Gry czasu rzeczywistego to segment planszówkowego hobby, który traktuję z dużą rezerwą, a nawet pewną dozą antypatii. Może podświadomie boję się kompromitacji, bo z refleksem faktycznie u mnie nie najlepiej? Nie mam nic do gier na spostrzegawczość, o ile rozgrywa się je turowo… „Łap psiaka” częściowo realizuje tę cokolwiek oksymoroniczną ideę.
O co chodzi? Każdy z graczy równocześnie (i oczywiście jak najszybciej) stara się dobierać ze stołu karty z psiakami pasującymi do najwyższej karty ze swojego stosu. Psiaki uznajemy za pasujące, jeśli różnią się maksymalnie jedną z pięciu cech – kolorem, wielkością, ułożeniem łap, okularami lub paczką z popcornem. Gdy gracz uzna, że na stole nie ma więcej pasujących psiaków, wówczas krzyczy „stój!” i runda się kończy. Teraz następuje weryfikacja wszystkich dobranych kart. Każda warta jest 1 punkt, natomiast w przypadku pomyłki w dobieraniu, gracz traci wszystkie (!) punkty uzyskane w aktualnej rundzie. Po fazie weryfikacji uzupełniamy karty na środku stołu i kontynuujemy zabawę. Partia kończy się, gdy zabraknie kart do uzupełniania. Zwycięzcą zostaje osoba z największą liczbą punktów.
By nieco urozmaicić rozgrywkę w ręce uczestników zabawy oddano wariant zaawansowany. Gracz, który wygrał poprzednią rundę, otrzymuje specjalny żeton lidera. Jest to swego rodzaju kula u nogi – posiadacz żetonu nie może zabierać ze stołu kart takich samych, jak ta leżąca aktualnie na górze jego stosu. Dobierane karty muszą się więc różnić jedną cechą. Wbrew pozorom jest to całkiem bolesne ograniczenie dla lidera.
Trzeci wariant, najbardziej atrakcyjny z mojego punktu widzenia, to mini-logiczna gra jednoosobowa. Tu nie liczy się ordynarny spryt, prymitywna zwinność i wulgarna koordynacja oko-ręka. Tutaj punktowana jest wirtuozerska zdolność planowania i szlachetna umiejętność logicznego myślenia. Celem gracza jest dobieranie kart w takiej kolejności, by na koniec rundy pozostawić na stole możliwie mało kart, stanowiących punkty ujemne w tym wariancie. Proste i czytelne.
Wariant solo całkiem przypadł mi do gustu. Daje satysfakcję, jest taką specyficzną mini-grą o programowaniu ruchów. Podoba mi się również zabawna, choć ascetyczna oprawa graficzna i świetna jakość wykonania. Wariant wieloosobowy mnie osobiście trochę męczył, jednak dzieciaki w swoim gronie bardzo dobrze się bawiły… do momentu, gdy dochodziło do weryfikacji zebranych kart. Nikt nie chciał sprawdzać kart przeciwników, nikomu nie chciało się analizować, czy gracz miał faktycznie prawo zakończyć rundę. Dla maluchów była to najnudniejsza część gry i kwestię punktacji pozostawiali dorosłym (czyli mnie). Średnio mi się to podobało. Druga sprawa to liczba graczy. Na pudełkowe cztery osoby jest zbyt ciasno przy stole. Dzieciaki wyrywają sobie karty, wrzeszczą, ostro pracują łokciami. Czyste inferno. Efekt znika już w partiach trzyosobowych, i do takich przede wszystkim rekomenduję grę. Nie jest to może odkrycie na miarę „Dobble”, ale dla osób lubiących gry na spostrzegawczość, „Łap psiaka” to pozycja warta rozważenia. Szczególnie, że można ją nabyć w atrakcyjnej cenie 25-35zł.
Od Redakcji: powyższa recenzja została nadesłana w ramach konkursu Capitalny Luty #2
Grę Łap psiaka kupisz w sklepie