Jedna z ciekawszych gier tegorocznego Essen, przynajmniej jeśli chodzi o tematykę i wykonanie. W zasadzie to abstrakcyjna logiczna gra ubrana w piękne drzewka pnące się ku słońcu. W pewnym sensie również prosta gra ekonomiczna, gdyż dysponujemy tyko jedną walutą – punktami światła. Waluta ta pozwala na zakup nasion i drzew, które to nasiona rozsiewamy a na drzewach dokonujemy upgrade’u – oczywiście również płacąc tymi punktami. A podrośnięte drzewa będą nam ową walutę generować (o ile dobrze rozmieścimy je na planszy). Samo światło oczywiście celem nie jest – celem jest wyhodowanie dużych drzew, czyli tych najwyższego poziomu, i zamiana ich na punkty zwycięstwa – kto pierwszy ten lepszy, ten więcej PZ otrzyma.
Brzmi dość prosto, ale jest tu pewien sprytny mechanizm. Otóż każda runda (a gramy ich w sumie 18, albo nawet 24 jeśli ktoś ma życzenie) rozpoczyna się fazą fotosyntezy – nasze drzewa produkują punkty światła (czyli ową walutę). Jednak nie wszystkie. Słońce krąży dookoła heksagonalnej planszy (6 rund to jeden cały obrót) a co za tym idzie promienie słoneczne padają na nasz las z różnych kierunków i niektóre drzewa będą rzucały cień na inne. Im większe drzewo, tym dłuższy cień (np. drzewo ostatniego poziomu „przykrywa” aż trzy pola w linii prostej i żadne drzewko na takim polu nie otrzyma światła). Jednak mniejsze drzewo nie jest w stanie zabrać słońca większemu, a więc nawet jeśli drzewko średnie rośnie bezpośrednio za drzewkiem małym (mając na myśli kierunek padania promieni słonecznych w danej rundzie) to i tak słońca będzie miało pod dostatkiem.
Photosynthesis to zatem nie tylko przeliczanie co się bardziej opłaca zasadzić i jak to przerobić na punkty, to przede wszystkim myślenie wprzód – gdzie za chwilę będzie słońce, czy drzewo, które rośnie obok zasłoni mi cenne promienie, czy zdążę podrosnąć aby się wychylić zza sąsiada itd. Do tego mamy ograniczenie do jednej akcji na dane drzewo (a więc np. nie można od razu „przerobić” małego drzewka na duże w trakcie jednej tury, nawet jeśli się ma za co). Złe rozplanowanie wzrostu drzew w czasie skutkuje mierną liczbą zyskanych punktów światła a tym samym podcina skrzydła w dalszym rozrastaniu się i planowaniu, bo kołderka świetlno-punktowa jest naprawdę kusa.
Na razie jestem po partii dwuosobowej, więc na planszy było dość luźno. Niemniej, nawet przy dwóch graczach dało się boleśnie odczuć rzucanie cienia ;). Bardzo podoba mi się konieczność brania pod uwagę położenia słońca w następnych rundach – to taki nietrywialny mechanizm. I już się nie mogę doczekać partii we czworo, choć obawiam się, że będzie to niezła rozkmina i może pojawić się downtime – tym bardziej, że nie ma typowej negatywnej interakcji, nikt nikomu nic nie psuje, a tylko rośnie i zasłania słońce :) Tak czy owak, w trakcie tur innych graczy nie mamy wiele do roboty, tylko czekamy grzecznie na swoją kolej ewentualnie planując dalsze posunięcia.
A sama gra jest zrobiona z rozmachem. Ja chyba jestem coraz bardziej czuła na piękne i oryginalne elementy – a do tych aż się oczy świecą.