Tegoroczna premiera wydawnictwa Trefl. Gra dla 2-6 graczy na około pół godziny. Wiek 8+. Będzie prezentowana na Essen a BGG mówi, że zostanie wtedy wypuszczona wersja angielsko-niemiecka.
Zasady prezentują się dość interesująco – będzie dużo negatywnej interakcji oraz ustawiania kostek. Za pomocą tychże kostek będziemy zdobywać smoki. Za pomocą tychże kostek będziemy też zbijać kostki innych graczy, którzy położyli swoje kości na smoku/smokach w nadziei ich zdobycia.
Tura gracza poleca zatem na wykonaniu jednej z dwóch akcji: położeniu kostek na wybranym/wybranych kartach smoka LUB zabraniu smoka, na którym leżą kości gracza. Kładąc kości na smoku, na którym już leżą kości innego gracza, zbijamy je (wracają one do właściciela stając się przy tym mocniejsze – każdą z nich podbijamy o jedno oczko). Analogicznie, gdy zdejmujemy własne kości zabierając smoka do swojej księgi musimy te kości osłabić odejmując po jednym oczku. Brzmi całkiem sympatycznie.
Smoki mają swoje umiejętności. Co prawda tylko raz na grę, ale jeśli już jakiś smok stanie się naszą własnością możemy wykorzystać jego efekt np. podbić jedną z naszych kości o jedno oczko, lub nawet podbić wszystkie trzy kostki, odwrócić kostkę na przeciwległą ściankę w dowolnym momencie swojej tury. To również dobrze wróży – kocham dice manipulation.
A jednak w mojej ocenie gra jest słaba. Nudna. Przewidywalna.
Kostkami nie rzucamy. Każdy z graczy otrzymuje ten sam zestaw kostek. O 3, 4 i 5 oczkach. Teoretycznie to dobrze, bo eliminuje losowość rzutu. Praktycznie…. kostki mają zbliżone wartości do siebie (nie można liczyć na dobry / zły rzut), a zdejmując cudze kostki automatycznie dodaję siły przeciwnikowi, co często przekładało się na to, że mógł on mnie znowu wyrzucić. I tak w koło – ja zdejmuję ciebie, ty zdejmujesz mnie, ja zdejmuję ciebie… aż do momentu, gdy się już nie dało więcej podwyższyć kości. I to bez znaczenia, czy graliśmy w 2 czy 4 osoby.
Sporo było też takich rund, gdzie układaliśmy kostki na smokach bez żadnej interakcji, a potem wszyscy ściągaliśmy smoki, a potem znowu układaliśmy kostki….
Przekręcanie kostek po pewnym czasie zaczęło nas wkurzać. Jeśli występuje jako część składowa dice manipulation, to jest to bardzo fajna sprawa. Ale jeśli jest to tylko oznaczenie siły mojego robotnika, która non-stop się zmienia… to łatwiej się to robi na jakiejś osi. Tylko, że oś taką trudno położyć na smoku, więc rozumiem czemu użyto kości. Nie zmienia to faktu, że nie było nam z tym miło…
Gwoździem do trumny okazały się wyniki – bardzo zbliżone pomiędzy osobą, która grała na „odwal się” a osobą, która naprawdę się starała. Oczywiście nie jest to dowód na nic, bo przecież mogło być tak, że gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta, niemniej jednak… jakiś taki niesmak pozostaje.
Zupełnie zatem nie rozumiem pozytywnych ocen na BGG – w moim odczuciu to po prostu nudna i monotonna gra. Nie mam ochoty w nią więcej grać. Choć trzeba przyznać, że przynajmniej jest śliczna.
Grę Księga smoków kupisz w sklepie
Złożoność gry
(3/10):
Oprawa wizualna
(10/10):
Ogólna ocena
(3/10):
Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Da sie grać, ale nie bardzo jest powód, żeby to robić. Nie polecilibyśmy jej nikomu, bo potężne wady przesłaniają kompletnie nieliczne, drobne plusiki, które gdzieś tam próbują się nieśmiało wyłonić. Raczej dla desperatów.