Pulsar 2849, czyli gra, której nazwy i tak nikt nie zapamięta i będzie mówił o niej Pulsar Cośtam Cośtam.
Wrażenia z pudełka i instrukcji
Pulsar to gra o lataniu jednym stateczkiem po kosmosie, odkrywaniu planet, zajmowaniu tytułowych pulsarów i budowaniu w nich takich okrągłych obracających się wihajstrów zwanych gyrodyne, które zbierają z nich energię.
Muszę powiedzieć, że zawartość pudełka zaskoczyła mnie na plus. Jakoś po wstępnych informacja i nieprzesadnej cenie spodziewałem się czegoś skromniejszego, przynajmniej jeśli chodzi o liczbę elementów. Tymczasem Pulsar zawiera naprawdę tonę tektury. Z kolei mój uśmiech spowodowało rozpoznawanie elementów plastikowych w grze, z których każdy już gdzieś widziałem: stateczki w Galaxy Truckerze, kropelkę w Adrenalinie…
Ok, trudno tu mówić o pięknych grafikach, bo oprawa wszystkich w zasadzie elementów jest bardzo „kosmiczna”, czyli stalowo-fioletowo-biała, a w dodatku wyraźnie widać, że postawiono na prezentację aspektów mechanicznych, a nie ozdobnych. Stąd wszędzie mnóstwo narysowanych kostek, strzałek i cyferek, a niewiele ilustracji czysto estetycznych.
Zasady podczas lektury sprawiają wrażenie mocno abstrakcyjnych. Muszę powiedzieć, że na sucho nie zrobiły na mnie zbyt dobrego wrażenia, miałem odczucie komplikowania prostych rzeczy i to oderwanego nieco od tematu. Dodatkowo mogą wzbudzić lekkie przerażenie dla osób matematycznie niechętnych, bo na dzień dobry każą nam liczyć mediany i takie tam. Na szczęście jest to produkt Czech Games Edition, zatem instrukcja jest bardzo precyzyjna i nie pozostawia żadnych niedomówień (choć nie ma w niej znanego z wielu wcześniejszych produkcji humoru).
Pulsar mechanicznie to draft kości, a następnie wykorzystywanie ich do aktywowania akcji (w większości nieblokujące, więc nie użyłbym tu określenia dice placement).
Obiecująco wygląda kwestia regrywalności, bo przy setupie jest mnóstwo elementów i planszetek, które losuje się, układa tę czy tamtą stroną, rozmieszcza przypadkowo na planszy i tak dalej. Każda partia powinna mieć inne dostępne bonusy i akcje.
Odczucia po pierwszej partii
Obawiałem się trochę tej gry. Abstrakcji zasad, mało ciekawego, bardzo mechanicznie przedstawionego tematu. Niepokoiło mnie też to, że z szybkich wyliczeń wychodziło 16 akcji gracza na całą rozgrywkę (plus bonusy), a nie lubię zbytnio gier, które kończą się zanim zdążę coś konkretnego w nich zdziałać.
Rozgrywka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Zasady szybko wskoczyły na swoje miejsce. Ikonografii jest sporo i trzeba oswoić się z tym, że na planszy mamy ponad dwadzieścia niestandardowych efektów możliwych do aktywacji (choć na szczęście odblokowywanych stopniowo podczas partii), zmiennych z partii na partię. Za pierwszym razem jest trochę zerkania do objaśnień poszczególnych technologii czy projektów, ale same reguły nie sprawiały żadnych problemów. Ku zaskoczeniu udało mi się całkiem sporo zdziałać i w zasadzie zrealizowałem swój plan (który jednak zakładał zupełne odpuszczenie pewnych rejonów rozwoju). Wydaje się, że w grze da się zastosować różne strategie, ale trzeba podjąć decyzje, na czym się koncentrować, zamiast próbować po trochu wszystkiego. Oczywiście to spostrzeżenia po jednej partii – więcej we właściwej recenzji, która powstanie po kolejnych rozgrywkach.
Natomiast klimatu jest w niej tyle, co w kosmicznej pustce. Nawet wspomniane technologie i projekty nie mają nazw ani obrazków, jedynie działanie. Zatem większość osób odbierze Pulsara jako pozycję bardzo suchą (tu wstaw obowiązkowy słaby żart z nazwiskiem projektanta).
PS. Pozytywnym odczuciom na pewno nie przeszkodziło też to, że wygrałem. Jednym punktem przy wynikach rzędu 150.
PPS. Przygotujcie duży stół.
Grę Pulsar 2849 kupisz w sklepie