Tomcio i wiosenne porządki [Współpraca reklamowa z Egmont] Wydawca nie ma wpływu na treść recenzji
Ten tekst przeczytasz w 2 minut

Dawno nie zdarzyło się, abym trzymała w swoich rękach grę dla aż tak małego odbiorcy. Tomcio, który tak grzecznie robi porządki w całym domu (!) jest przeznaczony dla najmniejszych graczy, od 3 lat wzwyż. Aczkolwiek to „wzwyż” kończy się gdzieś w okolicach 7 lat maks.

Gra jest bardzo kolorowa i bardzo dobrze wykonana. Plansze pomieszczeń i żetony przedmiotów, które trzeba uporządkować, są bardzo grube i po prostu śliczne. Komponenty uzupełnia tylko jeszcze kostka z kolorami na ściankach (odpowiadają kolorom pomieszczeń) oraz kilka drewnianych dysków służących za miernik punktów.

Gra może być bardziej lub mniej prosta, w zależności od wariantu, jaki wybierzemy. W obu wersjach chodzi jednak o to samo – o uporządkowanie całego domu. Do plansz pomieszczeń (pokoje, łazienka, kuchnia) należy przypasować „wycięte” z nich żetony charakterystycznych przedmiotów. W wersji prostszej żetony leżą pośrodku stołu obrazkami do góry, podczas gdy w wersji trudniejszej obrazkami do dołu. Oczywiście, wariant prostszy jest dla najmłodszych maluszków, które uczą się dopiero kategoryzowania. Im wystarczającą trudność sprawi kojarzenie, że pasta do zębów powinna znajdować się w łazience, a filiżanka w kuchni. Dla dzieci już ogarniętych życiowo zabawę stanowi odgadywanie odpowiednich kształtów (widzą tylko rewersy żetonów), które będą pasować do odpowiedniej „dziury”. Mechanicznie oba warianty opierają się o rzut kostką, który jest najsłabszym elementem gry. Uzyskany w rzucie kolor wskazuje pomieszczenie, do którego gracz musi przypasować żeton. Jeśli zrobi to dobrze i dodatkowo jest to ostatni żeton na danej planszy (czyli pomieszczenie zostało całkowicie uporządkowane), gracz zdobywa punkt (dysk). A wygrywa oczywiście ten brzdąc, który zbierze najwięcej dysków.

Nietrudno wyobrazić więc sobie sytuację, gdy ktoś z uporem maniaka trafia na prawe puste plansze, a inny szczęśliwiec dokańcza tylko dzieła i zgarnia punkty. Z czasem jest odrobinę lepiej, gdyż wyrzuciwszy kolor planszy całkowicie już zapełnionej, maluch może sam zdecydować gdzie chce dołożyć żeton. Niemniej, system punktacji mógłby być zdecydowanie sprawiedliwszy.

Jako nauczyciel świetlicy miałam nieco ograniczone pole manewru. Sama nie miałam dostępu do przedszkolaków, ale pomógł kolega z małym obywatelem w domu. Po krótkim wypożyczeniu gry zdał raport, którego konkluzję stanowił zakup egzemplarza gry na użytek własny. Tomcio znalazł nową rodzinę :) Kując żelazo, postanowiłam wypróbować jeszcze inną grupę – dzieci z deficytami w uczeniu się. Jako że 6- i 7-latkom pozbawionym takich problemów gra tyłeczków nie pourywała, przekazałam grę pedagożce, która wykorzystała ją do pracy z dziećmi posiadającymi trudności np. z motoryką, z koordynacją wzrokowo-ruchową lub spore trudności poznawcze. Zgodnie z przewidywaniami, okazało się, że po wyeliminowaniu aspektu punktowania gra sprawdza się bardzo dobrze jako narzędzie terapeutyczne.

Gry dla najmłodszych mają niestety ten problem, że zawsze dość blisko docelowej znajduje się i maksymalna granica wieku, który będzie się przy produkcie dobrze bawił. Cieszę się jednak, że powstają tak ładne gry dla kilkuletnich graczy. Tym bardziej, gdy niosą ze sobą pierwiastek nowoczesnych mechanik i dobrego wychowania. Tomcio nie jest może szczytem ewolucji, ale jest  z pewnością wart docenienia. Idziecie na urodziny do chrześniaka? To już wiecie, co kupić na prezent :)



Grę Tomcio i wiosenne porządki kupisz w sklepie


 

Dziękujemy firmie Egmont za przekazanie gry do recenzji.


 

Złożoność gry (1/10):

Oprawa wizualna (10/10):

Ogólna ocena (8/10):

Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Bardzo dobry przedstawiciel swojego gatunku, godny polecania. Wady mało znaczące, nie przesłaniające mocno pozytywnego odbioru całości. Gra daje dużo satysfakcji.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*