Są momenty (raczej długie) gdy potrzebujemy gier o czasie godzina+. Są takie gdy pragniemy połamać nasz mózg gąszczem zasad, by lepszym zrozumieniem luk w nich zawartych zmiażdzyć nieogarniających przeciwników. A są też chwile, gdy koło kwadransa chcemy pograć coś z poziomu kamień-papier-nożyce na sterydach. I wtedy 7 Złotych Miast czeka na nas w pełnej gotowości.
I. Wykonanie.
Elementy wykonano solidnie i czytelnie. Karty z rodzaju tych, które przy ostrożnym tasowaniu obejdą się bez koszulek, pionki poszukiwaczy mogłyby być większe, ale gra mogłaby wymagać zasłonek gracza.
II. Mechanika
Na start wykładamy pięć kart totemów (nie uzupełniają się), cztery skarbów, oraz planszę świątyni. Każdy otrzymuje tyle samo poszukiwaczy. Następnie gracze po kryjomu wybierają iloma poszukiwaczami zalicytują. W kolejności wyznaczonej przez to ile pionków ,,poświęciliśmy” zbieramy karty skarbów. Ci którzy nie zalicytowali zgarniają poszukiwaczy wysłanych po skarby w poprzednich rundach. Remisy rozstrzyga bliskość pochodni pierwszego gracza. Gracz, który wybierał kartę ostatni zgarnia żagiew.
Na kartach skarbów znajdują się różnorakie symbole od których zależy nasza punktacja na koniec gry. Poza znakami skarbów mamy również czasem możliwość wzięcia totemu (jednorazowa zdolność, część z nich odpala się na koniec gry dając dodatkowe PZ*) lub położenia kamienia na świątyni. Ponieważ gramy póki nie wyczerpie się talia, w każdej kolumnie pozostanie odsłonięte tylko jedno pole punktacji, stanowiące o wartości poszczególnych symboli (nie można zakrywać pól w kolumnie, w których zostało tylko jedno).
III. Finito. Podsumowanie Wojciecha
Gdy czekałem na 7 Złotych Miast spodziewałem się, że będzie to krótka, luźna gry o prostych zasadach. Dostałem to wszystko i jeszcze trochę. Gra trwa 20 minut. Kombinowanie: licytować, czy czekać i zgarnąć pulę z poprzednich rund jest dostatecznie angażujące, by nawet fani większego skomplikowania dobrze się bawili. Dobrze jest mieć dużo poszukiwaczy, ale jeśli będziemy licytować zbyt ostrożnie, nazbieramy zapewne sporo czaszek, lub wartość naszych najliczniejszych symboli zostanie zaniżona. Urzekła mnie również odmienność punktowania poszczególnych kategorii.
Dla graczy, którzy w roli fillera idealnego upatrują Fantastyczne Światy jest to pozycja z gatunku ,,można, nie trzeba”. Ale jeśli należymy do grona fanów Pędzących Żółwi, Kamieni w Kieszenie lub Port Royal to jest to następna pozycja warta naszej uwagi. Podsumowując: biorę na kolonie, zajęcia oraz do mniej nerdowskich znajomych.
P.S. Ponieważ z tekstu można wyciągnąć wniosek, że gra jest odpowiednia dla dzieci, uprzedzam: osoba sumująca punkty musi ogarniać dodawanie liczb dwucyfrowych, pozostali zaś umieć takie liczby porównać. Z tego względu nie dziwi wiek 8+ na pudełku (choć znałem kilku 7latków, którzy daliby radę).
*Punkty Zwycięstwa
Plusy:
+krótka
+prosta
+przyjemna dla wszystkich
Minusy:
-dla niektórych pewnie za prosta
Złożoność gry
(3/10):
Oprawa wizualna
(7/10):
Ogólna ocena
(7/10):
Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Dobry, solidny produkt. Gra może nie wybitnie oryginalna, ale wciąż zapewnia satysfakcjonującą rozgrywkę. Na pewno warto ją przynajmniej wypróbować. Do ulubionych gier jednak nie będzie należała.
