Pierwsza partia w Terrors of London za mną. Zagrałem Lilith przeciwko Fenrisowi. Postanowiłem iść drogą czyszczenia decku z bletek i zakup silnych potworów zapewniających kombosy. Mój przeciwnik tymczasem zainwestował w relikty.
Wynik: wyraźna porażka Lilith. Co prawda z czasem silniczek zaczął się kręcić, ale było już za późno na zniwelowanie przewagi jaką dawały przeciwnikowi relikty. A te zapewniały m.in. obronę, leczenie czy dociąg dodatkowej karty, a także zadawały mi obrażenia równe liczbie posiadanych przez przeciwnika przedmiotów.
Wnioski na gorąco: relikty są zdecydowanie wykokszone*, przez co pozostawienie przeciwnikowi swobody w ich zakupie, skończyć się może szybka i bolesną śmiercią. Specjalne zdolności potworów nadają frakcjom nieco kolorytu, ale na tę chwile nie potrafiłbym jeszcze oprzeć na nich strategii na partię. Wprowadzona do ToL mechanika hordy z grubsza przypomina znane ze Star Realms odpalanie specjalnych zdolności kart jednej frakcji.
Spora liczba słów kluczowych na kartach powodowała, że mimo prostej i dobrze mi znanej mechaniki, dosyć często musiałem zerkać do instrukcji i karty pomocy. Niestety ta pierwsza napisana jest dość lakonicznie i moim zdaniem niewystarczająco tłumaczy niektóre wątpliwości powstałe podczas rozgrywki. Za to grafiki i wykonanie Terrors of London zasługują na moje najwyższe uznanie.
Podsumowując, fani deckbuildingowych naparzanek powinni spróbować. Ludzie, którym nie spodobał się Star Realms lub Hero Realms raczej tu nie znajdą niczego co ich przekona. Ja raczej należę do grupy fanów wspomnianych karcianek, dlatego również w ToL z chęcią wypróbuję pozostałe frakcje i inne strategie.
*EDIT: nic dziwnego, że strategia na relikty wydała mi się wykokszona, skoro nie doczytaliśmy, że można mieć tylko przedmioty na raz ;) (i walcz tu z takim, który zadaje co turę obrażenia za każdy posiadany relikt, a ma ich w sumie 6). Teraz, to tym bardziej muszę zagrać ponownie, żeby zobaczy czy relikty są naprawdę takie dobre :)
Grę Terrors of London kupisz w sklepie