Panta rhei. Tym sentencjonalnym wstępem zapozycjonowałem tekst w google pod hasłem „filozofia” i zaspokoiwszy swe intelektualne ambicje mogę przejść do meritum, czyli krótkiej rozprawki o błahych grach planszowych. Słynnego powiedzenia Heraklita nie użyłem przypadkowo – tematem będzie właśnie zmienność, czy raczej ewolucja moich planszowych oczekiwań. Ewolucja, która sprawia, że coraz ciężej znaleźć mi grę dla siebie w Europie.
Dawno, dawno temu w ciemnych wiekach średniowiecza panowała Magia i Miecz, Ryzyko i Eurobusiness. Była wojna, było ciężko – sami wiecie. Wraz z desantem wypasających owce drewnianych osadników nadeszły nowe, wspaniałe czasy. Precz odrzucono kostkowe zabobony (choć perfidni osadnicy jeszcze się za nimi ukrywali), nastały nowe cyber-czasy niemieckiego techno-doktora Reinera. W swoim sekretnym laboratorium z matematyczną precyzją tworzył kolejne twory, których pokraczne truchła pod mizernym płaszczykiem fabularnej historii skrywały ciągi arytmetyczne, logarytmy, całki i inne zabawne sposoby zdobywania punktów. Było to nowe i było to dobre. Amerykański ruch oporu próbował wprawdzie przemycać do kraju wypełnione plastikiem i kolorowymi zdjęciami przygody dla Prawdziwych Mężczyzn ™, ale będące nieodrodnymi dziećmi Magii i Miecza (zaledwie przebranymi w inne szmatki) nie mogły stawić czoła precyzyjnej machinie śmierci doktora. Aż pojawiło się Keltis…
Każdy z nas ma pewnie grę, która w jakiś szczególny sposób zapadła mu w pamięć i staje się kamieniem węgielnym nowych czasów. W moim przypadku tak chyba było właśnie z Keltis. Już wcześniej urok niemieckiej szkoły czasem przygasał przywalony tonami klimatycznego piachu (Tygrys i Eufrat!), ale to właśnie ta gra definitywnie zakończyła mój, wcale nie taki burzliwy, romans z doktorem. Nigdy więcej beznamiętnego zagrywania kart, przesuwania klocuszków bez sensu i bez emocji, zmagania się z cybernetycznymi grami „bez serc, bez ducha”. Klimat i tematyka, głupcze!
Czyżbym stawał się wypełnionym piwem i hamburgerami typowym odbiorcą produktów Fantasy Flight Games? Wcześniejsze amerykańskie produkcje oferowały ciekawy setting wypełniony nieco bardziej rozbudowanym (o pół rozebrane księżniczki) Grzybobraniem. Ostatnimi czasy obficie czerpiąc z europejskiej szkoły, wydają się jednak oferować nieco bardziej ambitne gry – stąd spoglądanie w stronę plastiku nie wydaje się już takim faux pas. I szczerze mówiąc – to właśnie tam upatruję moich przyszłych zakupów. To właśnie tamte gry szybciej i lepiej się adaptują – wirtuozi klimatu uczą się mechaniki, podczas gdy toporni mechanicy nie potrafią sklecić nic ponad „kto zbuduje najlepszą świątynię wygrywa”.
Chcę być imperatorem, który na swoich poddanych odreagowuje robocze stresy. Chcę kolonizować nowe światy nie myśląc o zmianie pieluchy. Chcę batem i marchewką zmuszać moich naukowców do wynalezienia nowego Wielkiego Działa na Kołach, którym z braterską pomocą ruszę do uciskanych obywateli Maximusa Panchoniusa. Chcę budować, kupować, produkować, walczyć. Czy coś takiego znajdę w ostatnich produkcjach ze starego kontynentu? Nie zrozumcie mnie źle – ciągle gram w Wysokie Napięcie, Puerto Rico, Age of Empires, czy Through the Ages. Ale tak mało premier z ostatniego Essen wywołuje jakiekolwiek emocje. Tak mało nadchodzących tytułów przyciąga do siebie. Europa umarła…
Szymon, jest Nowa Nadzieja. Mowa o Eclipse. Ma klimat + nowoczesną mechanikę + zrobione przez Finów, czyli Europejczyków :)
Szymon – jakbym czytał własne myśli :) Świetnie napisane.
kiedy grałeś ostatnio w Puerto Rico? :p
Bat i marchewka – czy tego przypadkiem nie da się znaleźć w Agricoli ? ;-)
Jupii, Szymon wrócił i powiedział, że odchodzi. Na szczęście odchodzi tylko od euro.
Cieszy mnie reaktywacja felietonowa. Całkiem niedawno Pancho, teraz w świetnym stylu Simon, może zaraz odezwie się – nie, to chyba niemożliwe – Lim-Dull?
A wtedy stanę się wierzący.
Od dłuższego czasu gdy ktoś proponuje mi jakąś nową euro-grę czułem takie dziwne mieszane uczucia, a mój wzrok tęsknie uciekał w stronę rozkładanego z boku ameri. Teraz już wiem co to było – nazwałeś te uczucia, Don Simon! Mogę ze spokojem ducha bawić się zarówno plastikiem jak i drewnianymi kostkami. :)
anagram Lim-dul’a to prawie Ludmiła, u ciebie wyszła w jąkającej wersji ;)
Felietony super (te Maximusa Pnchoniusa też ;)) jednak muszę was zmartwić, to nie euro się skończyło, ale to wy (znaczy się wszyscy, którzy szukają klimatu, plastiku i kart z półnagimi trollami, a fe! itd. itp.) wypaliliście się jak ta chińska świetlówka energooszczędna, która miała świecić 10 lat, a nie dociągnęła nawet do połowy tego czasu. Euro żyje i ma się dobrze! Knizia zrobił tak naprawdę dwie dobre gry: Samuraja i Pędzące żółwie, więc prawdziwy eurogracz nie ma po czym płakać. Chyba, że ktoś rzeczywiście wziął na serio te teksty o eurodziwczynkach. Wówczas rzeczywiście będzie siedział w kącie i ryczał, a przechodzący obok ameritraszowcy z wiaderkami kostek, będą wytykać ją placami i śmiać się szyderczo. Może nawet jeden z drugim chluśnie z tego wiaderka „kaszóstkami” pogłębiając jeszcze tę traumę.
;) A teraz na poważnie, bo mnie trochę poniosło :P Nie ma tak źle z tym euro. Jest Uwe Rosenberg, jest Wallace, pojawili się Włosi i Francuzi. Czesi też nie powiedzieli ostatniego słowa. Panowie naprawdę nie euro ma kłopoty, ale to wy szwankujecie (czyżby kryzys wieku średniego?) ;) :D
Głos na Bogasa.
Wcale tak źle nie jest z eurodrewnemm, a kolorowe, plastikowe tytuły wprawdzie ciągną (sam mam kilka na portfelo-celowniku), ale jeszcze żadna nie pochłonęła mnie tak jak porządna eurogra.
To jest chyba jakiś syndrom „to już było” u graczy, a nie wina gier. Może się one komuś znudziły i tyle, a od razu przelewanie goryczy na jakoś gier ze starego kontynenty jest lekką przesadą. Starzejecie się ;)
Ale jako wizualny odbiorca gier bardzo liczę, że ameri autorzy coraz bardziej będą się edukować i powpychają w swoje gry/silniki euro szkielety bo dusze to one już mają
Ha! Bogas ma rację, a Don Simon się zwyczajnie przejadł i patetycznie obwieszcza, że okrył koniec Europy – a racji ma tyle ile Fukuyama ze swoim końcem historii. :P
Ale felieton pierwsza klasa!
A ja bym Szymka nie pytał kiedy grał w Puerto tylko ile w ogóle ostatnio gra… ale nie na konsoli ;-)
Fajny tekst, ale zgadzam się z Bogasem, Szymon się zmanierował ;-) Ale nie zgadzam się z Bogasem na temat 2 gier Knizi ;p
Knizia zrobił jeszcze Amun-Re, Blue Moon City, Taj Mahal, Ra, Carcassonne: The Castle, Ingenious, Traumfabrik, Palazzo, Władcę Pierścieni (rozpoczął trend gier kooperacyjnych w nowoczesnych planszówkach). Moim zdaniem jest po kim płakać. Ale nie chciałem o tym.
Oczywiście to co zwykle pisze Szymon trzeba dzielić przez dwa :) Szymon już narzekał w czasach innowacyjnego prosperity. Natomiast myślę już tak z rok o tym, co napisałeś, bogas. Też przyjąłem takie założenie. Po prostu się wypaliłem, część znajomych też wypaliła, po prostu wszystkiego było za dużo, za często i to jest główny powód. Tak więc, powód jest tylko jeden – ja sam. Natomiast gry cały czas powstają, rozwijają się, większość europejskich produkcji to wspaniałe produkcje, których nie umiem już po prostu docenić. Założyłem sobie coś takiego i zacząłem regularnie obserwować gry, których się dotknąłem i własne reakcje. I co się okazało? Że to całe założenie to jeden wielki bullshit! Elegancki parawan, aby ukrywać problem tworzenia całego mrowia śmiecia i klonów :) Przeważająca większość eurogier powstaje na modłę tego co odniosło sukces i większość twórców nawet nie sili się na odrobinę czegoś od siebie. Wziąć gotową, sprawdzoną mechanikę (worker placement, area control itp.), wziąć sprawdzony temat (budowanie zamku, rozwój miasta, starcie gildii itp.), narysować nową grafikę, dać jakiś sposób na zdobywanie punktów i koniec. Powinno się udać, przecież innym się udało? Branża jest w zupełnie innym miejscu niż kilka lat temu, dlatego liczba klonów jest o wiele, wiele wyższa. I tu jest problem położony, a nie że to wina graczy, bo nie umieją ze smakiem skonsumować odgrzewanych kotletów. Dla mnie świadectwem tego, że zupełnie nie zgnuśniałem, tylko, że trudniej znaleźć wartościową, innowacyjną produkcję są gry, przy których widać, że ktoś chciał zrobić coś nowego. Korzystał z czasami gotowych elementów, ale było to konstruktywne i powstało coś jednak nowego, jest to jakiś postęp. Z ostatniego czasu choćby: A Few acres of snow, London, 7 Cudów, 51st State, Letters from Whitechapel, Rallyman, Die Burgen von Burgund, nadchodzący Eclipse. I przy tych grach czułem powiew świeżości, dobrze się bawiłem, czułem, że są mniejszym lub większym rozwojem. Po prostu dzisiaj trzeba o wiele bardziej się namęczyć, żeby wypatrzeć perełkę i jakieś nowatorstwo. Z drugiej strony jest teraz czas, żeby odświeżać stare, dobry gry, które się nie zastarzały.
Powtarzam, ja bym Szymona wypowiedź jak zwykle podzielił przez dwa. Europa nie umarła, ale jest w opałach, trudno znaleźć tak wiele jak można było znaleźć wcześniej (choć da się znaleźć). Natomiast amerykańskie wynalazki bywają znacznie bardziej nęcące niż było to kiedyś. I pod tym się podpisuję.
Amerykanie dopiero kopiują rozwiązania na potęgę. Ale tak jest chyba w każdej branży, na PS3 mam wrażenie że jest ok. 5 typów gier i wszystkie z danego typu są bardzo zbliżone do siebie. Rzadko pojawiają się naprawdę ciekawe, nowatorskie produkcje. I zazwyczaj giną, z kiepską sprzedażą. Ludzie chcą Mass Effect 15 i Assasin’s Cred 21. Ja sam chcę :) Ale chcę też ciekawych pomysłów. W Euro od jakiś 2 lat wypatruję wyróżniających się pozycji, jak Troyes.
Ale czy musi być odpowiedni procent dobrych eurogier wśród wszystkich wydanych czy jakaś bezwzględna liczba? Mnie wystarczy kilka dobrych nowości rocznie bo w więcej i tak nie mam czasu grać i tych kilka co roku dostaję. :-)
A Knizia to przede wszystkim zrobił Tygrys i Eufrat. :-)
Felieton fajny (genialny wstęp do znak rozpoznawczy Szymona), ale tezy naciągane. Jak już pisali Bogas i Tycjan, to bardziej kwestia człowieka, a nie gier. Jak się za dużo gra, to człowiekowi się to przejada. Swego czasu Pachno i Don Simon, ostatnio Yosz, z racji bycia recenzentem, musi kilka razy pograć w tytuły, które niekonieczne go interesują i jeszcze napisać tego tytułu recenzję. W takiej sytuacji podejrzewam, że szybko miałbym dość planszówek.
Co do kopiowaniu rozwiązań mechanik w grach, to dotyczy to wszystkich gier, nie tylko euro. Więc nie wiem, skąd u Szymona taka nadzieja a AT – przecież tam jest masa podobnych rozwiązań, a bardziej chodzi o tematykę i całą otoczkę klimatyczną.
Co nie przeszkadza temu, żeby pojawiały się również oryginalne i ciekawe tytuły.
A jak ktoś się wypalił (Szymon?) to nic nie pomoże.
Osobiście widzę oczywiście wiele wtórności w nowych planszówkach (po obu stronach oceanu), ale wcale mi to nie przeszkadza. Szukam po prostu gier, które wydadzą mi się na swój sposób oryginalne. A druga sprawa – nie gram bardzo często, więc nie dopada mnie znudzenie.
Podsumowując, rynek jest fazie „dojne krowy” (tak to się chyba fachowo nazywa), więc normalka, że jest masa tytułów, trzeba tylko umieć coś w nich znaleźć dla siebie. I pograć w coś czasem więcej niż jeden raz, bo za rogiem są kolejne nowości, które trzeba koniecznie sprawdzić.
Co do AT, to mnie to przeładowanie plastikiem i klimatycznymi tekstami, tony kart i kilkadziesiąt stron tekstu tylko po to, żebym się poczuł jak elf na dalekiej wyprawie nie porywa. Tak samo jak wielogodzinne negocjacje (czyt. jojczenie) przy stole. Prędzej próbuję już czegoś wojennego (jak choćby CoH).
Ale Pancho wymieniłeś 9 tytułów to mało? A jeszcze kilka można by śmiało dołożyć. Może kiedyś było mniej gier i bardziej je smakowało, stąd teraz gdy tego jest mrowie to zaciera się stosunek ilości do jakości.
Jakoś nigdy nie przemawia do mnie ten argument, ze nie ma wartościowych gier bo nie ma nowych mechanizmów. Dla kogoś są one zawsze nowe. Może ja inaczej odbieram gry, ale dla mnie ważne jest jak dobrze się bawię i to obojętnie, czy po raz n-ty wysyłam ludziki na pola, czy buduję sobie talię. Jeżeli gra umie połączyć stare mechaniki z tematem, wyglądem, pozwalając zapomnieć o „powielaniu” rozwiązań to ja to kupuję. Nie potrzebuję kosmicznych rozwiązań, byle było coś nowego, a od gry wieje smutkiem i dłużyzną. Choć oczywiście i na takie perełki oczekuję. Teraz wychodzi tyle gier, że dla każdego coś się znajdzie ciekawego. I dziękować Bogu, że mamy z czego wybierać :)
Nie zrozumcie mnie źle – ciągle gram w Wysokie Napięcie, Puerto Rico, Age of Empires, czy Through the Ages.
A kiedy ostatnio grałeś w te tytuły? ;-p
Pancho, gram w nowoczesne planszówki mniej więcej od tego samego okresu co Ty, na pewno dłużej niż Szymon, co roku znajduję pośród wielu średnich kilka fajnych, a czasami perełki. Ciągle znajduję nowe rozwiązania, nie olbrzymie, ale takie smaczki. Nie ma takiej możliwości, by co roku ukazywały się dziesiątki super gier, tak samo jak nie ma dziesiątków super filmów, książek, komiksów itd. Od jakiegoś czasu jeśli mam wybierać grę, to wolę z większym klimatem… ale kompletnie nie trafiają do mnie te zza oceanu, które idą (szły) tylko w klimat. Wiem zmienia się to, ale z dwóch stron… i to jest normalne, tak jest w każdym rozwijającym się gatunku. To co mnie smuci, to mała liczba dobrych gier logicznych… w tej dziedzinie dawno nic mnie nie zachwyciło, a jeśli już to jakieś trochę wtórne tytuły.
Propo klimatycznych to najbardziej ostatnio spodobało mi się… Troyes ;p ;-)
A może po prostu wyszczególnianie, że gra pochodzi z Europy / ma euromechanikę jest samo w sobie błędem? Jaki jest cel takiego wyszczególniania? Pochodzenie gry nigdy w 100% nie powie odbiorcy, czy gra mu się spodoba. Tak samo nazwisko autora, podział na gry rodzinne/eksperckie, otoczka fabularna czy ilustracje. Identycznie jest w muzyce, w filmie, w literaturze – wszędzie istnieje jakaś „taksonomia”, ale tak naprawdę ułatwia ona chyba jedynie sprzedawcy wyłożenie towaru na półkach sklepu (a i to nie zawsze, zważywszy na stałe mieszanie się gatunków), bo na pewno nie klientowi w zakupie.
Na pewno podział się zaciera. Jeszcze widać różnice, ale coraz mniejsze.
Podobna rozmowę odbyłem niedawno na międzypionku z Silentem, myślę że to subiektywne odczucie jest domeną osób grających od kilku lat (lat 80 i miłości do rpg nie liczę) tak od 2003.
Po pierwszych Pionkach kupowałem po kilka gier a i kilka kolejnych bym kupił. Teraz do zakupu podchodzę bardzo rozważnie mam mała kolekcję i mi ona zaspokaja wszystkie potrzeby – klimat, ilość graczy czas ect. Do tego dochodzi brak czasu na granie ok 20-30 gier w miesiącu (ale liczę wszytko Razzie, Ubongo, Cywilizację, Warcraft) co sprawia że moje stare (niektóre bardzo) tytuły mi się nie przejadły a niektóre czekają jak moje pociechy (2 i 5 lat) podrosną. Może potem zacznę wymieniać stare gry na nowe. Na Pionach i w klubie gdy ktoś przynosi nową grę siadam gram dobrze się bawię – chętnie bym kupił (jakbym w nią zagrał 6 lat temu) jest niezła może nawet lepsza od Puerto czy WN (przynajmniej bardzo podobna) – ale czy ja zagrałem już dość razy w PR czy WN żeby zmieniać – niestety albo stety nie.
W ten sposób nabywanie gier (nie granie bo zagram we wszystko w dobrym towarzystwie) staje się pewną odrębną częścią mojego kochanego hobby.
Pancho masz wiele racji w tym co piszesz. Rynek gier planszowych przez te 9 lat od kiedy w to hobby wsiąknąłem zmienił się niesamowicie, zwłaszcza w Polsce. Ale przecież te zmiany są pozytywne. Owszem, powstaje mnóstwo badziewia, wiele mechanik się powtarza, ale tak jak pisali mst i folko, kilka dobrych gier na rok w zupełności wystarcza i one są. Dalej więc podtrzymuję, że to bardziej my stoimy już w innym miejscu aniżeli branża. Setki poznanych gier, mechanik i rozwiązań, tysiące zagranych partii i słów napisanych o planszówkach. To jest zmęczenie materiału. Starzejemy … o przepraszam, starzejecie się! :D A to dopiero początek!
Ciekawa jestem co byście powiedzieli na granie dzień w dzień w… gry dla dzieci. Toż to dopiero jest zmęczenie materiału ;p. Ale dzięki niemu zaraz odświeży się Wam spojrzenie na planszówki dla tych dużych dzieci.
I jeszcze jedno – a może w grach trzeba zacząć szukać czegoś innego? Znacie już mechaniki, klimaty, dobrą zabawę. Teraz trzeba poszukać czegoś, co Wam się naprawdę w życiu przyda. :-)
nie znam się, ale:
1. Keltis jest całkiem przyjemną gierką
2. jak czytam, że tak naprawdę Knizia zrobił tylko dwie dobre gry, to sobie myślę „nie jestem jedynym, który się nie zna” :) A Amun-Re?? Ingenious? Razzia vel RA ?? MODERN ART ???? High Society?? To wszystko perełki wśród eurogier
3. a są inne dziedziny, które przy tak wąskiej klasyfikacji (nie gry, nie planszówki, ale dokładnie Eurogry) są bardziej nowatorskie??
rock?? jazz?? piłka nożna?? malarstwo?? rzeźba?? nawet najbardziej nowatorska sztuka konceptualna / nowoczesna wpadła w jakieś koleiny :):):)
4. a nawet jeśli się nie zmienia, to i tak mi wciąż sprawia olbrzymią radochę:)
Nie ma dziedziny życia, gdzie są bez przerwy same nowości i innowacje (no może w kosmetykach – tam są same innowacje ;-)) Filmy, książki, muzyka itp. – czy tam są bez przerwy same odkrycia, które nic nie kopiują z innych? Nie. I tak samo jest z planszówkami – wiele coś przypomina, ale to nie znaczy, że już nic nie warto, czytać, oglądać, słuchać itp. Zresztą Don Simon wieszczy w zasadzie koniec eurogier, a to po prostu jemu się granie znudziło i tyle ;-) Na konsoli ciupie w kolejne odgrzewane kotlety i jakoś nie narzeka (jak nie wierzycie, to zajrzyjcie do działu OT na forum g-p.pl).
@Don Simon
Dlaczego mój komentarz został skasowany?
Był tak samo na temat jak wszystkie oceniające powód Twojej opinii.
Tyle że trochę żartobliwie, wskazałem że Twoje spadkowe zainteresowanie grami może doprowadzić do tego, że sam wygłosisz tezę którą wcześniej oczywiście negowałeś, czyli że gry są dla dzieci.
Aż sobie stworzyłem konto normalnie na tę okazję :D Patrzę i oczom nie wierzę… Na Games Fanatic ktoś głosi herezje że euro umarło, ale mało tego – pisze to nie kto inny jak Don Simon, który o wyższości tegoż potrafił się niegdyś ze mną kłócić do upadłego?!? A co więcej, parę dni wcześniej Pancho nagle dostrzega sens kostkowania? Normalnie świat się kończy… Panowie, ogarnijcie się, bo przecież do grudnia 2012 zostało jeszcze trochę ;) A tak na poważnie, to dość sporo czasu zajęło Wam dojście do tych jakże budujących wniosków – po prostu „silniczek” to nie wszystko, przy n-tej grze opartej na bezdusznym liczeniu w końcu chyba musi to trochę znużyć. Ale jak sam napisałeś, Don Simon, wszystko się zmienia – gdyby owe wnioski pojawiły się tu parę lat wstecz, to pewnie teraz nasmarowałbym Wam max szyderczego posta i turlał się ze śmiechu po podłodze. Natomiast teraz… Cóż, raz że z czasem nauczyłem się totalnie ignorowac „uczone” wynurzenia osób nie kumających mojego podejścia do tematu, a dwa – tak w zasadzie to cieszę się, że w końcu zaczęliście dostrzegać jakąś wartość tematycznych produkcji. Być może ta strona wreszcie przestanie być „euro-mrowiskiem” jak to kiedyś ktoś okreslił. W każdym razie macie sporo do nadrobienia, toteż miłego grania życzę :D A na koniec powtórzcie za mną: „Lepiej palić i plądrować niźli owce wciąż hodować, Hejjjjjjj” ;)
Buahaha, jakby mało było eurogier (albo gier z przewagą cech takich gier) z solidnym tematem. Cywilizacja: Poprzez Wieki, Dungeon Lords, Agricola, A Few Acres of Snow, Vinhos, Steam, Shipyard itd. Te suche to najczęściej rodzinne gry, gdzie temat możnaby łatwo zmienić, bo mechanika składa się z kilku prostych zasad i tyle. Ale trochę bardziej złożone eurówki często mają mechanikę właśnie mocno z tematem związaną. A to że kogoś bardziej kręci np. tłuczenie orków niż rozkręcanie imperium winnego, to kwestia gustu. I nie widzę w tym żadnego powodu do zadzierania nosa, że to pierwsze jest „cool” a drugie nudne. A na koniec powtórzcie za mną „Lepiej dobre zbierać plony niż bezmyślnie tłuc demony” ;-p
A w AT są też fajne pomysły i mechaniki, ale są też gry, gdzie cała mechanika i tematyka jest przesadzona. Grałem przykładowo w Battlestar Galactikę i tam sedno gry jest niepotrzebnie obudowane całą masą zasad i klimatycznych tekstów. W efekcie całość trwa zdecydowanie za długo w stosunku do tego, co oferuje. Więc teza, że tylko AT ma fajny temat i jest porządnie zrobiony mechanicznie jest błędna. Tak samo, że wszystkie eurówki są suche, nudne i bez tematu.
Eeeee… coś mi się tutaj nie zgadza. Jakie amerykańskie gry? Wszyscy piszą o amerykańskich grach, a ja chciałbym się dowiedzieć o jakie to genialne amerykańskie gry chodzi? Pancho zrobił jakąś listę przy której mu serduszko zapikało i żadna amerykańska nie jest. Na całej stronie znalazłem tyko Age of Empires III. To amerykanie potrafią robić jakieś gry czy nie bo się pogubiłem.
Hmm, temat wraca jak bumerang, był już poruszany kilkukrotnie. Ogólnie mam podobne odczucia jak większość wypowiadających się tutaj – w eurograch panuje kryzys. Według mnie jest to spowodowane tym, że autorzy nie nastawiają się na wynajdywanie nowych pomysłów, tylko raczej na produkowaniu kolejnych gier „spod sztancy”. Jak czytam o nowej grze, którą autor zachwala jako worker placement czy też teritory control z pewnym twistem (jak autorzy eurogier zwykli mawiać na drobne szczegóły, którymi ich produkcja różni się od reszty takich samych gier) to już wiem, że można się nią dalej nie interesować. Zgadzam się, że jeśli ma nadejść coś ciekawego to raczej nadejdzie to ze strony AT, sam od niedawna spoglądam przychylnym okiem w tamtą stronę na gry obok których kiedyś przechodziłem obojętnie (Starcraft, TI3 itp.) bo coraz bardziej zaczynam cenić w grach klimat i temat.
O, widzę że kółko wzajemnej adoracji, pomimo przeżedzenia w szeregach, nadal się trzyma :D Naprawdę nie chce mi się z Tobą polemizować, Geko, bo ten etap mam już dawno za sobą. Weź lepiej przykład z mądrzejszych kolegów, to może otworzysz się kiedyś trochę bardziej na pełnię planszówkowych doznań ;)
@dominusmaris – Twój post nie został skasowany, tylko dodałeś go w innym wątku. Wczoraj zauważyłem to, ale nie wiem w którym to było :D
@Muttah – przecież wszyscy wiedzą, że Ty lubisz takie gry a nie inne. Wszyscy wiedzą, że dla mst np. temat może nie istnieć. I jedna i druga osoba są skrajnościami, ale dobrze że takie osoby są… nie ma sensu obrażać się i nawracać drugich.
Mi osobiście dużo bliżej do Marcina i nie zapowiada się, żeby to się zmieniło ;-) Najważniejsze to… miłego grania ;-)
dominus: skomentowałeś Few Acres of Snow :)
„Rok 2016.Don Simon pisze następny felieton.
Zaczyna go słowami:
,,Takie stare chłopy a grają w gry planszowe. Przecież to zabawa dla dzieci”
;)-to moje.”
Muttah, ja rozumiem, że wolisz np. Starcrafta, czy TI3. Ale zrozum, że ja wolę np. Cywilizację: PW, czy Steama. I nie ma czegoś takiego jak jedyna słuszna droga, tj. ta prowadząca ostatecznie do amerykańskich kobył. Mnie te kobyły prawie w ogóle nie ciągną. Ale wyciąganie z tego wniosków, że Ty jesteś dojrzałym graczem, który nie boi się złożonych gier, a ja jestem graczem niedojrzałym, który w grach pasie owce (ten element szyderstwa, to jeden z Twoich ulubionych elementów, jakby eurogracze nie grali w gry na poziomie skomplikowania Superfarmera) nie świadzczy dobrze o Twoich umiejętnościach rozmawiania i rozumienia świata. Nie rozumiem po co to ciągłe zadzieranie nosa, że grasz w AT.
@Folko – na pewno chciałeś napisać, że mechanika może nie istnieć??
a w ogóle ta dyskusja powoli zmierza do odwiecznego dylematu: co jest istotniejsze treść czy forma. Eurogry, gdzie istotna jest mechanika (a formę można zmieniać vide Boomtown i Piraci Karaibów, albo Kingdoms i Beowulf the movie). AT, gdzie mechanika jest w miarę uboga, ale oprawa rozbudowana.
zawsze będą ludzie lubiący Woody Allena i ludzie preferujący Avatara…
to, że ktoś się przesiada z Tiera na Stone’a, to nie znaczy że kino europejskie się kończy.
są ludzie proeferujący oświecenie i tacy co wolą barok (chociaż ja się uczyłem, że barok, czyli przerost formy, to lata ciemne :) )
@Don Simon – umieram z ciekawości by poznać te tytuły amerykańskiej myśli projektowej, które Cię tak zachwyciły :). Jak to napisałeś „wirtuozi klimatu uczą się mechaniki, podczas gdy toporni mechanicy nie potrafią sklecić nic ponad „kto zbuduje najlepszą świątynię wygrywa”. Napisz proszę jakie to gry i czy naprawdę uważasz, że są lepsze od choćby tych co wymienił Pancho: A Few acres of snow, London, 7 Cudów, 51st State, Letters from Whitechapel, Rallyman, Die Burgen von Burgund, nadchodzący Eclipse”, lub Merchants & Maruders.
To amerykańscy projektanci szybciej uczą się mechaniki, czy europejscy klimatu?
Bo pomyślę, że napisałeś tego posta tylko po to, żeby flame`a wywołać i komentarzy nabić ;).
A ja czekam na renesans :)
Wczoraj caly dzien w podrozy, wiec dopiero dzisiaj zbiorczo moge odpowiedziec.
W gry wymienione w tekscie gralem calkiem niedawno (no moze poza AoE3) i ciagle sie sprawdzaja i ciagle daja mi duzo radosci. Dorzuce nawet jeszcze Caylusa, ktory przezywa u mnie niewielki renesans.
Na konsoli oczywiscie gram, ale to bardziej z braku mozliwosci grania w planszowki – temat na kolejny tekst :).
@bogas – oczywiscie, ze sie starzejeMY (tak, Ty tez niestety, mimo nieprzemijajacej urody Adonisa :)) i coraz ciezej zaskoczyc czyms nowatorskim (podobnie jest z filmami i wspomnianymi przez melee grami konsolowymi); ale nie zmienia to tezy – coraz trudniej znalezc ciekawa gre; blizniaczo podobne do siebie gry nie ulatwiaja zadania; co wiecej – wydaje mi sie, ze to wlasnie z ameritrashu wywodza sie ciekawsze propozycje, a nie ze stawiajacych na „mechaniczne twisty” eurodesignerow
@muttah – wlasnie – „wywodza!” Nie twierdze, ze FFG to moja nowa milosc, a gry o „wypasaniu owiec” to dno; „stare” eurowki to ciagle rewelacyjne tytuly, a „stare amerykanki” to ciagle glupawe kulanie kostkami; chodzi mi o nowa fale gier – laczacych temat i klimat z dobra, „europejska” mechanika; nowe produkcje FFG staraja sie przeciez ograniczac losowosc i oferowac cos wiecej niz (ciagle te same) ladne grafiki
Sa oczywiscie perelki, ktore daja nadzieje na wydanie kilku zlotych na nowa gre. Wspomniane Eclipse to wlasnie jedna z tych gier. Ale miazdzaca wiekszosc gier z Essen (umownie przyjmijmy, ze amerykanskie gry maja premiere na Origin itp.) to przemielone wielokrotnie te same kotlety, z ta sama mechanika, cienkim podbudowaniem klimatycznym i precyzyjna, ale bezduszna mechanika. Wystarczy spojrzec na wspomniane przez sipio gry (ostatnie Na Radarze) – zainteresowal mnie AZ jeden tytul – City Tycoon.
@konev – ostatnie gry FFG to zupelnie inna jakosc „mechaniczna” – Gearsy, te cale LCG, Chaos, Civilization… Ale ciesze sie, ze kilka tytulow z Europy sie udalo znalezc (chociaz nie wszystkie przez Ciebie wymienione sa dobre 8) )
Mimo wszystko, amerykanie nadal głównie trafiają do geeków, niedzielni gracze nie mają tam czego szukać. Nawet jeśli amerykanie się uczą, to przynajmniej w tym segmencie Europa ma przewagę miażdżącą i przez co najmniej jeszcze kilka lat się to nie zmieni.
Jak dla mnie do ten okres posuchy jaki można zauważyć, tylko wyjdzie na dobre, ale to raczej z europy wyjdą nowe rzeczy, którymi za rok czy dwa będziemy się zachwycać. Tutaj stawiam na opinię koneva, że europejczycy się szybciej nauczą klimatu niż na odwrót.
Najważniejsze że teraz naprawdę każdy może znaleźć coś dla siebie. Tylko że trochę trudno o to jak tyle gier ;)
Panowie, dlaczego wciąż rozdrapujecie dawno zagojone rany? Geko, cytujesz moje wypowiedzi z kilku lat wstecz, które spowodowane były niczym innym jak właśnie wyniosłym podejściem kilku „wpływowych” eurofilów, trąbiących na okrągło że euro z jego elegancką mechaniką to wysublimowana rozrywka intelektualna, zaś amerykańskie gry to tylko kostkowanie i uciecha dla debili. Oczywiście w dużym skrócie, ale nie zaprzeczaj, bo będziesz zwyczajnie mijał się z prawdą.
Minęło jednak parę lat – rynek się zmienił, podobnie jak trendy, preferencje, oraz zwyczajnie każdy z nas. Przeciwstawne dotąd bieguny znacznie się zbliżyły do siebie, wypełniły się pewne luki i spektrum gier jest dzięki temu bogatsze, czy pełniejsze – jak kto woli. Dzięki temu mamy np. takie tytuły jak Cyklady, czy Claustrophobia – proste w konstrukcji i przystępne dla niedoświadczonych graczy, choć jednocześnie mocno konfrontacyjne i głęboko osadzone w swoich realiach. Nie podaję ich jako przykładów genialnych gier (bo w swoich kategoriach są dla mnie leciutkimi fillerami), ale są one przejawem pozytywnego trendu – ludzie szukają nowych rzeczy, zaś projektanci się uczą i poprawiają stare błędy. Normalnie sam miód.
Podobnie gry FFG wyewoluowały w ciągu tego okresu, choć mówienie że „czerpią z mechaniki euro” moim zdaniem jest trochę naciągane. Gdzie ta euro-mechanika w Starcrafcie na przykład? Gdzie w Runewars, albo Chaos in the Old World? A może właśnie jest trochę odwrotnie, wszak chyba właśnie Konieczka pierwszy zastosował deck building w SC, który dopiero potem stał się podstawą Dominiona? Chociaż przyznaję, pasek inicjatywy w Horus Heresy to w Waszym nazewnictwie pewnie jakaś „listwa Kramera”, czy coś w ten deseń ;) Tak czy inaczej, pewne rozwiązania przesiąkają z jednego świata w drugi – i jest to z korzyścią dla wszystkich.
A tak już podsumowując, to niby ja jestem zawsze takim agresorem, a wystarczy przewinąć ten wątek nieco do góry i widać czarno na białym kto się pieni i pokazuje zęby :D Ja natomiast proponuję jedno wielkie hug party, bo trzeba się radować iż gry ewoluują – ameri robi się krótsze i bardziej zwarte, euro zahacza o bardziej konfliktowe tematy. Nic, tylko się cieszyć! Chyba normalnie pójdę do sklepu po jakąś flaszkę :p
No trzeba ustalić czy rozmawiamy o Eurograch i Ameritrashu jako gatunkach, czy też grach europejskich projektantów i amerykańskich projektantów.
Wydaje mi się, że artykuł miał traktować właśnie o tym drugim. W takim wypadku jest kompletnie nietrafny, bo osiągnięcia amerykańskich projektantów biorąc pod uwagę, że mają pod sobą ogromne 300 milionowe, bogate społeczeństwo jako rynek zbytu i nie muszą zważać na to by grę przetłumaczyć na kilkanaście języków… biorąc to pod uwagę to Ameryka w porównaniu do Europy jest sto lat za murzynami :).
Jeżeli mówimy o mieszaniu się gatunków to tutaj nie pozostaje nic innego jak przyklasnąć Muttahowi i się uściskać, bo gry ewoluują :). Też mam czasami już dosyć Euro-twistów i chciałbym czegoś świeżego, a wiem że czyste Ameri jest kompletnie nie dla mnie.
Tak OT, bo ciekawe tematy się pojawiły. Szymon wspomniał o LCG i pochodzeniu z Ameryki, a prekursorem z tego co ostatnio czytałem jest niemiec – Friese. Muttah wspomniał o deck buildingu, co masz dokładnie na myśli?
Na poparcie tezy o tym, że europejczycy sobie lepiej poradzą podam tylko jedno nazwisko, o którym może być głośno za jakiś czas a mianowicie David Ausloos. Pomijam grę o wiewórkach ale Panic Station, Dark Darker Darkest, Rouge Agent no i Stained Steel.To dla mnie doskonałe przykłady jak może wyglądać połączeni ameri z euro.
Folko: O ile mi wiadomo, patent po raz pierwszy wystąpił w Starcrafcie Konieczki – tak przynajmniej ktoś kiedyś stwierdził, nie pamiętam już gdzie. Zaczynamy z podstawową talią walki, do której dokupujemy technologie, konsekwentnie rozbudowując nasz deck. No chyba że Dominion był wczesniej od Starcrafta, ale coś nie wydaje mi się.
Przepraszam za bezpodstawne oskarżenia.
Mam ciągłe problemy z logowaniem, pojawia się komunikat że ,,strona nie istnieje” a mam wpisane GF w przeglądarce na ,,Few Acres” stąd w zamieszaniu moja pomyłka.
Czy jest jakaś ,,metoda na głoda”.
Mam na myśli głód pisania ;)
Starcraft był wydany rok wcześniej niż Dominion. To oczywiście o niczym nie świadczy, bo zapożyczeń mogło nie być… ale był pierwszy. Jak będę miał chwilę to podrożę temat, bo takie rzeczy mnie ciekawią :-)
Ja natomiast proponuję jedno wielkie hug party, bo trzeba się radować iż gry ewoluują – ameri robi się krótsze i bardziej zwarte, euro zahacza o bardziej konfliktowe tematy. Nic, tylko się cieszyć! Chyba normalnie pójdę do sklepu po jakąś flaszkę :p
Kim jesteś i co zrobiłeś z prawdziwym Muttah? ;-)
No dobra, niech będzie pokój i chwała…
A na przyszłość proponuję bez złośliwości typu „wypasanie owiec”.
O tym Starcrafcie jako prekursorze deck buildingu zdarzyło mi się pisać w którymś wątku na forum, w odpowiedzi na pytanie, czy są jakieś gry z mechaniką Dominiona, gdzie stanowi ona jeden z elementów, a nie cel sam w sobie…
Starcraft jest świetnym tego przykładem – mimo swojej kolubrynowatości – dla mnie głównie objawiającej się bardzo długim setupem. Sama rozgrywka jest jednak naprawdę świetna.
Ja też, mimo dużo mniejszych przerobów gier, niż większość się tu wypowiadających, też mam coraz większą potrzebę na klimatyczne, wkręcające pozycje. Zastanawiając się, dlaczego tak jest, dochodzę do wniosku, że dobrych eurówek mam już dość na półce – WN, PR, Agricola, Cywilizacja, Le Havre, Carcassonne, Osadnicy z Catanu + Osadnicy karciani, San Juan, Caylus MC… Jest tego dość, żeby się nagrać w ekonomiczne silniczki do syta. Co innego z fajnymi przygodówkami, grami z mocnym klimatem – do niedawna były dla mnie niegrywalne: zbyt losowe lub czasochłonne, a teraz pozycje takie jak Claustrophobia czy Merchants & Marauders budzą dużo większy entuzjazm niż Arkham Horror, toteż i zainteresowanie grami spod flagi AT się u mnie zwiększyło.