Dziś w ramach ekspresowych wspomnień po ekspresowej rozgrywce w ekspresową grę od Lucrum Games – na tapecie lądują Morskie opowieści. To taki ciut bardziej skomplikowany List miłosny w pirackim wydaniu. Inaczej jednak niż w Liście miłosnym – nie dążymy do eliminacji przeciwnika (bądź posiadania najmocniejszej karty) lecz zbieramy skarby. Nie dobieramy też kart, ale będziemy mieć dwie karty na ręku, które po prostu będą między nami krążyć, innymi słowy będziemy wymieniać się kartami – raz ta, raz inna.
Na początku rundy wszyscy jednocześnie zagrywamy jedną z owych dwóch kart (awersem do dołu, tak by przeciwnicy nie widzieli co zagrałam). Tury będziemy wykonywać w kolejności starszeństwa kart (są one ponumerowane od 0 do 15). A w takiej turze po prostu wykonamy efekt z zagranej karty. Cóż się może stać? Zapewne weźmiemy monetę lub skarb (skarb bierzmy w ciemno i może tam być od 0 do 4 monet) a także zrobimy jakiegoś mniej lub bardziej niemiłego psikusa przeciwnikom. Być może ukradniemy komuś kartę skarbu. Może zamienimy się z kimś kartą (zagraną albo z ręki). Może deaktywujemy komuś zagraną kartę tak, że nie wykona swojej kolejki. Możliwości jest sporo. A gra się kończy zwycięstwem gracza, który na koniec rundy będzie w posiadaniu co najmniej 7 monet. Nie przypomina wam to odrobinę Maskarady?
Zabawna, szybka gra, pełna negatywnej interakcji. Bez tej negatywnej interakcji tej gry by nie było, jest jest całe – nomen omen – morze. A nawet więcej. Jedyny minus, to musicie poznać efekty z kart – przy pierwszej rozgrywce nie jest ona płynna, bo trzeba czytać teksty, żeby wiedzieć w kogo bardziej się opłaca uderzyć.
Co ciekawe – ta gra jest aż do 9 osób! Ale ja grałam w 4 i było całkiem fanie.
Plażing. Parawany w dłoń!
W Morskie opowieści, podobnie jak we wczorajszy No to smacznego!, też zagrałam podczas Aktywnej niedzieli z planszówkami organizowanej przez Fani Gier na Młocinach, więc pozwolę sobie jeszcze wspomnieć, że atmosfera była gorąca bo… tu też zawitał Plażing, a konkretniej odbył się wyjątkowy turniej. Wyjątkowy – bo w tę sprytną, a przecież jeszcze nie wydaną grę. Janusze i Grażyny chwycili za parawany by zapanować nad najlepszym fragmentem polskiej plaży. Ale myliłby się ten, kto oczekiwałby sielankowego pasjansa. Janusze i Grażyny w niczym tak bardzo nie gustują jak w wydzieraniu sobie najlepszych miejsc. Mój parawan = moje królestwo. Gra pełna jest negatywnej interakcji (nie – nie ma w niej psucia cudzego układu, ale jest przejmowanie kontroli nad fragmentem plaży, o który walczymy poprzez umiejętne dostawianie parawanów, kocyków i gratów) oraz logicznego myślenia. A przy tym wszystkim trzeba sobie zaplanować jeszcze czas na zbieranie muszelek, bursztynów i kamyków a także przewidzieć nagłe zmiany wiatrów i innych niespodzianek, utrudniających zdobywanie cennych centymetrów piaszczystej przestrzeni.
Wszystkim z serca polecamy Plażing. Co najmniej połowa redakcji ustawiała już z zapałem te parawany nad Bałtykiem i bardzo nam się gra podoba. A ponieważ wciąż trwa kampania na wspieram.to – jeśli lubisz strategię (w klimacie tetrisa) z negatywną interakcją, możesz brać w ciemno!
A tak wygląda Plażing w obiektywie: