Home | Krótko o grach - topki, zestawienia, podsumowania | Cotygodnik | Cotygodnik Redakcyjny GF nr 7/18, którego mogłoby nie być, ale…

Cotygodnik Redakcyjny GF nr 7/18, którego mogłoby nie być, ale…
Ten tekst przeczytasz w 2 minut

 

… starożytni bogowie zechcieli by był i tak oto zaistniał skąpany światłem błękitnego księżyca jako znak nadchodzącego czasu…

 

Kashya

Ostatni tydzień minął mi na obronie świata przed pradawnymi istotami oraz odbudowie starożytnego miasta. Co oznacza, że na stole pojawiło się Blue Moon City oraz Znak Starszych Bogów.

Na pierwszy ogień poszedł Znak Starszych Bogów –  gra kooperacyjna, w której staramy się zatrzymać Wielkich Przedwiecznych, a właściwie jednego, wybranego z 8 możliwych, przed wdarciem się do naszego świata. Jeśli chcemy to osiągnąć musimy wykonywać trudne i niebezpieczne zadania (co sprowadza się do rzutu kośćmi i zebrania wskazanych na karcie symboli), czasem dostaniemy za nie w nagrodę żetony Znaku Starszych Bogów. To za ich pomocą możemy zamknąć bramę między światami, przez którą powoli acz nieubłaganie przesączają się pradawne istoty gotowe nieść śmierć i pożogę. Jeśli nam się to nie uda pozostaje jeszcze ostatnia deska ratunku, pokonanie Przedwiecznego w bezpośredniej walce.

Lovecraft, mitologia Cthulhu oraz Wielcy Przedwieczni, to dla mnie zawsze temat pociągający i chętnie odkrywany na nowo w grach planszowych. Czasem twórcom udaje się stworzyć coś naprawdę udanego i wciągającego. Według mnie tak jest w przypadku Znaku Starszych Bogów. Kośćmi turlało się naprawdę przyjemnie, określanie rund za pomocą zegara wprowadza poczucie uciekającego czasu, faktycznie czuć presję i lekki klimat grozy. Co prawda po kilku rozgrywkach, gdy już nauczymy się mechanik i zrozumiem jak opłaca się grać, Znak Starszych Bogów staje się trochę zbyt łatwy, zawsze jednak można utrudnić sobie rozgrywkę wprowadzając dodatkowe, “domowe” zasady. Świetna oprawa graficzna i mnogość postaci do wyboru, sprawiły, że chętnie rozgrywaliśmy po kilka partii dziennie, chcąc sprawdzi różne kombinacje bohaterów i potworów.

Druga gra – Blue Moon City autorstwa Reinera Knizii wpadła mi w oko już jakiś czas temu i w końcu udało mi się do niej zasiąść. Naszym zadaniem jest przywrócenie świetności zrujnowanemu Miastu Błękitnego Księżyca. Poruszamy się po kafelkach – planach rekonstruowanego miasta i za pomocą wielokolorowych kart przedstawiających rasy świata Blue Moon dorzucamy swoją cegiełkę do odbudowy. W zamian za to otrzymujemy kryształy, a czasem także smocze łuski (jeśli udało nam się przyzwać smoka na świadka naszych wspaniałych uczynków), te z kolei wymieniamy na punkty.

Blue Moon City to bardzo sympatyczna, raczej lekka gra, z łatwymi do zrozumienia zasadami, która jednocześnie nie jest banalna. Bardzo spodobało nam się to, że oferuje kilka strategii, dzięki temu nie nudzi się. Będzie często wracała na stół, zwłaszcza gdy najdzie nas ochota na coś w miarę krótkiego, nieprzekombinowanego, z fajną mechaniką i przyjemną rozgrywką.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*