Już jutro premiera „Arki zwierzaków” – rodzinnego tytułu, stworzonego przez Adama Kwapińskiego z myślą o dzieciakach, a jednak stanowiącego wyzwanie także dla prawdziwych planszówkowych twardzieli. W teorii brzmi ciekawie? W praktyce jest jeszcze lepiej. „Arka zwierzaków” to gra, która mnie zaskoczyła na wielu poziomach. Dosłownie.
Pokaż, kotku, co masz w środku!
W trakcie trzech rund gracze starają się zdobyć jak najwięcej punktów zwycięstwa i wywalczyć tytuł najlepszego pomocnika Noego. Jak? Każdy otrzymuje swoją planszę arki, na której już za chwilę umieści do 16 żetonów zwierząt. Żetony zwierząt układamy zakryte na środku stołu. Na dane hasło każdy łapczywie, ale – to ważne – używając tylko jednej ręki, odwraca wybrany żeton i albo umieszcza go na swojej planszy (zaczynając od lewej strony i kierując się w dół kolumnami) albo zostawia odkryty na stole. Żeby nie było zbyt prosto, żetony na planszy kładziemy zakryte i próbujemy zapamiętać, jakie zwierzęta i gdzie już upchnęliśmy. Ten, kto pierwszy zapełni swoją arkę, odwraca klepsydrę i, wpatrując się nerwowo w przesypujący się piasek, odczekuje 30 sekund po czym ogłasza koniec rundy.
Para – buch, mózgi w ruch
Na czym nam w „Arce zwierzaków” najbardziej zależy? Staramy się wepchnąć jak najwięcej różnych gatunków zwierząt do arki w taki sposób, by mięsożerne nie zjadły roślinożerców, roślinożerne ziarna a statek był odpowiednio zbalansowany. Oraz pamiętać o tym, że zdobędziemy dodatkowe punkty jeśli a) jako pierwsi skończymy układanie zwierząt na arce b) będziemy mieć więcej ssaków niż inni gracze c) zdobędziemy komplety płazów, gadów i ptaków.
Poziom do pionu
To wszystko oczywiście znajdziemy w najtrudniejszym poziomie trudności „Arki”. Poziomy łatwiejsze mają po prostu mniej „warstw”. Gra dla najmłodszych to zabawa w układanie na planszy odkrytych żetonów. Na koniec rundy sprawdza się tu jedynie to, które zwierzęta zostały zjedzone a które się powtarzają oraz dolicza dodatkowe punkty (bycie pierwszym, posiadanie największej liczby ssaków, posiadanie kompletów zwierząt). To co lubię w „Arce” najbardziej to właśnie możliwość przeplatania ze sobą tych poziomów. Początkujący gra „nowicjusza” a doświadczony „arcymistrza” i szanse na zwycięstwo się wyrównują.
I jak? I jak?
Bardzo lubię „Arkę”, szczególnie gdy gram w nią z dzieciakami. Bo te nie mają tu sobie równych – błyskawicznie łapią zasady, są szybsze i bardziej spostrzegawcze od starszych graczy. A dorośli? Jeśli podobało się Wam „Mondo” i „Galaxy Trucker” (w tym ostatnim głównie budowa statku, a nie jego rozbijanie po galaktycznym śmietnisku), to „Arka” powinna przypaść Wam do gustu. Myślę jednak, ze przede wszystkim może być supertytułem do wciągania nowych osób, szczególnie młodszych w świat planszówek.
Wszystkie zdjęcia pochodzą od Wydawnictwa Fabryki Gier Historycznych.
Złożoność gry
(4/10):
Oprawa wizualna
(7/10):
Ogólna ocena
(8/10):
Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Bardzo dobry przedstawiciel swojego gatunku, godny polecania. Wady mało znaczące, nie przesłaniające mocno pozytywnego odbioru całości. Gra daje dużo satysfakcji.