Kieszonkowiec – język angielski [Współpraca reklamowa z EDGARD] Wydawca nie ma wpływu na treść recenzji
Ten tekst przeczytasz w 3 minut

O serii Kieszonkowiec pisała już na naszych łamach Joasia w niedawnym tekście o częściach serii traktujących o matematyce i logice. Ja dziś przedstawię Wam te, które uczą nas języka angielskiego. A dokładniej – trzy części. Bo tych o języku królowej Elżbiety jest jeszcze kilka, ale nie miałam okazji ich sprawdzić.

Wszystkie części serii wyglądają w sumie tak samo. Małe poręczne, choć niezbyt trwałe, pudełko mieszczące w środku tylko talię kart i instrukcję, także zapisaną na karcie. Części z języka angielskiego, które do mnie trafiły, to 2 części quizowe pozbawione jakichkolwiek zasad i jedna, której karty można wykorzystać do gry na 4 sposoby. Ta część jest dodatkowo wzbogacona o słowniczek.  Quizy są doskonałą ściągawką z idiomów angielskich i zwrotów konwersacyjnych. Ambitni (i starsi) uczniowie mogą wpierw na kolorowych kartach przyswoić sobie współczesne zwroty angielskie, a następnie wzajemnie się z nich przepytywać. Żadna to jednak gra, a jedynie przyjemna forma nauki.

Skoncentrujmy się zatem na tym, co bardziej grę przypomina. Z częścią Let’s talk! sprawa ma się już całkiem inaczej niż z quizopodobnymi (bo nawet quiz powinien mieć jakieś zasady) poprzedniczkami. Chociaż słowo „całkiem” nie do końca tu pasuje, jeśli spojrzymy na Kieszonkowce opisywane już przez Asię. Obowiązują tu bowiem te same zasady, które obowiązywały w konfrontacji z matematyką – czyli możemy kartami z angielskimi dialogami zagrać w Piotrusia, Memory, Karuzelę i nieszczęsnego Klapka. Nie mam jednak pojęcia, jak Asia dała radę zagrać w tę wariację na temat Jungle Speeda; opis zasad tego wariantu przerósł moje zdolności poznawcze. Najpierw pomyślałam, że tylko na sucho nie potrafię tego ogarnąć i spróbowaliśmy jednak z dzieciakami zagrać. Ale po kilku podejściach skapitulowałam. Jest to kolejny przykład, gdy autorzy uważają, że prosta gra wytłumaczy się sama. No więc – NIE wytłumaczy. Być może umysł Asi pracuje na innych falach, a być może potrafiła dopowiedzieć sobie luki w objaśnieniach. Jeśli tak, to dar ten – jak widać – nie wszystkim został dany. I dobrze by było, aby autorzy PROSTYCH gier o tym pamiętali.

Dzieciom natomiast zdecydowanie najbardziej spodobały się zasady Karuzeli, które – żeby było jasne – także obfitują w niedomówienia! W tym jednak wypadku ustalenie sensownych reguł było do zrobienia i już wkrótce uczniowie zagrywali się w tworzenie mini dialogów w języku angielskim. Dla ułatwienia prawidłowe pary (tworzące jeden mini dialog) są w tych samych kolorach, ale żeby nie było za łatwo – kilka par jest oznaczonych tym samym kolorem. Ale, żeby z kolei nie było zbyt kolorowo, w wykonaniu zabrakło konsekwencji co do odcieni i jednak niektóre pary są i tak natychmiast rozpoznawalne. Zonk!

Podsumowując, seria Kieszonkowiec to fajne narzędzie do przyjemnej nauki, ale jako gry karciane – wypada bardzo blado. Nie uważam, aby zaimplementowanie tradycyjnych gier pokroju Piotrusia czy Memory do coraz to nowych talii kart było wielką sztuką. Przy okazji jeszcze źle opisując zasady. Jeśli lubicie naukę języka angielskiego, to na pewno warto zainwestować w Kieszonkowce. Ale nie spodziewajcie się, że będzie to część Waszego planszówkowego wieczoru. (Za przykładem Asi rezygnuję z tradycyjnej oceny liczbowej).

 

PODSUMOWANIE

+ poręczne i kompaktowe wykonanie

+++ uczy języka angielskiego…

– … na bazie banalnych gier dla dzieci

– dodatkowo marnie opisanych w instrukcji

– i wygląda „tak sobie”



Grę Kieszonkowiec kupisz w sklepie


 

Dziękujemy firmie EDGARD za przekazanie gry do recenzji.


 

One comment

  1. Pingwin

    bo ja mam smykałkę do tworzenia home rules ;)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*