Home | Katalog gier - recenzje, rzuty oka i relacje z rozgrywek | Gry imprezowe | Limits – czyli jak pokochałem wariant gliwicki

Limits – czyli jak pokochałem wariant gliwicki [Współpraca reklamowa z AMIGO Spiel + Freizeit GmbH, z polskim tłumaczeniem G3] Wydawca nie ma wpływu na treść recenzji
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

W gliwickim środowisku graczy przyjęte jest, by odrzucać sugestie autorów reguł o ukrywaniu tych informacji, które są powszechnie dostępne. Zamiast bawić się w memo można się wówczas skupić na poważnym graniu.

Przykładem niech będzie Eufrat i Tygrys. Kafle tajnie losowane są nadal tajne. Natomiast kostki jawnie zdobywane też powinny być – po gliwicku – jawne, bo przecież można sobie notować, kto i ile ich zdobył.

Pierwszy kontakt z takim stylem grania jest szokujący – jakże to mam ujawniać swoje tajne zasoby? – ale po chwili zastanowienia i grania, można przyznać rację gliwiczanom.

Nie tylko Agricola

Limity to dość stara już gra autorstwa niejakiego Uwe Rosenberga. Niektórym to nazwisko może coś mówi ;) Grę wydał dobrych naście lat temu, na początku XXI wieku. Jakoś wielkiej sympatii sobie nie zdobyła, a moim zdaniem niesłusznie.

Gra w pełnej krasie

Gra w pełnej krasie (fot. oopsiak, BGG)

Jest to karcianka z banalnymi kartami – 60 kart w pięciu kolorach. I nimi właśnie gramy. Do tego karty punktowe oraz karty tytułowych limitów. Każda taka karta zawiera symbol X oznaczający brak limitu zagrywanych w tym kolorze kart albo wartość od 0 do 9 ograniczającą liczbę takich kart w rozgrywce. W swojej kolejce gracz może dołożyć do stosu jedną kartę, w wersji oficjalnej zakrywa w tym momencie poprzednio dołożone karty, albo oskarżyć któregoś przeciwnika o przekroczenie limitu.

Oczywiście takie zasady byłyby żałosne i nie różniłyby się wiele od prostackich gier wciskanych dzieciom…

Autor dodał jednak kilka przypraw czyniąc całość smakowitym kąskiem. Na rękę dostajemy pięć kart. Z tych jedną odkładamy zakrytą zwiększając w ten sposób limit w tym właśnie kolorze! I tu się zaczyna najfajniejszy element rozgrywki – nikt nie wie na pewno, ile owe limity wynoszą. We dwójkę będzie to jedna nieznana karta, w większym gronie znacznie więcej. I może się okazać, że kolor nominalnie zakazany (limit zero) dzięki odłożonym kartom zmieści w stosie i 6 kart! (przy pełnym składzie i zgodnym zagraniu). Gramy zatem pozostałymi czterema kartami.

Emocje w górę

Gracz w swojej kolejce może rzucić oskarżenie o przekroczenie limitu. Łatwo można odłożyć karty innych graczy z wierzchu stosu i sprawdzić – po ujawnieniu odłożonych kart graczy – czy oskarżenie było słuszne. Do zdobycia jest karta +1 (za udowodnione oskarżenie albo niewinność) oraz karta limitu mająca na rewersie -2 pkty. Są emocje! Czy limit zero na zielone i właśnie zagrana zielona karta (gdy wiem, że ja takiej nie odłożyłem) oznacza, że przeciwnik takąż zieloną odłożył? A może na bezczelnego zagrywa kartę licząc, że nikt go jeszcze nie sprawdzi?

Co zagrać samemu? Pewniaki, czy może zagrywać karty z niskich limitów? A może właśnie już sprawdzać?

urzekająca prostota

urzekająca prostota

Oczywiście im dalej, tym trudniej, bo karty dochodzą jednak losowo.

I tu druga przyprawa – błysk geniuszu autora planszówkowych hitów. Mając na ręce wszystkie karty w jednym kolorze możemy je ujawnić, dwie dodać do stosu – co często oznacza przekroczenie limitu! Jednak w ramach rekompensaty za taki układ kart dostajemy +1 punkt. Przy wyrównanej stawce takie bonusy mogą przesądzać o końcowym wyniku.

Blef i radość grania

Limits to nie jest oczywiście jakaś wielka gra. Kapitalny filler, który może urozmaicić podróż, spotkanie w pubie czy czekanie na zajętego współgracza.

rozgrywka

rozgrywka

Blef od zawsze był ceniony w grach, stąd popularność pokera i takich karcianek jak Blefuj! Dla mnie wynik końcowy w tej grze jest drugorzędny, choć wygrana jest miła jak zawsze. Emocje związane z wyczuciem przeciwników, umiejętnością zamaskowania własnych zagrań są najciekawsze. I ta satysfakcja, gdy jestem sprawdzany a tu się okazuje, że jeszcze w granicach się zmieściłem. O! to jest właśnie piękno małej, sprytnej gry. W większym składzie gra jest bardziej chaotyczna. Trudno przewidzieć – ale znając przeciwników można się starać – które kolory mają podniesione limity. Ale tym więcej radości z pomyłek i wzajemnego wkręcania. I gra w pełnym składzie daje niesamowitą satysfakcję z samego przebiegu rozgrywki – wynik jest mniej istotny. W pojedynku można się już starać o wynik końcowy, bo zmiennych jest znacznie mniej – tylko jedna zakryta karta przeciwnika.

Lepsze wrogiem dobrego

Ci, którzy znają grę Mamma Mia! być może poczuli déjà vu. I zapewne słusznie, bo w tej odnowionej wersji Limitów w sumie chodzi o to samo. Wyłapać ten moment, gdy w stosie zebrała się odpowiednia liczba kart danego rodzaju. Ta odnowiona wersja ma jakiś temat – tworzenie pizzy – oraz znacznie bardziej rozbudowane zasady. Jak dla mnie sytuacja jest podobna do Coloretto i Zooloretto – o ile ta pierwsza zachwyca prostotą i pozwala się świetnie bawić nawet przy ograniczonym czasie, o tyle Zooloretto jakoś nigdy nie podbiło mojego serca. Znając Mamma Mia! mogę spokojnie polecić powrót do źródeł. Limity są proste i nieprzekombinowane. A radość z gry wciąż niemała.

O Gliwicach raz jeszcze…

Ale wracając do wariantu gliwickiego. Pierwsze partie graliśmy jak instrukcja przykazała. Zapamiętanie liczby kart w pięciu kolorach niby trudne nie jest, ale jednak… Oczywiście śmiechu jest sporo, gdy po sprawdzeniu zamiast 5 kart jest zaledwie 1-2. Podobnie odkrycie tajnych kart zmienia pewną siebie minę na grymas rozczarowania. A jednak… spróbowaliśmy zagrywać karty w pełni widoczny, kontrolowany stos. I okazało się, że gra nabrała dodatkowego smaku. Zamiast liczyć w pamięci można się było skupić na odczytywaniu mowy ciała i emocji przeciwnika. Tak, teraz już nie wystarczyło liczyć na czyjąś pomyłkę w rachunkach, teraz gramy z radością!

przykładowa rozgrywka

przykładowa rozgrywka

Polecam Limits jako bardzo prostą karciankę do raczej szybkiego zagrania. Dajcie jednak szansę wariantowi gliwickiemu, a podkręcicie emocje z gry na całkiem wysoki poziom. Szkoda, by taka zacna gra pozostała zapomniana. Polecam w ogóle wariant gliwicki, bo pozwala czerpać satysfakcję z gry na innym poziomie.

+ łatwe zasady
+ blef i dedukcja!
+ wygrana nie jest prosta
+ emocjonująca zwłaszcza we dwójkę

– w smętnym towarzystwie się nie uda
– im więcej osób, tym bardziej imprezowa i chaotyczna

Pierwotnie tekst miał się ukazać na łamach: http://www.untoldboardgames.pl



Dziękujemy firmie AMIGO Spiel + Freizeit GmbH, z polskim tłumaczeniem G3 za przekazanie gry do recenzji.


 

Złożoność gry (2/10):

Oprawa wizualna (7/10):

Ogólna ocena (8/10):

Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Bardzo dobry przedstawiciel swojego gatunku, godny polecania. Wady mało znaczące, nie przesłaniające mocno pozytywnego odbioru całości. Gra daje dużo satysfakcji.

One comment

  1. asiok

    Chciałem podkreślić – reguły gliwickie to nie hołmrule tylko usuwanie błędów, o których autorzy zapomnieli :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*