Home | Wiadomości | Aktualności | Essen – dzień 4, jeszcze garść informacji…

Essen – dzień 4, jeszcze garść informacji…
Ten tekst przeczytasz w 3 minut

Jakoś nie mogę się oderwać dzisiaj od oglądania essenowych prezentacji. Oto kolejna porcja wrażeń – tym razem Phantom League i zapowiedzi nowości od Uwe Eickerta i jego Conflict of Heroes

Ciekawie zapowiada się Phantom League, czyli – jak sam autor mówi, przesympatycznie akcentując swoją angielszczyznę – planszowa wersja niegdysiejszego komputerowego hitu 'Elite’. W skrócie – jest kosmos, a my w tym kosmosie mamy statek, trochę gotówki, kupujemy tanio, sprzedajemy drogo, w międzyczasie walczymy z piratami albo z rywalami do kupieckiej sławy. Sławę zdobyć można kupując ją za te ciężko zarobione pieniądze, pędząc żywot piracki i łupiąc statki innych graczy (NAJS!), eksplorując kosmos (odkrywając żetony planszy) i wykonując misje (każdy z graczy otrzymuje na początku 3 misje do zrealizowania). Każdy heks składa się z dwóch rozłącznych trapezów, co zapewne pozytywnie wpływa na regrywalność. Mimo dużych ambicji, gra wydaje się wyglądać dosyć kompaktowo i nie przytłacza ilością elementów, choć kart jest całkiem sporo i to różnych rodzajów (planet, usprawnień). W Phantom League nie używa się kostki – losowość zapewniają wydarzenia z kart. Wprowadzono też element zarządzania własnym statkiem na indywidualnej planszy z pokrętłami, wyznaczającymi poziom pancerza, paliwa etc. Minus jest taki, że można przedwcześnie odpaść z gry na skutek zniszczenia statku. No i plansza jest trochę mała, przez co ma się wrażenie, że statki graczy będą siedzieć sobie na plecach, a zamiast handlu kwitło będzie wzajemne piractwo i wygrzew. Co prawda za głowę pirata wyznacza się nagrodę, ale nie wiem, czy kogokolwiek to powstrzyma przed wstąpieniem na ścieżkę życia spod znaku skrzyżowanych piszczeli. Autor zachęca również do zawierania umów (np opłacania haraczu) – zerwanie umowy zmniejsza nasza chwałę, więc takie pakty powinny być tez ciekawym elementem powstrzymującym rozlew krwi…tzn kosmicznego paliwa. Ogólnie – wygląda to fajnie. Niby temat już ograny wielokrotnie, i w rozrywce elektronicznej i planszowej, ale tym może tym razem uda się znaleźć idealne wyważenie między handlem, eksplorowaniem a walką.

Uwe Eickert zapowiedział, że zasady serii Conflict of Heroes nie będą już przechodzić takich rewolucji, jak między pierwszą a drugą częścią cyklu. Najbliższe dodatki mają opierać się na obecnych regułach i żadne zmiany nie są planowane. Uwe zapowiedział także 'trylogię afrykańską’ serii CoH: Afryka Wschodnia lata 1940-1941 (walki włosko-brytyjskie w Kenii i Etiopii, ze znacznym udziałem tubylców), Tobruk (wiadomo – niemiecki Afrika Korps vs siły Commonwealthu) i wreszcie walki w Afryce Zachodniej (Jankesi vs Afrika Korps). W dalszej kolejności zobaczymy m.in. trylogię wietnamską, Afganistan, a nawet Gettysburg. Wszystko fajnie, szkoda tylko, że podczas prezentacji pierwszego dodatku do CoH, czyli Price of Honour, traktującego o kampanii wrześniowej’39, Uwe ani jednym słowem nie zająknął się o autorze dodatku – Michale Ozonie. Szkoda, zwłaszcza że Michał włożył mnóstwo pracy w przygotowanie Price of Honour. Usłyszeliśmy za to wiele ciepłych słów o mechanice gry Strike of the Eagle (czyli zagranicznego wydania Orła i Gwiazdy, gry Roberta Żaka), choć ponownie bez informacji, że to jest polska gra. No nic. Premiera SotE ma nastąpić w pierwszym kwartale 2010…przepraszam – 2011 roku :)

One comment

  1. melee

    dodatek wyglądał na 2 razy większy od podstawki

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*