Home | Krótko o grach - topki, zestawienia, podsumowania | Cotygodnik | Cotygodnik Redakcyjny GF nr 37/17, w którym shōgun z Darwinem popijają niezłe ziółka

Cotygodnik Redakcyjny GF nr 37/17, w którym shōgun z Darwinem popijają niezłe ziółka
Ten tekst przeczytasz w 3 minut

Jak efektywnie pić Ziółka? Czy Szogun zawsze wygrywa? Dokąd zaprowadzi nas Ewolucja? To wszystko w naszym Cotygodniku. Zapraszamy.

Pingwin

Ziółka, pij ziółka, to jest lepsze niż pigułka… ;) (to oczywiście kabaret OT.TO). No tak, mam wenę na ziółka, zostałam przyłapana na gorącym uczynku. Dość nietypowo, bo jakoś nikt ze mną nie chce tych ziółek pić grać, więc cóż, pozostaje mi zakrapiana samotność, czyli tryb solo. Generalnie nie lubię trybów solo, ale ten akurat taki zły nie jest. W Ziółkach chodzi generalnie o to, że jedna kartę kładziemy na środek, a drugą przed sobą (albo odwrotnie) – w każdym razie jedna z nich musi trafić tu, a druga tam. A decyzję podejmujemy wtedy, gdy kartę pociągniemy – czyli tak naprawdę przy pierwszej karcie. Przed tem możemy jednak jakieś ziółka przesadzić (fakultatywnie) czyli zebrać wybrane karty ze środka i sprzed siebie, i wrzucić w nasze wazony / doniczki / skrzynki czyli umieścić (bardzo konkretne, wymagane przez daną kartę zestawy) ziółka pod jedną z czterech kart. Ale uwaga – kiedy już umieścisz coś np. w szklanym wazonie, to nic już tam nie dołożysz aż do końca gry, czyli przesadzanie ziółek wykonujemy tylko cztery razy podczas całej rozgrywki. I w sumie tryb solo jest do tego podobny z  dokładnością do jeszcze jednej karty w rundzie, która ląduje na discardzie. Taka lekka gra, delikatny fillerek, całkiem miło spędzone 20 minut.

W tym tygodniu grałam jeszcze w Ewolucję Egmontu. Już wkrótce znajdziecie ją na sklepowych półkach i powiem, że … warto będzie wydać na nią parę groszy. To reimplementacja Ewolucji, którą wcześniej u nas wydawało G3, ale ma lekko (hmm, może nawet nie tak lekko) poprawione zasady, które czynią tę grę co najmniej wartą zainteresowania. Ja Ewolucję zawsze lubiłam, choć niezmiernie denerwowało mnie kilka aspektów, m.in. to, że możesz wspaniale rozwijać się przez całą grę, a na koniec przyjdzie wielkie bum albo ktoś dobrze odrobi pracę domową przygotowując się i zjadając ci najlepsze zwierzątko i z lidera stajesz się popychadłem. Nie, nie z lidera, w zasadzie w tamtej implementacji lider zwykle miał się dobrze (chyba, że wszyscy się na niego rzucili). Ale jednak można było stracić wszystko. W tej Ewolucji po pierwsze gromadzimy punkty przez całą grę (to jest to wszystko co nasze zwierzęta zdołają zjeść). Po drugie – kiedy ktoś nas zjada, to redukuje nam populację (np. z 4 zwierząt w populacji danego gatunku robi nam się 3) a nie zjada cały gatunek. I to są te główne różnice, które bardzo korzystnie wpływają na grę.

Daria Chibner

W tym tygodniu grało się mało, ale za to zawsze zwycięsko! Kolor żółty jest skazany na sukces:)

Shogun

Klasyk nad klasykami. Przez pewien czas miał status białego kruka, ponieważ nie można było liczyć na dodruk. Na szczęście teraz już każdy może cieszyć się swoim własnym egzemplarzem w zaciszu domowym i wcielić się w rolę nieustraszonego daimyo. Co do samej gry to opiera się ona na planowaniu swoich akcji, walce z innymi graczami za pomocą wrzucania kostek do wieży oraz na stawianiu prestiżowych budynków (o których większość zazwyczaj zapomina – przynajmniej w mojej grupie:). Wieża dostarcza naprawdę mnóstwo emocji! Nadal należy ona do moich ulubionych elementów losowych w grach bez prądu. Nawet realia historyczne zostały nieźle odwzorowane, kiedy niespodziewanie wypadają z wieży dodatkowe „posiłki” przeciwnika i rozbijają w proch twoją wielką armię. A ile jest radości, gdy potęga kostek łamie się pod naporem jednego, zielonego chłopa. I najważniejszy aspekt – zawsze wygrywam :):):)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*