Japonia roku 1605 – Hidetada Tokugawa zostaje nowym Szogunem i zapoczątkowuje złote czasy w dziejach kraju. Rządzi z Edo (aka Yedo), czyli dzisiejszego Tokyo. Gracze wcielają się w mało oryginalne role, znamienitych obywateli, którzy starają się ogrzać w blasku nowego Szoguna, zyskać jego przychylność, wykazać się, odebrać należne sobie laury i tak dalej.
Jest tu miejsce na zbieranie informacji o konkurencji, mało subtelne negocjacje, eliminacje niewygodnych jednostek (jak nie my ich, to oni nas) i spełnianie wymagań narzuconych przez dwór.
W praktyce zbieramy pezety, głównie poprzez wypełnianie tzw. misji i kart bonusowych. Aby to uzyskać musimy nazbierać niezbędny „ekwipunek” i najlepiej jeszcze uniemożliwić kompletowanie zadań innym uzurpatorom.
Gra proponuje kilka dróg do zwycięstwa, oprócz powyższego można połasić się na prywatne audiencje u miłościwie nam panującego, czy hurtowe zakupy dóbr luksusowych u europejskich kupców. Niestety, Yedo oferuje poszukiwaczom chwały nie tylko pomoc. Oferuje im także bolesną niesławę, jeśli cokolwiek pójdzie źle.
Gra robi wrażenie. Duża plansza przedstawiająca tytułowe miasto podzielone na 7 dzielnic, miejsca na elementy dodatkowe, czyli kilkadziesiąt kart misji, drugie tyle kart akcji, poza tym karty wydarzeń, łask, broni i bonusowe, a do kompletu żetony budynków, gejszy, błogosławieństwa i pieniędzy. Nie zapominajmy o indywidualnych planszach graczy i drewnie: figurkach uczniów, straży i znacznikach graczy. No, trochę tego do ogarnięcia jest :)
Rozgrywka oferuje dwa tryby: (prostszy) Gejszy i (trudniejszy, bardziej złośliwy) Samuraja. Składa się z 11 rund, a każda runda z 7 faz. Pozwolę je sobie wymienić, gdyż ich nazwy sugerują, czego możemy się spodziewać. Jest więc faza przygotowań, potem licytacji, wydarzeń i przydzielania zadań. Dalej straży, handlu i w końcu akcji.
Napchano więc do Yedo wiele z tego, co w grach dobre i sprawdzone: licytację (kilka na rundę, o 7 kategorii dóbr); worker placement (gracze wysyłają uczniów na planszę główną i do budynków na swoich planszach, aby w fazie akcji ich aktywować); rondelek (niedobra straż chodzi w kółko po dzielnicach i robi kuku uczniom graczy); negocjacje (gracze mogą się wymieniać dobrami). A to wszystko unurzane w kartach akcji.
Wystarczy jeszcze wspomnieć o kilku akcjach możliwych do wykonania w każdej z 7 dzielnic Yedo i mamy ogólnie mydło i powidło powodujące niezły zawrót głowy. Jak jednak zobaczycie na zdjęciach, grę moga ogarnąć także dzieci, więc nie może być tak źle, jak sie wydaje ;) A może jest nawet interesująco?