Chang Cheng, czyli Wielki Mur, monumentalna budowla obronna, system fortyfikacji ciągnący się od wschodu do zachodu i mający na celu obronę Chin przed najazdami z północy jest tematem kilku gier planszowych, ale chyba żadna nie przedstawia go w taki słodki trójwymiarowy sposób, jak gra Waltera Oberta z 2007 roku.
Wewnątrz pudełka znajdziemy mnóstwo ładnie wykonanych klocków, których faktura imituje pojedyncze cegiełki i stanowi połowę zabawy w tę grę spod znaku area control. Pudełko mile chrobocze, chrzęści i klekocze, a mechanika jest stosunkowo urozmaicona i całościowo wszystko współgra ze wszystkim.
Gra toczy się na planszy przedstawiającej plan budowy Wielkiego Muru, która historycznie trwała wiele wieków, począwszy od najstarszych odosobnionych fragmentów umocnień z 7 wieku p.n.e., a którą my skrócimy do godzinki z hakiem w pełnym składzie 4 osób. Każdy gracz dysponuje zestawem fragmentów muru oznaczonych swoim kolorem, które będzie rozmieszczał w różnych prowincjach chińskich. Gracz ma do dyspozycji nie tylko pojedyncze kawałki, ale także strategicznie ważne: kawałak podwójny i wieżę oraz zestaw 6 kart akcji o oryginalnym kształcie. W swoim ruchu budujemy mur albo wykładamy zakryte karty akcji w prowincach, w dowolnych, choć nieco ograniczonych kombinacjach.
W momencie, gdy na planszy pojawi się ostatni kawałek muru w danej prowincji, prowincja ta poddawana jest punktowaniu na zasadzie „zarabia ten, kto zbudował najwięcej fragmentów”, ale zanim to nastąpi odkrywa się leżące w prowincji karty akcji, które oddziałują na siebie wedle priorytetów (czy jak kto woli, wartości inicjatywy) przy założeniu, że karty równe priorytetem się eliminują. Jest więc trochę możliwości, kombinacji, pola do psucia graczom szyków (niszczycielskie działanie kart akcji) i dbania o swoje. Szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż na końcu gry nasze piękne Chiny najeżdżają Mongołowie i dają łupnia temu, kto zbudował najwięcej fragmentów muru w danej prowincji mongolskiej… a granice tych prowincji ogólnie nie pokrywają się z granicami prowincji chińskich, więc musimy dbać o większości po stronie chińskiej, ale mniejszości po stronie przeciwnej. Ciekawe!

Na bliższym planie Chiny, na dalszym najeźdzcy mongolscy, w prowincjach, których granice nie pokrywają się z tymi po „jedynie słusznej” stronie muru (fot. Andreas Resch)
Chang Cheng to taktyczna układanka, pełna małych fajnych drobiazgów, która jednak z jakiegoś powodu nie wzbudza większego podekscytowania. (A przynajmniej nie wzbudzała u mnie i grona współgraczy, ale nie byliśmy raczej grupą docelową.) Może dlatego, że zapełnianie i punktowanie kolejnych prowincji następuje szybko i brak tu jakichś większych zamaszystych strategicznych posunięć godnych wielkości muru, który stawiamy. Owszem, poszczególne elementy ładnie ze sobą współgrają, trzeba sprytnie budować, przewidywać, jakie akcje położyli przeciwnicy i jeśli gramy z dodatkowymi celami – mieć także i je na uwadze. Graczom okazjonalnym, rodzinnym i nastawionymi na wrażenia estetyczne i lekkość rozgrywki mogę Chang Cheng polecić, bo gra jest przemyślana i nadziana miłymi akcentami. Tylko nie wszyscy gracze, szczególnie bardziej wybredni, będą upatrywać przyjemności akurat w tym, co oferuje nam śliczne Chang Cheng :)
PLUSY: wykonanie, ciekawa mechanika pozwalająca kombinować, spora dawka interakcji
MINUSY: u bardziej zaawansowanych graczy nie wzbudza większych emocji, zbyt szybka jak na epickie tło, jakie prezentuje
autor: Walter Obert
cena: aktualnie niedostępna w sklepach
graczy: 2 – 4
czas gry: 60 minut
fot. RUSH May 28th 2013
Ogólna ocena
(4/5):
Złożoność gry
(3/5):
Oprawa wizualna
(5/5):