Jakoś minąłem się z grą Amun-Re w jej planszówkowej postaci. A przecież Dr. Knizia to jeden z moich ulubionych autorów. Wiedząc o zapowiedzianej nowej wersji karcianej nie mogłem sobie odmówić.
Dla miłośników gier Dobrego Doktora jest tu sporo nawiązań czy też elementów charakterystycznych dla jego najlepszych gier. Licytujemy 3 razy po 3 karty prowincji (co ma odpowiadać trzem erom rozwoju Egiptu), aby zdobyć jak najwięcej piramid (które potem jeszcze dokładamy za ofiarność świątyni albo płacąc żywą gotówką). Karty posiadają także określoną żyzność. Pola uprawne dadzą dochód, jeśli wspólna ofiara graczy dla egipskich bogów spowoduje obfite wylewy Nilu. Przy słabych staraniach o przychylność świątyni więcej zarobimy na karawanach. A ostatnim elementem widocznym na niektórych kartach są symbole ankh dające nie tylko pierwszeństwo w rundzie, ale przede wszystkim przewagę w remisach.
Początek gry jest dla każdego gracza taki sam. Musimy z talii pieniędzy (0-8 talentów) wybrać karty o wartości 14, przy czym karta 0 zawsze jest w naszej dyspozycji. W kolejnych rundach wartość naszej sakiewki zależy od tego ile sobie zostawimy złota po wydatkach na piramidy. Ciekawym pomysłem jest możliwość przeanalizowania kart, które wybrali nasi poprzednicy.
Teraz odkrywamy tyle kart ilu graczy uczestniczy w rozgrywce i każdy zagrywa jedną kartę złota na wybraną, pożądaną prowincję. Kolejny gracz może przebić ofertę (nasza karta wraca na rękę) i tak się to buja, aż każdy wybierze, pogodzi się z zaoferowaną prowincją. Oczywiście ostatni gracz zagrywa kartę o wartości 0, jeśli poddał się rezygnacji albo ma plan na kolejne rundy. Co warte podkreślenia taka licytacja działa także na dwie osoby!
Po trzech licytacjach gracze przygotowują ofiarę dla świątyni. Najbardziej szczodry dostanie trzy żetony piramid, którymi uzupełni te nadrukowane na kartach prowincji. I to jeden z czynników decydujących o nieszarżowaniu podczas licytacji.
Zależnie od zaangażowania graczy pola i karawany przynoszą dochód, który sumujemy ze złotem pozostałym jeszcze na ręce. Teraz możemy zainwestować w kolejne piramidy, pamiętając jednak, że warto zachować nieco złota na następne licytacje.
I punktowanie! Piramidy w prowincji z najmniejszą ich liczbą dają nam punkty (typowe dla Knizii wymuszenie równomiernego inwestowania), do tego bonus za symbole ankh i kara za ich najmniejszą liczbę.
W kolejnych dwóch rundach powtarzamy czynności. Warto podkreślić, że nowe karty zasłaniają te starsze (widoczne będą wyłącznie piramidy).
Czytelność zasad, niebanalne decyzje, emocje licytacji, czyli wszystko to co cenię w najlepszych grach Knizii. Cieszę się, że Amun-Re wpadło w ręce me…
To kilka pytań:
Jak się skaluje? Klasyczny Amun to gra dla 5 graczy jednak. Przy mniejszej liczbie usuwa się część prowincji, co potrafi dokopać przy losowaniu celów do realizacji.
Tu zrezygnowano z celów i położenia east-side/west-side story (of Egypt). :) Dodatkowo wyleciały karty specjalne. No i kradzież z tacy. :D
Tu gra skaluje się tylko liczbą prowincji do licytacji, co oznacza, że w 2 graczy wchodzi więcej na tacę niż w 5. Stąd pytanie o skalowanie. :)
[…]czyli wszystko to co cenię w najlepszych grach Knizii. Cieszę się, że Amun-Re wpadło w ręce me…[…]
Amun-Re to chyba jednak chłop. Więc wpadł w ręce. ;P
Miało być kilka, więc:
Ile trwa średnio partia?
Jaki jest rozrzut punktowy na końcu?
I… czy dobieranie kart tak żeby sumowały się do uciułanej sumki nie jest zwyczajnie upierdliwe?
Jak to w Essen Expresie nie ma czasu na pełną analizę, stąd pewne skróty – liczę na zrozumienie.
Skalowanie polega na dobraniu liczby prowincji. Licytujemy w każdej rundzie trzy razy po tyle prowincji ilu graczy. We dwójkę będzie to po 6, a w piątkę wszystkie 15.
Trudno mi średnią wyciągać z mniej niż 5 rozgrywek ;), ale grało się bez poczucia zamulania. Chyba można szacować 12 min na gracza, z tendencją do krótszego czasu przy większej liczbie osób. (ok. 25 min. na dwójkę, mniej niż godzinę w pełnym składzie – a ja jeszcze zasady objaśniałem!)
W piątkę wyniki były od 12 do 18 o ile pamiętam.
Punktują głównie piramidy (plus drobne punkty za dużo pól, pierwszego gracza) stąd nie wiem o co chodzi z ostatnim pytaniem – zaznaczam, że w planszową wersję nie grałem…
Po każdej z trzech er/epok mamy na torze zaznaczoną kwotę jakiej możemy użyć w kolejnej.
Potem dobieramy tyle i takie karty pieniędzy, żeby ich suma była równa wartości na torze.
I tu pytanie – czy taka algebra (niesymultaniczna przecież) nie jest upierdliwa? :)
A!!! o to chodzi :)
Nie, nie jest to uciążliwe. To chwila na ogarnięcie, które karty dają sumę i jak się odnieść do wcześniejszych wyborów. Pójść w mniej, ale wysokich nominałów, czy dobrać drobnymi, żeby jeszcze na świątynie i piramidy coś zostało.
No, przecież jakieś decyzje muszą być ;)