pobierając je z rynku, a następnie układając w formę finezyjnych drzewek bonsai, zgodnie z regułami sąsiadowania, z uwzględnieniem zasad punktacji i celów dodatkowych. Urok gry polega nie tylko ma jej wyglądzie, ale również na ograniczonym miejscu na kafelki w magazynie i ograniczonych możliwościach wykładania kafelków. Grę zaczynamy z limitem 5 miejsc w magazynie i możliwością wyłożenia na raz zaledwie 3 (i to dość określonych) płytek. W czasie gry uda nam się (lub nie) indywidualnie modyfikować własne możliwości zarządzania kafelkami. Pozyskamy też indywidualne możliwości punktowania (poza zasadami punktowania obowiązującymi erga omnes). Całość zamyka się z dość sprawnie przebiegającej rozgrywce na ok 40 min. Regrywalność gry opiera się jednak w dużej mierze na losowości – kolejności wychodzenia kart na rynku, a także na celach dodatkowych (gramy z 3 losowymi celami z 5 dostępnych). W Bonsai chętnie zagram ponownie, chociaż mam pewne (niezweryfikowane jeszcze) obawy o schematyczność gry i strategii. Żałuję również, że nie mamy więcej płytek celów, ale spodziewam się, że jest do przestrzeń dla dodatku. Finalnie rozgrywkę oceniam jako przyjemnie angażującą, z rachowaniem/liczeniem opłacalności decyzji i bardzo syntetycznym myśleniem, bo może zabraknąć czasu na długofalową strategię.

 

Bonsai rozgrywka

Aga Satława

Letnie granie z dziećmi

Wakacje to idealny czas, żeby odświeżyć sobie planszówkowe perełki dla dzieci. Dlatego też sierpień minął mi pod znakiem powrotów do gier, które dawno nie pojawiały się na naszym stole, a które cieszą wciąż tak samo, jak za pierwszym razem.

Żółwik PluskŻółwik Plusk!

Prosta, pamięciowa gra wydawnictwa Rebel to tytuł dla młodszych graczy, który jednak nie nudzi też dorosłych. Po pierwsze dlatego, że dzieciaki dużo lepiej radzą sobie często z zapamiętywaniem, gdzie kryją się poszczególne zwierzątka. Po drugie ze względu na ciekawym twist w postaci pstrykania w obszar jeziora, żeby ustalić liczbę kafelków zwierzaków, które będziemy mogli odkryć. Dodajmy do tego uroczą szatę graficzną i mamy przepis na solidną, grywalną planszówkę dla dzieci.

Lama ExpressLama Express

Premiera tej gry miała miejsce 4 lata temu. Od tego czasu rozegrałam w nią bardzo wiele partii, a jednak tytuł ten przeżywa ostatnio pewnego rodzaju renesans w naszym domu. Dlaczego? Ponieważ dopiero niedawno moja prawie 5-letnia pociecha złapała wreszcie o co chodzi z tą rywalizacją pod znakiem “kto pierwszy, ten lepszy” (wcześniej przesuwała pociągi tak, żebym mogła wysiąść… urocze stworzenie :D). To zaś sprawia, że podróże lam dookoła świata stały się jeszcze ciekawsze i dużo bardziej zacięte 🙂

WirusWirus

Od pewnego czasu wprowadzamy naszą pociechę w świat prostych gier, które jednak z zasady nie są zaprojektowane z myślą o dzieciach. Doskonale sprawdzają się na tym polu szybkie karcianki, takie jak klasyka klasyki, czyli Wirus. Co ciekawe w tytuł ten dostajemy zazwyczaj niemiłosierne bęcki od najmłodszego gracza i to bez odpuszczania… Wychodzi na to, że dzieci mają wyższą odporność na wirusy :P

Podróż w czasie

Podróż w czasie Kolejna świetna planszówka dla dzieci, którą w te wakacje odkryliśmy na nowo. W grze tej mamy za zadanie zapamiętać, jaki przedmiot znajduje się w której lokalizacji. Pomóc ma w tym opowiadanie historyjek, w wariancie rozszerzonym związanych z konkretną emocją. Co tu dużo mówić? Gra jest świetną propozycją dla dzieci od około 4 roku życia. Rozwija kreatywność, pomaga popracować nad pamięcią, empatią. Bardzo podoba mi się w niej to, że podczas rozgrywek właściwie zapomina się o rywalizacji. Każdy stara się po prostu przypomnieć sobie, co kryje się na awersie kafelka w tym, czy innym miejscu.

 

Kamari

The Mandalorian: Przygody

Sierpień minął pod znakiem galaktycznych rozgrywek. Nowość od wydawnictwa Rebel to kooperacyjna gra, w której musimy wykonywać misje. Fabuła oparta jest na pierwszym sezonie serialu The Mandalorian dostępnym na platformie Disney+. Jeśli ktoś jest fanem małego Grogu, bez problemu wczuje się w zadania, jakie stawia przed nami księga misji.

W pudełku otrzymujemy 4 mapy, 8 postaci i trochę niespodzianek, które urozmaicą kolejne rozgrywki. Nie będę oczywiście spojlerować, bo to nieładnie psuć innym zabawę. Podstawowe zasady są proste i pierwsza misja pozwala się z nimi zapoznać bez żadnych dodatkowych wytycznych. Potem czeka na odkrycie talia przewodnika oraz dwie koperty, które można otworzyć dopiero wtedy, gdy dostaniemy takie polecenie. Sama nie odkryłam jeszcze wszystkich tajemnic The Mandalorian: Przygody, więc przede mną także (mam nadzieję) pozytywne zaskoczenia.

Star Wars: The Deckbuilding Game

Zostając w galaktycznym klimacie, muszę przypomnieć świetną karciankę w świecie Gwiezdnych wojen. Mowa o Star Wars: The Deckbuilding Game, która już w tytule zapowiada główną mechanikę, która będzie rządziła na stole. Budowanie talii to jedna z moich ulubionych mechanik, uniwersum też jak najbardziej na plus, więc nie mogłam przejść obojętnie obok takiego tytułu.

Ten karciany pojedynek wprowadził w swojej kategorii pewną nowość (przynajmniej dla mnie). Karty znajdujące się na rynku nie są dostępne dla każdego. Mogą należeć do jednej z dwóch frakcji i tylko ona może je zdobyć. Jednak mamy możliwość ich zniszczenia, zanim z rynku trafią do talii wroga. Są także karty neutralne, które może kupić każdy, ale wiadomo, że to na główne postaci czekamy najbardziej, a te mają zdecydowane poglądy i stoją po dobrej lub złej stronie Mocy. Z resztą tor Mocy to kolejny ciekawy pomysł, ponieważ kto ma na nim przewagę, ten może korzystać z dodatkowych profitów z kart, jeśli taka informacja się na nich znajduje.

Powodem, dla którego odświeżyłam sobie ten tytuł, jest zbliżająca się premiera drugiej części. Jeśli nie będzie żadnych opóźnień, to już za miesiąc będziemy mogli cieszyć się nowym pudełkiem Star Wars: The Deckbuilding Game – Clone Wars. Do tej pory walczyliśmy po stronie Rebelii i Imperium, natomiast za niedługo staniemy po stronie Republiki lub Separatystów. Więcej tego samego dobra czy coś nowego? Zobaczymy!

 

Pingwin

Ezra and Nehemiah

O tym kawale porządnego eurasa pisałam już kilka razy na Facebooku, ale pokuszę się o zebranie tego i spojrzenie z perspektywy czasu i kolejnych partii.

Ezra and Nehemiah – iteracja pierwsza

Klimat biblijny wyczuwalny, ale nie nachalny. Aby czerpać radość z rozgrywki znajomość Starego Testamentu jest w zasadzie zbędna. Choć jest wiele odniesień i smaczków, które pozytywnie wpływają na odbiór przez osoby obeznane w temacie.

Pierwsza partia z tłumaczeniem zasad zajęła nam jakieś cztery i pół godziny. A to była tylko partia 2-osobowa.  Ciekawa mechanika – zagrywamy karty i wysyłamy robotników po to, by uzyskać odpowiednią liczbę banerów wskazanego koloru. Im więcej banerów, tym więcej uda nam się zrobić wykonując związaną z tym kolorem akcję.

Gramy w trzech głównych obszarach –
🔴 akcja czerwona to Lewici posługujący w świątyni (budowa świątyni i podtrzymywanie ognia na ołtarzu) co przekłada się na bonusy, PZ-ty oraz postęp na torze świątyni, który z kolei znowu przekłada się na bonusy,
🔵 akcja niebieska to Uczeni w piśmie – położenie robotnika na płytce Tory owocuje stałymi bonusami lub PZ-ami na koniec gry.
⚫️ akcje szare to odbudowa murów Jerozolimy – co daje nam surowce i błogosławieństwa (odgruzowywanie) oraz bonusy i PZ-ty (odbudowa murów i bram)

Każda z tych akcji jest tak skonstruowana, żę im więcej banerów zbierzemy tym więcej ugramy w pojedynczej akcji – w zasadzie mało co się zmarnuje. Oczywiście jeśli wcześniej zagramy z głową ;) Np. mając kilku Lewitów w świątyni banery możemy rozdzielić pomiędzy odbudowę świątyni a składanie ofiar. W akcji niebieskiej możemy położyć tylko jednego Uczonego, ale nadmiar banerów zamieniamy na namioty, które dadzą bonusy. Z kolei nadmiar szarych banerów możemy zamienić na zniżkę w surowcach podczas budowy muru lub bramy.

Im więcej mamy wyłożonych kart, tym więcej banerów będzie widocznych, ale mając tylko trzy sloty trzeba będzie przesłaniać wcześniej zagrane karty, co wymaga dobrego planowania.

Ezra and Nehemiah – iteracja druga

Kolejna partia dwuosobowa to kolejne trzy godziny nad planszą. Testując różne strategie postanowiłam „pójść w Lewitów”, którzy to lewici przyczynili się do mojej sromotnej porażki. Lewitów co prawda karmić nie trzeba, ale jednak wstawienie tam ludzika kosztuje dość dużo chleba, nawet jeśli ma się zniżkę pochodzącą z płytek Tory. Lewici sami z siebie punktów nie dają. Potrzebują zasobów a więc równolegle trzeba odgruzowywać mury miasta. Za to mając dużo lewitów można część z nich wykorzystać jako dodatkowe czerwone bannery. Nie mówię, że balans pomiędzy akcjami jest zachwiany ale wydaje mi się, że lewitami jest po prostu trudniej. Trzeba więcej rzeczy brać pod uwagę. W przeciwieństwie np. do akcji niebieskiej, gdzie umieszczenie Uczonego w Prawie raptem wymaga dodatkowo paru srebrników lub złota. A do tego przestawianie swojego namiotu też daje fajne bonusy. W pierwszej partii skupiłam się głównie na akcjach niebieskich i było mi zdecydowanie łatwiej.

Nie oznacza to jednak, że można Lewitów zignorować. Największa korzyść to podtrzymywanie ognia, bo na torze świątyni są fajne bonusy, a poza tym trzeba uważać, żeby nie narazić się Prorokom ;)
Za to kolejny raz nie szło nam budowanie samej świątyni. Ogień ofiarny zdecydowanie bardziej się opłaca.

Ezra and Nehemiah – iteracja trzecia.

Tym razem próba oparcia swojej strategii na akcjach szarych, czyli budowanie murów Jeruzalem. Rozgrywka pokazała, że daleko się na niej nie zajedzie, jeśli nie będą temu towarzyszyć Lewici i Uczeni w Piśmie. I tak w końcu okazało się, że najbardziej opłaca się inwestować we wszystko  w miarę równomiernie, przechyły na którąkolwiek stronę są raczej niewielkie.

Regrywalność jest duża. Różnorodność płytek Tory, warianty kar i nagród od proroków Zachariasza i Aggeusza, różne zestawy startowe – to wszystko robi bardzo dobrą robotę. Jestem w tej grze zakochana. 

Kącik BGA

I znowu Bonsai ;) Tę genialną kafelkową grę poznałam w wersji online i się zachwyciłam. Open draft, w którym dobieramy karty. Dają nam one różne możliwości  – poprzez dobranie wskazanych kafelków aż do dobrania i dołożenia ich do naszego bonsai – miniaturowego drzewka w doniczce. Tu punktuje wszystko (poza drewnem) – liście, kwiaty, owoce. Punktują też cele – określona liczba owoców tudzież kwiatów na drzewie, liczba sąsiadujących liści czy odpowiedni kształt rośliny. Czasami w pogodni za tymi celami można stracić z oczu to co najważniejsze – rozwój naszego drzewka ;)

Gra jest losowa, bo nie mamy wpływu na to co pojawi się na rynku. Z drugiej strony – na tym właśnie polega taktyka (vs. strategia) – na dopasowywaniu się od zaistniałych warunków. Zrobili to dobrze. Karty wchodzą na rynek od najsłabszej strony – pierwsza karta nie niesie ze sobą żadnych bonusów, a kiedy przesuwa się w prawo (o ile nikt jest nie weźmie) dostaje coraz mocniejsze płytki jako dodatek. Tu powstają dylematy – co brać i kiedy brać. Karty mają znaczenie (pomagają uprawiać drzewo, dają punkty na koniec gry) ale to z płytek budujemy drzewko. Wybory są nieraz trudne. Wspaniała gra!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*