Nowość tak gorąca, że już została wydana po polsku przez wydawnictwo G3. Tytuł trudny do wymówienia, tematyka (dla większości) mało zachęcająca, autor Peter Wichmann nie miał, jak na razie, na swoim koncie żadnego hitu (a nawet zaryzykowałabym stwierdzenie, iż nie zdarzyła mu się jeszcze dobra gra) oraz sugestia abstrakcyjnej rozgrywki, nie stanowią wielkiej zachęty do zakupu. Tymczasem „numerki” stały się u mnie hitem na kilkanaście wieczorów.
Zasady tego tytułu są banalnie proste. Na początku każdej rundy jeden z graczy dobiera wierzchnią kartę ze stosu do dobierania i głośno mówi pozostałym uczestnikom, jaką cyfrę przedstawia dobrana karta. Każdy dobiera kafelek z właśnie ogłoszoną cyfrą z pudełka. Teraz wszyscy gracze jednocześnie zastanawiają się w jaki sposób umieścić dobrany kafelek w swojej konstrukcji. Kafelki można dowolnie obracać, choć naturalnie strona z cyfrą będzie na wierzchu.
Kolejne kafelki należy dokładać w taki sposób, aby co najmniej jedna strona danego kwadratu stykała się z kafelkiem umieszczonym wcześniej. Jednakże najciekawiej robi się wtedy, gdy rozpoczynamy budowanie kolejnych poziomów. Od poziomu 1 wzwyż kafelek musi znajdować się całą powierzchnią na kafelkach ułożonych wcześniej na niższym poziomie. Ponadto nowy kafelek obowiązkowo kładziemy na co najmniej 2 kafelkach niższego poziomu. Nie ma tak łatwo – „grubsza” cyfra nie pochłonie „chudszej”.
Po 20 rundach możemy przejść do interesującego podliczania punktów. W tym celu zdejmujemy pojedynczo kafelki, rozpoczynając od tych znajdujących się najwyżej, dodając do siebie zdobyte za nie punkty. Cyfra z kafelka jest mnożona przez poziom, na którym była, czyli poziom 0 nie przyniesie nam żadnych punktów.
Co jest takiego fajnego w dobieraniu oraz dokładaniu cyferek? Oprócz tak oczywistych zalet jak prostota zasad, krótki czas rozgrywki, brak downtime’u (tury graczy odbywają się równolegle) czy świetna wypraska, skracająca set up do około 3 minut, to cała frajda tkwi w mechanice, zapewniającej nam wiele ekscytujących partii. Z jednej strony sprawdzimy nasze umiejętności planowania przestrzennego, podczas gdy z drugiej strony doprowadzimy swoje szare komórki do wrzenia, kiedy będziemy starali się uzyskać jak najwięcej punktów.
Chociaż jest to gra logiczna nie brakuje w niej emocji. Oczekiwanie (z delikatną nutą ryzyka) na właściwy kafelek nie tylko wywoła u nas przyjemną nerwowość, lecz także podgrzej atmosferę rywalizacji. Jeśli będziecie grali w odpowiednim gronie, to odpowiedni balans między szybkością układania a dobrze punktowanym ruchem jest niezłym planem prowadzącym do zwycięstwa.
I najważniejsze! Nmbr 9 zalicza się do tych gier abstrakcyjnych, które świetnie śmigają na więcej niż 2 osoby, a nie jest to częsty przypadek. Powiem więcej – partie w pełnym składzie zaliczam do najbardziej udanych. Nie wiem, czy po pewnym czasie nie wkradnie się pewna schematyczność rozgrywki (mam już ogranych kilka optymalnych ruchów), ale jak na razie jest to dla mnie obligatoryjny zakup dla każdego miłośnika logicznych zmagań.



Też nie sądziłem, że może być tyle emocji przy grze logicznej :)
Jasne, że pewne układy są sprzyjające, ale jednak każda rozgrywka jest inna – losowanie 20 kart gwarantuje regrywalność.
Gra jest świetna w każdym składzie, przecież nawet samemu można iść „na rekord” :)
Przy okazji – mój nastoletni syn wykręcił 108. Kto da więcej? :)